Epilog

1K 64 40
                                        


P E T E R

— Tylko nie zapomnij o wieczorze. Punkt osiemnasta u moich rodziców — mówi Michelle, stojąc w progu mojego nowego mieszkania.

Od wydarzeń w Kanadzie minęło sześć miesięcy. Kapitan Ameryka rzeczywiście zaczynał się odmładzać. Bucky został z nim w Nowym Orleanie, pilnując spokoju. Rhodes z Falconem polecieli do Europy, szukając siedziby Hydry i zaginionego Tesseractu. Ciocia May stała się agentką Tarczy, a ja w końcu kupiłem mieszkanie na przedmieściach Nowego Jorku.

— Nie zapomnę, Michelle — obiecuję, dając jej całusa w czoło.

Dziewczyna wzdycha, po czym posyła mi zirytowane spojrzenie. Wzruszam ramionami, udając, że nie wiem o co jej chodzi.

— Jesteś siusiu majtkiem, Parker — mruczy Michelle, wpijając się w moje usta.

Oddaję pocałunek z taką samą żarliwością, przyciągając ją do siebie. Nie mogę uwierzyć, że Michelle jest moja i tylko moja.

Dziewczyna napiera swoimi wargami o moje. Rozchylam je językiem, prosząc o dostęp, na który Michelle z jękiem przystaje. Przejeżdżam nim po jej podniebieniu oraz zębach. Może i nie jestem mistrzem w całowaniu, ale po sześciu miesiącach, spędzonych z Michelle, mogę dumnie rzec, że przeszedłem kilkaset szkoleń w tym kierunku.

Przekręcam nas w lewo, opierając Michelle o ścianę. Jednym zamaszystym ruchem, zamykam drzwi do mieszkania, po czym zamykam je na klucz.

Łapię Michelle za pośladki, unosząc w górę. Dziewczyna piszczy mi w usta, ale nie przestaje całować. Oddaję każdy pocałunek, niosąc ją do mojej sypialni, która, mam nadzieję, niedługo będzie nasza. Usadzam Michelle na biurku, która już zaczyna zdejmować ze mnie koszulę. Uśmiecham się, podgryzając jej długą szyję. Michelle wzdycha, grzebiąc palcami w moich włosach. Powoli zdejmuję jej czarną bluzkę. Dziewczyna unosi ręce, aby mi w tym pomóc. Rzucam ubranie w głąb pokoju i w tym samym czasie uderzam kolanem o biurko.

Syczę. Michelle rzuca mi rozbawione spojrzenie.

— Idiota — szepcze, schodząc ze wspomnianego wcześniej mebla.

Uśmiecham się do niej przez ból. Michelle kręci głową, po czym spogląda przelotnie na biurko.

— Parker, leży tu jakaś karteczka, która zdecydowanie nie jest twoja — mówi nagle, wskazując na szary pergamin. Marszczę brwi. Stu procentowo nie jest moja, Michelle.

Sięgam po niego, odwijając malutką, zieloną wstążeczkę. Opieram czoło o głowę Michelle i czytam na głos:

„Widziałem przyszłość i przeszłość, w której namieszałem.
Tesseract, którego tak wszyscy szukają, jest w twojej szafce nocnej, ukryty w drewnianej skrzynce.
Peterze, którego w dziwnych okolicznościach polubiłem, uważaj na siebie, bo niebezpieczeństwo jest blisko.
Wszystko się powtórzy.

Loki Laufeyson, pan Ciemności bla, bla, bla"

• • •

gdzieś w kosmosie
Thor Odison naśmiewał się z żartów Kapitan Marvel, które swoją drogą wcale nie były aż takie złe.
Carol spodobała się synowi Odyna, panu piorunów, więc by utrzymać dzielący ich dystans, musiał stwarzać pozory niedostępnego.

— Gadasz jak katarynka, Danvers — powiedział, kiedy Carol po raz kolejny zaczęła opowiadać kawał o wilku i zającu, który usłyszała, będąc jeszcze w Ameryce.

Kobieta posłała mu zabójcze spojrzenie i bez słowa zostawiła go przy stole bilardowym. Poszła w stronę sterów, które zostawili parę godzin temu, zbyt zmęczeni, ciągłym wpatrywaniem się w nicość. Usiadła na fotelu pilota, po czym przejechała wzrokiem po widoku zza szyby. Wytrzeszczyła oczy, widząc znany dla niej już statek kosmiczny, który sunął po bezkresach kosmosu.

— Odison! Przyjdź tu natychmiast! — zaskrzeczała.

Thor wywrócił oczami, ale spełnił jej prośbę. Gdy zobaczył za oknem statek kosmiczny, wzruszył tylko ramionami, nie wiedząc o co chodzi jego kompance. Sądził, że kobieta robi sobie z niego żarty, kiedy nagle nieznajomy statek, odwrócił się kadłubem, ukazując swoje wnętrze. Thorowi zrzedła mina.

— Czy to jakieś jaja na Odyna?! — zawołał, gdy ujrzał Tony'ego Starka, który ledwo żywy siedział oparty o fotel sterownika.

C.D.N.

• • •

Witam ponownie! Skoczyłam książkę z wielkim przytupem. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że fabuła tak szybko nabierze obrotów i skończy się na 11 rozdziałach. Co prawda, również nie spodziewałam się, że rozdziały będą mieć po 2600/3000 słów, więc przeliczając na moją normę (1300 słów), zamiast 11 rozdziałów powinno wyjść 23/24.

Zamiast tego użalania się nad sobą i długością rozdziałów, pragnę zaspojlerować, że pojawi się druga część, która (DA DA DAAA!) będzie o wiele dłuższa od tej. Troszeczkę tam namieszam, wiec będzie warto przeczytać. Pierwszy rozdział wraz z prologiem powinien pojawić się jutro wieczorem bądź po 14 :)

Trzymajcie się!

danger is close; spidermanOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz