P E T E R
Budzę się oblany zimnym potem. Śnił mi się Nick Fury, który diabolicznie śmiał się w twarz Nedowi. Wokół mrocznej postaci Fury'ego krążyły duchy pana Starka, moich rodziców oraz Czarnej Wdowy. Chwilę potem ktoś wystrzelił czarnym młotem, który uderzył mojego przyjaciela w plecy, pozbawiając go tym samym życia. Nie mogłem się ruszyć, aby mu pomóc. Musiałem patrzeć na jego zastygłą twarz, ponieważ coś nie pozwalało mi zamknąć oczu. Potem pojawiła się Michelle, która pocałowała mnie z diabelskim uśmiechem. Przez chwilę podobało mi się to. Jej usta były miękkie i delikatne, wręcz stworzone dla moich, ale w miarę mojej ludzkiej logiki, wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie przeliczyłem się, ponieważ zaraz poczułem w swoim brzuchu coś ostrego. Coś co było bez wątpienia nożem.
Przecieram twarz ręką, mam coraz bardziej porąbane sny. Rozglądam się na boki, po czym wzdycham, spostrzegłszy, że jestem sam w pokoju. Najwyraźniej Abe i Jason zostali na obserwacji.
Wyciągam się na swoim ogromnym łóżku, który wygląda kolosalnie w porównaniu do mojego w Nowym Jorku. Właśnie. Nowy Jork. Jestem ciekaw co robi ciocia May. Na pewno korzysta garściami z tego, że ma całe mieszkanie dla siebie. Wzdrygam się na myśl co mogłaby w tym momencie robić z, na przykład, jakimś dwudziestolatkiem, którego trafem poderwała na Tinderze.
May nadal myśli, że nie mam pojęcia o tym, że założyła konto na Tinderze równo rok temu.
Kręcę głową, odpędzając od siebie obraz cioci May z jakimś Brianem, którzy wiadomo co robią na kanapie w salonie. Wstaję z łóżka. Czuję na sobie całą masę ubrań, którą nie zdjąłem po przyjściu do pokoju o czwartej nad ranem. Przypominając sobie sytuację, w której odepchnąłem od siebie Michelle, zaczyna boleć mnie głowa. Naprawdę zachowałem się jak kretyn, nie odpowiadając na jej pytanie i zostawiając ją samą na korytarzu.
Uderzam pięścią o ścianę. Jestem cholernym dupkiem. Rodzice nie byliby ze mnie dumni za takie potraktowanie dziewczyny, która swoją drogą nie była niczego winna.
• • •
Nasza wycieczka ma spędzić całe popołudnie na stoku. Nie licząc Abe, Jasona i paru innych osób, które za przyczyną tajemniczego najścia musiały zostać w kampusie, każdy ochoczo przystał na taki obrót sprawy. Pan Harrison ma zostać w hostelu z poszkodowanymi, natomiast profesor Wilson iść na stok z resztą.
Na moje nieszczęście Michelle również przystała na spędzenie popołudnia w górach. Nie żebym coś do niej miał, ale poprzez moje ostatnie zachowanie względem Michelle sumienie nie daje mi normalnie funkcjonować. Tym razem naprawdę jestem skłonny paść przed nią na kolana i błagać o wybaczenie, w taki sposób, jaki przedstawiają filmy. Chcę, aby Michelle poczuła się jak księżniczka. W każdym moim scenariuszu, w którym to robię, Michelle daje mi drugą szansę i padamy sobie w ramiona. Niestety istnieje też taka opcja, w której wcale mi nie wybacza i każde spadać, jak najdalej od niej.
Najbardziej obawiam się tego, że naprawdę nie przyjmie moich przeprosin, co jest bardzo prawdopodobne.
Wzdycham, kiedy widzę, że Michelle sama jak palec idzie z nartami w ręce na stok. Gdyby nie to moje idiotyczne zachowanie, na bank byłbym przy niej, ciągnąć za sobą dwie pary nart i naśmiewając się z jej komentarzy o śniegu.
— Penis Parker nie daje rady iść pod górkę? — słyszę za sobą irytujący głos Flasha Thompsona.
Michelle odwraca głowę, by zobaczyć co się dzieje, ale gdy natrafia na moje spojrzenie, ucieka wzrokiem przed siebie. Przyspiesza kroku.
CZYTASZ
danger is close; spiderman
Fan-FictionKSIĄŻKA WKRÓTCE W TRAKCIE KOREKTY PISAŁAM JĄ W WIEKU 13 LAT. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ wycieczka w góry nie brzmi nadzwyczajnie, nawet nie kryje za sobą drugiego dna. oczywiście "wycieczka w góry" zmienia swoją definicję, kiedy jesteś zako...
