10 Gdzie jest Falcon?

1.1K 68 80
                                        



P E T E R

Kiedy każę Edith przysłać cztery słoiki z pajęczyną, Michelle posyła mi zdziwione spojrzenie. Wywracam oczami, po czym nadal debatując z cyfrową sekretarką, przeszukuję swoją walizkę. Natrafiam tylko na parę bokserek i zapasowe szkła do maski Spider–Mana. Ja to naprawdę mam łeb. Nie wziąłem kostiumu, ale szkła do niego już tak.

— Dobrze, Edith. Możesz jeszcze wysłać wiadomość do Nicka Fury'ego? Miał przylecieć wczoraj do Kanady a nadal go nie ma — mruczę pod nosem, wyjmując wszystkie ubrania z walizki. Wzdycham. — Najlepiej jakbyś jeszcze przysłała mój zapasowy kostium. Którykolwiek.

Spoglądam na Michelle, która stoi nade mną z podniesioną prawą brwią, jakby czekała na kolejne wyjaśnienia. Nie dziwię się jej. Gdy sam nie byłem w temacie Tesseractu, jakiś niezrozumiałych skrótów i wydarzeń, pytałem o wszystko pana Starka, który swoją drogą nie zawsze odpowiadał, każąc mi odrobić pracę domową.

— Robi się panie Parker. Jesteśmy w kontakcie.

Przytakuję, po czym zdejmuję okulary z nosa. Spoglądam na twarz Michelle, a potem na kupkę ubrań, która leży przy otwartej walizce. Łapię za ciuchy i jednym ruchem pakuję do czerwonego sakwojażu.

— Zdajesz sobie sprawę, że najpierw składa się swoje odzienia, a potem układa  je w bagażu? — prycha Michelle, stojąc z założonymi rękami.

Wzruszam ramionami. Nie mam czasu na zjedzenie śniadania, a co mowa o składaniu ubrań w kostkę. Za chwilę mają przylecieć Rhodes z Bucky'm odrzutowcem z prawdziwego zdarzenia.

Michelle kuca, kładąc swoją dłoń na moim zdrowym ramieniu. Swoją drogą obrażenia, które poniosłem zeszłego dnia, w miarę szybko się zagoiły.

— Powiedz mi, gdzie się tak spieszysz i kim do cholery jest James Rhodes — oznajmia, patrząc mi w oczy. W jej wzroku jest coś, co zmusza mnie do udzielenia odpowiedzi.

Siadam okrakiem, przyciągając do siebie walizkę.

— James Rhodes to War Machine. Nowy Iron Man — wyjaśniam krótko, opierając brodę o swoje zgięte kolano. — Poza tym ty też się powinnaś spieszyć, bo lecisz z nami. Odstawimy cię do domu.

Michelle robi duże oczy. Przysuwa się do mnie i uderza mnie w czubek głowy. Syczę. Mogłaby choć raz miś odpuścić.

— A to za co? — pytam, pocierając o bolące miejsce. Dziewczyna kręci głową, jakby zastanawiała się czy w ogóle mam mózg.

Posyłam jej zaciekawione spojrzenie, zachęcając do wyjaśnienia. Michelle nic nie robi bez przyczyny, a przynajmniej nie osobom, które choć w małym stopniu lubi. Przypomina mi się wczorajszy pocałunek w łazience, który swoją drogą to właśnie ona zainicjowała. Szczerze powiedziawszy czuję się przez to trochę gamoniowato. W faktycznym przykładzie, pocałunek powinien zainicjować chłopak po przez krok w przód, przyciągnięcie do siebie dziewczyny i wpicie się w jej usta. W moim przypadku było odwrotnie i inaczej.

Spoglądam na walizkę, którą do siebie przyciskam, jakby była moim największym skarbem. Na miejscu bagażu powinna być Michelle.

Naprawdę jestem kretynem. Nawet nie próbuję robić postępów w kierunku nas – mnie i Michelle. 

— Za to, że próbujesz wykluczyć mnie z całej akcji, Parker — odpowiada, przycupnąwszy koło mojej wyciągniętej nogi.

Wzdycham, analizując każde jej słowo. Rozumiem, że chce uczestniczyć w tym, co ma się wydarzyć. W tym, czego sam nie jestem pewien w jakim celu się dzieje.

danger is close; spidermanOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz