P E T E R
Kiedy każę Edith przysłać cztery słoiki z pajęczyną, Michelle posyła mi zdziwione spojrzenie. Wywracam oczami, po czym nadal debatując z cyfrową sekretarką, przeszukuję swoją walizkę. Natrafiam tylko na parę bokserek i zapasowe szkła do maski Spider–Mana. Ja to naprawdę mam łeb. Nie wziąłem kostiumu, ale szkła do niego już tak.
— Dobrze, Edith. Możesz jeszcze wysłać wiadomość do Nicka Fury'ego? Miał przylecieć wczoraj do Kanady a nadal go nie ma — mruczę pod nosem, wyjmując wszystkie ubrania z walizki. Wzdycham. — Najlepiej jakbyś jeszcze przysłała mój zapasowy kostium. Którykolwiek.
Spoglądam na Michelle, która stoi nade mną z podniesioną prawą brwią, jakby czekała na kolejne wyjaśnienia. Nie dziwię się jej. Gdy sam nie byłem w temacie Tesseractu, jakiś niezrozumiałych skrótów i wydarzeń, pytałem o wszystko pana Starka, który swoją drogą nie zawsze odpowiadał, każąc mi odrobić pracę domową.
— Robi się panie Parker. Jesteśmy w kontakcie.
Przytakuję, po czym zdejmuję okulary z nosa. Spoglądam na twarz Michelle, a potem na kupkę ubrań, która leży przy otwartej walizce. Łapię za ciuchy i jednym ruchem pakuję do czerwonego sakwojażu.
— Zdajesz sobie sprawę, że najpierw składa się swoje odzienia, a potem układa je w bagażu? — prycha Michelle, stojąc z założonymi rękami.
Wzruszam ramionami. Nie mam czasu na zjedzenie śniadania, a co mowa o składaniu ubrań w kostkę. Za chwilę mają przylecieć Rhodes z Bucky'm odrzutowcem z prawdziwego zdarzenia.
Michelle kuca, kładąc swoją dłoń na moim zdrowym ramieniu. Swoją drogą obrażenia, które poniosłem zeszłego dnia, w miarę szybko się zagoiły.
— Powiedz mi, gdzie się tak spieszysz i kim do cholery jest James Rhodes — oznajmia, patrząc mi w oczy. W jej wzroku jest coś, co zmusza mnie do udzielenia odpowiedzi.
Siadam okrakiem, przyciągając do siebie walizkę.
— James Rhodes to War Machine. Nowy Iron Man — wyjaśniam krótko, opierając brodę o swoje zgięte kolano. — Poza tym ty też się powinnaś spieszyć, bo lecisz z nami. Odstawimy cię do domu.
Michelle robi duże oczy. Przysuwa się do mnie i uderza mnie w czubek głowy. Syczę. Mogłaby choć raz miś odpuścić.
— A to za co? — pytam, pocierając o bolące miejsce. Dziewczyna kręci głową, jakby zastanawiała się czy w ogóle mam mózg.
Posyłam jej zaciekawione spojrzenie, zachęcając do wyjaśnienia. Michelle nic nie robi bez przyczyny, a przynajmniej nie osobom, które choć w małym stopniu lubi. Przypomina mi się wczorajszy pocałunek w łazience, który swoją drogą to właśnie ona zainicjowała. Szczerze powiedziawszy czuję się przez to trochę gamoniowato. W faktycznym przykładzie, pocałunek powinien zainicjować chłopak po przez krok w przód, przyciągnięcie do siebie dziewczyny i wpicie się w jej usta. W moim przypadku było odwrotnie i inaczej.
Spoglądam na walizkę, którą do siebie przyciskam, jakby była moim największym skarbem. Na miejscu bagażu powinna być Michelle.
Naprawdę jestem kretynem. Nawet nie próbuję robić postępów w kierunku nas – mnie i Michelle.
— Za to, że próbujesz wykluczyć mnie z całej akcji, Parker — odpowiada, przycupnąwszy koło mojej wyciągniętej nogi.
Wzdycham, analizując każde jej słowo. Rozumiem, że chce uczestniczyć w tym, co ma się wydarzyć. W tym, czego sam nie jestem pewien w jakim celu się dzieje.
CZYTASZ
danger is close; spiderman
Fiksi PenggemarKSIĄŻKA WKRÓTCE W TRAKCIE KOREKTY PISAŁAM JĄ W WIEKU 13 LAT. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ wycieczka w góry nie brzmi nadzwyczajnie, nawet nie kryje za sobą drugiego dna. oczywiście "wycieczka w góry" zmienia swoją definicję, kiedy jesteś zako...
