Chapter 8 "Escape?"

156 11 2
                                        

Spojrzałem w lusterko, jednak zamiast pustej drogi zobaczyłem ogromną, huczącą maszynę. Czego ja się spodziewałem? Jeszcze ten gaduła Złomek siedzi obok mnie i gada jak najęty od jakiejś godziny, a przejechałem dopiero jakieś dziesięć metrów!

Spojrzałem na Złomka, który nawijał o gwizdaniu i westchnąłem. Chyba zwariuję zanim skończę tą piekielną drogę.

Do moich uszu doszedł podejrzany świst, który zapewne nie zwiastował nic dobrego. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że na jednej z wielu rur Bessie tworzy się ogromna bańka asfaltu, która po chwili pęka.

- Cholera! - Krzyknąłem kiedy zobaczyłem że resztki asfaltu spadły na moje auto, brudząc karoserię. - Jak mi auto uświniła.

- Co się stało? - Poszedł do mnie wyraźnie zdziwiony Złomek, wyjmując z ust słomkę siana.

- Patrz jak mi nalepkę zdewastowało. - Wskazałem rozdrażniony na naklejkę na masce.

- Nic się nie martw zaraz Ci oczyszczę. - Nachylił się nad maską i mogło się zdawać że zamierzał napluć.

- Ejej chwila! - Krzyknąłem prawie wyskakując z siedzenia i dodałem nieco ciszej. - Aż taki zdesperowany to ja nie jestem.

Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem tego gościa od wozu strażackiego, który podlewał kwiaty.

- Hej kolego! Do Ciebie mówię! - Krzyknąłem aby zwrócić jego uwagę. - Chodź tu z tą wodą i umyjesz mi samochód.

Pomachałem ręką i wskazałem na maskę, jednak on pobladł i szybki się oddalił.

- A temu co się stało? - Zapytałem Złomka. Co ja mu takiego zrobiłem, że się boi?

- Po prostu nie ma śmiałości do obcych - mruknął i dodał - I jeszcze te jego kwiatki, które mu zabiłeś...

- Co tu się ze mną wyrabia? - Zapytałem sam siebie, czując narastającą desperację. Zwróciłem się do Złomka który nadal stał obok mnie - Jestem wielką gwiazdą sportową Nascaru!

- Masz wielkie co? - Spytał rozkojarzony, powracając do rzeczywistości.

Przewróciłem zdenerwowany oczami.

- Jestem znanym sportowcem! - Krzyknąłem, tracąc resztki cierpliwość, jakie mi zostały po ostatnich pechowych wydarzeniach.

Ciężko mi był uwierzyć, że nikt mnie nie rozpoznał. Może i była to dziura na pustkowiu, ale dziwne, że nikt się nie interesował Nascarem, chociaż jest jednym z najbardziej popularnych sportów u nas w kraju.

- Jesteś zawodnikiem? - Obróciłem głowę, słysząc głos z drugiej strony. Przy oknie stał niski Włoch, którego widziałem na rozprawie i ubrany w niebieski strój roboczy jego kolega. - Jeździsz na wyścigi?

- Nie, na taryfie na Fidżi. - Odparowałem zirytowany, odrzucając głowę do tyłu. - Spójrz na mój samochód i pomyśl trochę.

- Bo ja jestem gigantycznym fanem wyścigów. - Krzyknął głośno radośnie z mocnym włoskim akcentem. - Ja mam na nie hopla!

- To pewnie mnie kojarzysz, lub o mnie słyszałeś. - Zapytałem, czując narastającą, już można powiedzieć desperacko nadzieję. - Jestem Zygzak McQueen!

- Zygzak Makkaki? - Ekscytacja Włocha sięgała niemal granic.

- Tak! - Potwierdziłem, chociaż nie byłem pewny czy dobrze usłyszałem swoje nazwisko. W końcu ma ten swój akcent.

- Wielki uśmiech fortuny w moim życiu! Ekscytacja dochodzi do granic możliwości! Albo i bardziej! - Powiedział na jednym oddechu i na moment zamilkł doznając olśnienia. - Jeździłeś Ferrari? Albo znasz kogoś kto jeździ?

Find Yoursefl - Cars Pixar AUOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz