Mimo chwilowego smutku, na mojej twarzy zagościł uśmiech, którego nie potrafiłem powstrzymać, a moje myśli zaczęły uciekać w nieznaną stronę. Może jednak jest jeszcze jakaś nadzieja? W końcu ona umiera ostania, czy jakoś tak...
- Też kiedyś znałem taką jedną, prócz ciebie. - Podskoczyłem, słysząc za moimi plecami znajomy głos należący do Złomka. - Przystojna jak marzenie, silna jak kilku chłopa, no i tego... Stuknąłem ją parę razy, żeby jakoś zacząć rozmowę.
Przez moment obydwoje milczeliśmy - ja z osłupienia, a Złomek wydawał się bardziej rozmarzony.
- Co ty mi w ogóle opowiadasz? - Zapytałem, otrząsając się z osłupienia, chociaż po namyśle, chyba wolałem nie wiedzieć.
- A takie tam. - Mruknął i przez moment zastanawiał się nad czymś. - Ej, potem uderzymy w takie dzikie miejsce, bo mi cię przykazano dzisiaj pilnować.
- Nie, Złomek. - Zaprotestowałem, chociaż ku mojemu zdziwieniu, przyszło mi to trudniej niż się spodziewałem. Głupia ludzka natura. - Kończę tę drogę i muszę się w końcu jakoś stąd wyrwać.
Spojrzałem na mojego dotychczasowego kompana, zastanawiając się, czy go uraziłem, jednak ten niewiele zrobił z moich słów. Spojrzał się na mnie chytrze i zaczął krążyć dookoła mnie.
- Nie, ja cię rozumiem, może to rozrywka nie dla ciebie? - Mruknął, kątem oka bacznie mi się przyglądając. - Bo wiesz, tam są straszne zbiry i tym podobne.
- Hej, hej, no co ty? - Odparłem, wyczuwając podstęp Złomka, chociaż moje ego nie pozwoliło mi siedzieć cicho. Obym tylko tego nie żałował. - Powoli, wiesz z kim gadasz? Jestem Zygzak McQueen, dla mnie nigdy nie jest za trudno.
- W takim razie, zmywamy się tuż po zmierzchu. - Odwrócił się w moją stronę, zadowolony z siebie.
- Tak, tuż po zmierzchu. - Powtórzyłem, przyglądając się, jak Złomek odchodzi w stronę swojego złomowiska.
*****
Faktycznie, kiedy tylko skończyłem dzisiejszą część "kary", szeryf poinformował mnie, że dzisiaj będzie mnie pilnował nie kto inny, ale Złomek. Uśmiechnąłem się pod nosem i usiadłem na pryczy w mojej celi w niewielkim biurze szeryfa, czekając na niego. Był ono naprawdę niewielkie, kameralne i tak naprawdę znajdowały się tutaj tylko dwa pomieszczenia - główne biuro i niewielka cela w której właśnie się znajdowałem. Na początku jak zobaczyłem moją celę myślałem, że prędzej umrę niż tam będę spał, ale teraz nawet się cieszę na myśl o powrocie do niej. Dzięki niewielkiemu zakratowanemu okienku z widokiem na północ, prawie przez cały dzień był tutaj cień, a powietrze było chłodniejsze i wilgotne, także surowe ściany z gdzieniegdzie narośniętym grzybem nawet mi nie przeszkadzały. Mimo to cieszyłem się, że póki co jest to mój ostatni pobyt tutaj, bo tą noc, a także kilka następnych miałem spędzić w motelu Sally.
Długo nie czekałem, bo dosłownie po chwili przed drzwiami komisariatu zjawił się Złomek. Tym razem zamiast ogrodniczek miał granatowe, wypłowiałe już od słońca jeansy i koszulę w kratę podwiniętymi niechlujnie rękawami. Z mojej celi usłyszałem jak rozmawia chwilę z szeryfem, który poinstruował go na wszelki wypadek, gdzbym zwiał, a następnie moje drzwi otworzyły się i stanął w nich uśmiechnięty Złomek.
- Howdy! - Przywitał się ze mną i skierował od razu w stronę wyjścia. - Idziesz czy nie?
- Pewnie, że idę. - Odparłem i wstałem z mojej pryczy. Szczerze, byłem nawet ciekawy gdzie będziemy szli.
Wychodząc, kiwnąłem jeszcze na pożegnanie szeryfowi na ci on zawtórował mi tym samym. Nie obeszło się jednak bez podejrzliwego spojrzenia. W sumie to nie mam co się dziwić - w końcu byłem tutaj jakby przestępcą.
Bez przedłużania wyszedłem na zewnątrz, chcąc dogonić Złomka, jednak na moment zatrzymałem się oczarowany niebem, a w zasadzie zachodem słońca. Na pustyni było ono niezwykle piękne - żółcie i pomarańcze fantazyjnie mieszały się za czerwonymi górami i kaktusami. Widok z mojego mieszkania w Chicago nawet nie dorównywał temu, który właśnie widziałem. Tym bardziej, że nie miałem żadnego okna od strony zachodu.
Odrywając wzrok od nieba, ruszyłem truchtem za Złomkiem, który już zdążył się oddalić w stronę swojego złomowiska.
- Rajuśku, nawet nie wiesz jak bardzo nie mogłem się doczekać. - Powiedział do mnie, kiedy tylko go dogoniłem. - Już nie mogę się doczekać aż pokażę ci tą sztuczkę z kapiszonami lub jak krowiskom korba odwala.
- Słucham? - Nie za bardzo rozumiałem co Złomek próbował mi przekazać. - A gdzie my właściwie idziemy?
- Tam gdzie ludzkie oko nie sięgnie, a nawet sam Bóg nie odwiedzi. - Oparł jak zwykle swoją gwarą czy szyfrem, przez ci znów nie za bardzo zrozumiałem o co mu chodzi.
- Chyba nadal nie wiem o co ci chodzi. - Mruknąłem po chwili zastanowienia. - Czemu Bóg nie odwiedza?
- Bo po co? - Odpowiedział na moje pytanie, ale po chwili jeszcze mruknął pod nosem. - Pewnie dlatego, że śmierdzi tam niemiłosiernie.
Już chciałem zadać Złomkowi kolejne pytanie, ale nie zdążyłem, bo zdążyliśmy już dojść na Złomowisko i ten znów zaczął nawijać do mnie o czymś innym.
- Chodź, musisz poznać naszych dzisiejszych kompanów. - Odparł i pobiegł za swój domek, którym była stara naczepa.
Nie mając wyjścia udałem się za nim. Mówiąc szczerze, to byłem zdziwiony faktem o towarzystwie i ciekawość powoli brała nade mną górę. przechodząc, jednak na tył przyczepy, ze zrezygnowaniem spostrzegłem, że znajduje się tam jedynie metalowe ogrodzenie, za którym stoi para koni.
- Poznaj naszych towarzyszy. - Powiedział Złomek i dopiero teraz zrozumiałem jego zmianę stroju. Po połączeniu faktów, w moich oczach zaczął wyglądać jak typowy kowboj. - Ten srokaty, co wygląda jak krowa to Perfect Bullet, straszny narwaniec i trochę indywidualista, ale i tak go uwielbiam. - Powiedział wskazując na rdzawo-białego łaciatego konia, a następnie odwrócił się w stronę drugiego, który z kolei był w złotawym odcieniu. - A ta bułana piękność to Sunrise, chociaż i tak mówię na nią Świtajka, jest przeciwieństwem Bulleta, a co najważniejsze, dziś będzie twoją towarzyszką.
- Słucham? - Zapytał zdziwiony. Na taki zwrot akcji to ja nie byłem gotowy. - Jeżeli myślisz, że na to wsiądę, to grubo się mylisz.
- Obrażasz ją. - Odparł lekko urażony Złomek. - A czemu nie? Inaczej ciężko się jest dostać tam gdzie myślałem uderzyć. Twoja wyścigówka co wyciąga prędkość przez duże "pry", na pewno się tam nie dostanie.
- A czemu nie?
- Siedziałeś kiedyś na koniu? - Zapytał mnie ignorując moje pytanie.
- Nie, w końcu jestem kierowcą, a nie kowbojem. - Odparłem trochę poirytowany.
- Czyli nici z tego wszystkiego. - Mruknął trochę zasmucony faktem, że za żadne skarby nie wrzuci mnie na konia, ale szybko się rozchmurzył. - Chwila, chwila! Moja laweta da radę!
- Widzisz, obejdzie się bez pomocy Świtajki - Mruknąłem, mając nadzieję, że Złomek tego nie usłyszy.
- W takim razie chodu! - Na szczęście mnie nie usłyszał, mruknąłem w myślach i podążyłem za Złomkiem.
Po drodze zachaczyliśmy jeszcze o budę z tyłu naczepy, z której mój kompan wyciagnął jakąś torbę, a następnie ruszyliśmy w stronę lawety.
Z daleka widziałem wszechobecną rdzę i pełno wgniotek. Jakby mnie to dziwiło. Odtworzyłem skrzypiące drzwi i zająłem miejce pasażera, czekając na Złomka. Oceniając po stanie pojazdu, nie byłem pewien czy to coś chociażby odpali, nie mówiąc już o jakimkolwiek d
siema siema nifgy nie wracam
CZYTASZ
Find Yoursefl - Cars Pixar AU
FanfictionZygzak McQueen jest wschodzącą gwiazdą Nascaru - jednego z najbardziej znanych i widowiskowych amerykańskich sportów. Młody, bo zaledwie dzwudziestopięcioletni zawodnik z numerem 95 jest istnym fenomenem i posiada na swoim koncie wiele wygranych. Sp...
