7. Uśmiech pamiętasz?

742 44 22
                                        

-------------05:45------------

Stałem przed salą, w której leżał Kamilek. Gdy zastanawiałem się co dalej poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Od razu odwróciłem się w stronę postaci. Przed mną stała trochę niższa ode mnie lekarka.

Lekarz-Kim pan dla niego jest? -Zamurowało mnie, bo kim dla niego jestem? Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. -Osób obcych nie możemy wpuszczać, a nie będących rodziną bez zgody pacjenta, nawet informować o jego stanie.

N-Przyja...-Zatrzymałem się, bo przecież nie może mi nic w takiej sytuacji powiedzieć o Kamilku. Nie wiem, dlaczego, ale od razu wręcz krzyknąłem-Chłopakiem. -Zaczerwieniłem się, kiedy zauważyłem, że wszyscy będący na korytarzu zaczęli patrzeć na prosto na mnie. Jednocześnie zaczęli mnie oceniać i komentować. Zrobiło mi się głupio, a lekarka widząc to od razu wpuściła mnie do sali. Zamknęła drzwi i kazała usiąść naprzeciwko śpiącego chłopaka. Sama stanęła obok mnie.

L-Jest w dobrym stanie.

N-Jak to w dobrym? Niech pani na niego spojrzy.

L-Został potrącony przez samochód, ma jedynie złamaną lewą rękę. Oraz wiele stłuczeń i siniaków. Ale jak na skale wypadku, który mógł okazać się śmiertelny, prawie nic mu się nie stało. Miał wielkie szczęście. -Ja jedynie spojrzałem na zamknięte oczy Ewronika i uśmiechnąłem się delikatnie.

L-Będzie dobrze, naprawdę.

N-A kiedy będzie mógł wyjść?

L-Jeśli wszystkie badanie przebiegną zgodnie z planem to już 4 dni. Jednak będzie potrzebował stałej opieki.

N-Dziękuję. -Uśmiechnąłem się do kobiety.

---------------Skip--------------

----------------4h---------------

Jeszcze chwilę rozmawiałem z lekarką, potem jakimś cudem zasnąłem obok Kamilka. Przebudził mnie jego głos.

E-Krystian? -Momentalnie podniosłem się z krzesła.

N-Kamilek-Powiedziałem rozradowany. -Wszystko dobrze? Jak się czujesz? Jak do tego doszło? -Chłopak tylko patrzył na mnie. Także lekko się uśmiechnął jednak na jego twarzy widziałem ten cały ból, który czuje.

E-Jest...chyba git. Czuję się całkiem okej, ale mogło być lepiej heh-Zaśmiał się, jednak widziałem, że nie ma na to siły. -A ja...wracałem od Stasia i....próbowałem się do Ciebie dodzwonić, ty nie odbierałeś i wtedy usłyszałem pisk, wszystko stało się białe, a potem...tak po prostu zniknęło. I nie wiem co dalej, a teraz jestem tutaj. -Nie miał nawet sił tego wszystkiego wytłumaczyć i opowiedzieć. Przestałem panować nad emocjami, bo to wszystko moja mina...

N-Chcesz wody? -Powiedziałem bardzo szybko, chciałem na chwilę wyjść z sali na świeże powietrze.

E-Tak, poproszę. -Resztką sił próbował się uśmiechnąć. Moje oczy zaszkliły się.

N-Oki. -Odpowiedziałem łamiącym się głosem.

Wyszedłem z sali na ogromny korytarz. Wokół mnie wszędzie byli ludzie. Każdy zabijał mnie wzrokiem. Zaczęło robić mi się duszno, poczułem szybko bijące serce. Poprawiłem założoną niedbale maseczkę. Podszedłem do dystrybutora z wodą, przez chwilę próbowałem napełnić nią kubek jednak przez trzęsące się ręce od razu ją wylałem. Gdy poczułem na sobie wzrok kolejnych osób, zostawiłem kubek i zacząłem iść w stronę wyjścia. Stanąłem na schodach, ale momentalnie mój plan legł w gruzach, na niższych piętrach było o wiele więcej osób. W gardle poczułem uścisk, zacząłem mieć problem z wzięciem oddechu. Zaczęło robić mi się niedobrze. Obróciłem się i pośród różnych sal i gabinetów lekarskich zacząłem szukać toalety. Uznałem, że to jedyne miejsce, gdzie będę sam. Zacisnąłem zęby, nałożyłem kaptur i wpatrzony w podłogę zacząłem iść do znalezionej wcześniej łazienki. Czułem, że robię się czerwony, a sam obraz zaczął się lekko rozmazywać.

W nasOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz