9. what goes around comes around

531 36 28
                                        

– Cholera jasna, możesz przestać na mnie krzyczeć?! – usłyszałam pełne wyrzutów pytanie.

Jak miałam nie podnieść głosu, gdy nie odzywał się tyle czasu? Zaczęłam się już porządnie martwić, przecież to nie fizyka kwantowa, żebym musiała to tłumaczyć. Po ponad dwóch miesiącach odezwał się syn marnotrawny, jaśnie pan Deidara, oczywiście jak gdyby nigdy nic. Przy jego trybie życia brak kontaktu mógł oznaczać naprawdę wiele...

Wzięłam głęboki wdech.

– Nie mam za dużo czasu, jest straszny rozpierdol. Wszystko zaczęło się od twojego grzebania w bazach, od razu kazali znaleźć źródło ataku i je zlikwidować.

– Przecież to nie był atak, mam dostęp – odpowiedziałam już względnie neutralnie.

– Poprawka – miałaś. Ba, ogarniając sytuację zauważyłem, że są sektory w ogóle wyłączone z dostępności. Właśnie na taki trafiłaś. Rany, jaki Pain był wkurwiony, że musiał mnie prosić o pomoc, stara. – Zarechotał. – Dziwnym trafem nigdy nie znaleźli osoby odpowiedzialnej za próbę naruszenia danych, no ciekawe dlaczego? Anyway, osoba która cię szukała była od nas, niestety nie wiem dokładnie kto.

Zagryzłam wargę próbując przetrawić wszystkie nowe informacje, które w ogóle nie ułatwiały mi całej sytuacji. Jedynie Blondyneczka zajmowała się kwestiami systemowymi, a w każdym razie tak mi się wydawało. Potem nauczył mnie paru rzeczy, jednak poziomem umiejętności byłam daleko w tyle, jak mała płotka przy rekinie. Śmiało mogłam stwierdzić, że ciężko o osobę, która tak sprawnie porusza się w sieci i nigdy nie zostawia śladów swojej obecności. Chyba, że właśnie na tym mu zależy.

– Nawet nie próbuj mnie podkurwić mówiąc, że mogłem się bardziej postarać. Zrobiłem co się dało! – warknął zanim zdążyłam coś powiedzieć.

– Nieważne, to już i tak nieistotne. – Podsumowałam po chwili przemyśleń.

Nie miałam ochoty już się w to bawić, a jeśli była to osoba z wewnątrz – sytuacja była zbyt niebezpieczna, by dalej w to brnąć.

– Znalazłaś co chciałaś?

– Nie... I przestałam szukać. Czy on...?

Usłyszałam, jak ze świstem wciąga powietrze.

– Tak, na początku w ogóle nie zwrócił uwagi, że cię nie ma przez to wszystko, dopiero po jakimś czasie zaczął cię szukać. – Zatrzymał się na chwilę, jakby dawkując mi informacje. – Pytał mnie i żebyś ty kurwa wiedziała, jak życie przeleciało mi wtedy przed oczami, gdy prosto w oczy chuja okłamałem.

Parsknęłam ze śmiechu, krztusząc się dymem przez co prawie upuściłam papierosa. Nawet w tak nieprzyjemnej dla mnie kwestii potrafił wywołać pozytywną reakcję, niemożliwy facet.

– Myślisz, że odpuści tak łatwo? – zapytałam, gdy byłam już w stanie normalnie mówić.

– Wątpię, dlatego zabezpieczyłem sieci, zmieniłem częstotliwości i ustawiłem blokady sygnału. Choćby skały srały, to nie ma jak ogarnąć, że mamy kontakt. Twój numer jest jak duch, tak samo i ty. Za kogo mnie masz, Haruno?

Był jawnie oburzony, gdy się tłumaczył, choć tak naprawdę nie musiał. W kwestii bezpieczeństwa mogłam mu zaufać, jak mało komu. Właśnie dzięki niemu byłam w stanie zniknąć niepostrzeżenie, dał mi nadzieję, że mogę po prostu zacząć gdzie indziej i będę za to wdzięczna do końca życia. Jednak oboje wiedzieliśmy, że byłabym bezpieczniejsza, gdybym całkowicie odcięła się również i od niego.

– Wiem, ale mam prawo się martwić, muszę mieć oczy i uszy dokoła głowy.

– I tak uważam, bo mam wrażenie, że cały czas ma mnie na oku, co jest delikatnie mówić wkurwiajace. Jakby czekał aż się potknę.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Jul 12, 2021 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Controlling chaosOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz