*Amelia *9 czerwca
Gdy obudziłam się wtulona w Lorenzo, na moje usta od razu wpłynął uśmiech. Prócz tego, że nie znaleźliśmy w domu nic, co zostawił nam włamywacz, wieczór i noc spędziliśmy spokojnie, więc i ranek był dla nas błogi.
-Dzień dobry. - szepnęłam, całując chłopaka w nagą klatkę piersiową. Zamruczał coś, zanim złapał mnie za dłoń.
-Jeszcze moment, skarbie. - szepnął.
-Jest już prawie 10:00, Lorenzo. - zaśmiałam się patrząc na zegarek.- Wstawaj, pójdziemy razem do sklepu i zrobię nam pyszny, wczesny obiad. Co Ty na to?
-Jedzenie? - szepnął - Czuję jedzenie? - podniósł się szybko do pozycji siedzącej łapiąc mnie tak bym na nim siedziała. Smiajac się uderzyłam go lekko w głowę. - Pójdziemy więc do sklepu, kupimy... Kurczaka!
-Ciągle jemy kurczaka, Lorenzo.
-Więc zjemy dziś szparagi z kurczakiem!
Roześmiałam się głośno, gdy rozmawialiśmy długo o tym, co przyszykujemy na obiad.
*
-Przestań, Lorenzo. - zaśmiałam się, kiedy Lorenzo używał szparaga by zrobić sobie wąsy. - Nie rób wstydu.
-A więc wstydzisz się mnie? - parsknął, rzucając warzywo na ich stos. Zaraz potem wpakował dużą ich ilość do reklamówki, zważył i ruszył do kasy - Znajdź więc kurczaka sama. Beze mnie, bym nie przyniósł ci wstydu. - fuknął obrażony.
Zaśmiałam się głośno, dziękując w głowie Bogu, że prócz nas i kasjerki nikogo w tym sklepie nie było. Ruszyłam szukać piersi z kurczaka, zabrałam ich dwie paczki z lodówki i również stanęłam przy kasie.
-Trzymaj. - powiedziałam kładąc pudełko obok szparagów.
-To liczymy osobno. - powiedział Lorenzo, gdy kasjerka po zliczeniu szparagów, chciała skasować jeszcze mięso - I poproszę reklamówkę.
Zaśmiałam się głośno razem z kasjerką, która przecież widywała nas razem w tym sklepie dość często. Musiało to wyglądać teraz komicznie.
*
-Nie wierzę. - zaśmiałam się, gdy Lorenzo szedł dwa kroki przede mną, machając reklamówką szparagów.
-To uwierz. - bąknął. - I nie rzucaj tak tą reklamówką, bo trzeszczy. - spojrzał na reklamówkę z mięsem i urażony uniósł głowę wysoko.
Nic już się nie odzywając, próbowałam powstrzymać śmiech całą drogę do domu.
*
-Jesteśmy.- zawołałam, gdy przeszliśmy już próg domu.
-Ja jestem. - dodał Lorenzo. Skierował się od razu do kuchni, gdzie jak się okazało siedział Anthony z Andreą.
-Zrobiliśmy zakupy. To znaczy.. Kupiłam mięso, a Lorenzo kupił szparagi.
Andrea i Anthony spojrzeli na nas ze zdziwieniem, więc powiedziałam krótkie:
-Nie pytajcie.
Zajęliśmy się robieniem obiadu, jak się okazało, też na grupy.
Lorenzo i Anthony zajmowali się szparagami, choć wcale nie było ich tak dużo i obcięcie końcówek od każdego patyczka nie było trudne, robili to tak długo jak i Andrea kroiłyśmy mięso na polędwiczki, przyprawiałyśmy i panierowałyśmy.
Oczywiście schodziło nam to okropnie długo z tego względu, że co kilka minut któraś z nas i któryś z chłopaków, zawieszaliśmy się nad pracą i żywo rozmawialiśmy. Na przykład o tym, że już niedługo przyleci tłum komarów.
CZYTASZ
Lorenzo (Zakończone)
RomanceKSIĄŻKA MA DUŻO BŁĘDÓW I IRRACJONALNYCH WYDARZEŃ, ZAPRASZAM NA DRUGĄ WERSJĘ TEGO OPOWIADANIA, KTÓRE MOŻNA ZNALEŹĆ NA MOIM PROFILU :) Po dwóch latach odsiadki, Lorenzo wychodzi na wolność. Przenosi się do miasta Ashland w Oregonie by zacząć od nowa...