Rozdział 2

968 39 2
                                        

Lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie. Sara dotarła do szkoły dopiero po trzeciej godzinie, bo zamiast się ubrać jak człowiek i wyjść, musiała się stroić, jakby szła na randkę. Oczywiście, kiedy tylko mnie zobaczyła, pierwsze co zrobiła, to zdzieliła mnie w głowę za to, że jej nie obudziłam wcześniej, a potem zmierzyła od stóp do głów i powiedziała:

– Chyba matka Teresa ci dzisiaj ciuchy wybierała, co? Te cekiny mogłyby wywołać atak padaczki. Albo sprawić, że ktoś oślepnie.

Przewróciłam oczami ignorując słowa przyjaciółki. Miałam teraz dużo poważniejszy problem, a mianowicie inny tok nauczania, którego za cholerę nie chciałam. Musiałam z kimś o tym pogadać, więc zaciągnęłam Sarę do łazienki. Zanim zaczęłam mówić, sprawdziłam czy w kabinach nikogo nie było.

– Dobra – powiedziała Sara i przeczesała dłonią swoje długie, jasne włosy. Zwykle kręciły się jak spirale, jednak jakiś czas temu zaczęła je prostować. Twierdziła, że dzięki temu wyglądała dojrzalej i seksowniej. – Gadaj, o co chodzi.

– Kulczycki chce, żebym miała jakiś indywidualny tok nauczania. – Stanęłam przed lustrem i odgarnęłam z policzka kosmyk moich rudych włosów.

– A po kiego grzyba? – Spojrzała na mnie zdziwiona. Swoje ciemne oczy podkreśliła cienką kreską eyelinera i tuszem.

– Bo umiem więcej, niż wy – burknęłam.

– Nawet nie wiesz, ile bym dała, żeby mieć indywidualne lekcje z Kulczyckim – Zaczęła marzyć. – Wszystkie dziewczyny będą ci zazdrościć.

Jak mogłam o tym zapomnieć? Moja przyjaciółka również należała do grona zagorzałych fanek naszego nauczyciela. Nie była tak nachalna, jak inne dziewczyny, jednak lubiła na nim zawiesić oko. I kompletnie nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji, skoro bagatelizowała mój problem.

– Ale ja nie chcę żadnych lekcji! – powiedziałam dobitnie, patrząc jak dziewczyna wyciąga z torebki potężną kosmetyczkę. Postawiła ją na umywalce i zaczęła w niej grzebać.

– Dlaczego? – zdziwiła się, wyciągając tusz do rzęs. – Przecież to ci tylko pomoże. Umiesz więcej niż my, jesteś na wyższym poziomie, więc nauczanie powinnaś mieć dostosowane pod ciebie, Lotte.

Zapragnęłam ją kopnąć. Serio.

– I ty, Brutusie, przeciwko mnie?! – zawołałam.

Sara wzruszyła ramionami i zaczęła malować rzęsy. Pochyliła się przy tym do przodu, bliżej lustra.

– Przestań panikować – odezwała się po chwili i posłała mi szeroki uśmiech. – Spójrz na to z innej strony. Kilka godzin sam na sam z Kulczyckim, może być całkiem... interesujące. I wzbogaci twoją wiedzę – znów mnie zmierzyła spojrzeniem – nie tylko z angielskiego, jeśli to dobrze rozegrasz.

– Cholera jasna, Sara! Czy ty i moja matka pozamieniałyście się na rozumy?!

To, że byłam załamana, to jakieś niedopowiedzenie stulecia.

Oczekiwałam, że Sara stanie po mojej stronie, ewentualnie pobiegnie do naszego nauczyciela, ciężko go pobije, a potem wróci z wielkim napisem na czole „WE ARE THE CHAMPION". Ale niestety, poparła pomysł Kulczyckiego, zostawiając mnie samą na polu bitwy.. Bo w to, że moja matka będzie zachwycona takim obrotem spraw, wcale nie wątpiłam.

– Jeju, zgrywam się tylko. – Sara schowała tusz i włożyła kosmetyczkę do torby. – Nie dramatyzuj. To tylko głupie, indywidualne lekcje. Przecież nikt nie będzie cię tam mordował. Nie rozumiem twojego nastawienia, każdy inny uczeń by się cieszył, a ty wybrzydzasz.

I am (NOT) your ClareOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz