Rozdział 6

858 34 7
                                        

Następnego dnia poszłam do szkoły strasznie niewyspana. Razem z mamą obejrzałyśmy chyba z cztery komedie romantyczne i w efekcie poszłyśmy do łóżek grubo po pierwszej w nocy. Kiedy rankiem zadzwonił budzik, miałam ochotę zmiażdżyć go młotkiem, a potem zakopać głęboko pod ziemią. Przez większość dnia walczyłam z ciężkimi powiekami i rozbudziłam się dopiero wtedy, kiedy Sara przypomniała mi, że po południu czekała mnie kolejna godzina zajęć z Kulczyckim.

Znowu się zestresowałam.

Niby na poprzednich zajęciach nie działo się nic szczególnego, ale na samo wspomnienie jego spojrzenia, mój żołądek ściskał się boleśnie. Kiedy wczoraj przyglądał mi się z takim zaciekawieniem, wypytywał o rodziców, moje życie zarówno w USA, jak i tutaj w Polsce, miałam wrażenie, że naprawdę go to ciekawiło. Nie pytał z grzeczności jak większość nauczycieli, ale dlatego, że go intrygowałam.

A przynajmniej takie miałam wrażenie.

Kiedy w trakcie jednej z przerw, zobaczyłam go przypadkiem na korytarzu, moje plecy przeszył dreszcz. Zauważyłam go, zanim on dostrzegł mnie. Rozmawiał z chłopakami z klasy maturalnej. Opierał się ramieniem o ścianę, ręce ukrył w kieszeniach jeansów i mówił coś, uśmiechając się lekko. Sądząc po minach uczniów, opowiadał im jakiś dowcip lub wesołą historię, bo w pewnym momencie wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem. Potem uniósł lekko głowę i spojrzał prosto na mnie.

Mogłabym przysiąc, że w jego oczach coś błysnęło. Nie wiem, co to było, ale sprawiło, że dreszcz zamienił się w dziwne gorąco. Ta dziwna iskra mnie hipnotyzowała. Obudziła dziwne gorąco, które wykwitło czerwienią na moich policzkach. Zawstydzona, z szybko bijącym sercem, odwróciłam wzrok i zaciągnęłam Sarę na drugi koniec szkoły.

Jak najdalej od Kulczyckiego i tych niezrozumiałych emocji, które we mnie wywoływał.

Niestety reszta lekcji minęła mi w zastraszającym tempie. Zanim się obejrzałam, stałam pod klasą, w której czekał na mnie Kulczycki. Kiedy tylko weszłam do środka, uderzył we mnie mocny zapach męskich perfum. Mężczyzna siedział za biurkiem i pisał coś w zeszycie, jednak kiedy mnie usłyszał, podniósł głowę i posłał mi jeden z tych swoich szerokich uśmiechów.

– Dzień dobry – powiedziałam i usiadłam w pierwszej ławce, tak jak poprzednio.

– Dzień dobry, Charlotte – odpowiedział uprzejmie i wyjął te same książki. – Jak leci?

– W porządku – odparłam. Starałam się ignorować jego przenikliwe spojrzenie. – A u pana? – dodałam.

Oczywiście tylko z grzeczności.

– Też w porządku. Masz przy sobie telefon?

– Mam. – Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia. Spojrzałam na nauczyciela. – Czemu pan pyta?

– Daj mi go na chwilkę.

Zamrugałam kilka razy zaskoczona. Po cholerę mu mój telefon? Przecież nie zamierzałam pisać wiadomości podczas zajęć!

– No daj, zaraz ci go oddam – obiecał, kiedy zauważył moje wahanie.

I co ja miałam zrobić? Niepewnie wyciągnęłam komórkę z kieszeni, odblokowałam ją i podałam nauczycielowi. Patrzyłam, jak przez chwilę coś tam grzebał, a potem oddał mi ją bez słowa. Bez żadnego, nawet malutkiego wyjaśnienia.

Jeszcze bardziej zdziwiona, schowałam komórkę z powrotem. Byłam niesamowicie ciekawa, czego tam szukał, ale uznałam, że sprawdzanie przy Kulczyckim byłoby niegrzeczne. Zakodowałam więc sobie, żeby zrobić to zaraz po lekcjach.

– Odrobiłaś zadania, o które prosiłem?

– Tak. – Wyciągnęłam z plecaka trzy duże kartki A4. – Miałam tylko problem z zadaniem ósmym. I nie jestem pewna dwunastego.

I am (NOT) your ClareOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz