Rozdział 3

17 1 0
                                        




Auren

Tak, jak prosiła Tara, Nicholas puścił Berniego. Dziewczyna od razu uklęknęła przed nim, co mnie mocno wkurzyło. Powinna go wywalić z tego domu, nigdy już go nie wpuszczając.

- Powinnaś się wstydzić – powiedział z oburzeniem Nick.

Czuł to samo, co ja. Przynajmniej cząstkę tego.

Lecz ona była jedynie skupiona na swoim chłopaku. Chłopaku, który nie tylko jej niszczył psychikę, ale i jej przyjaciółke. Nie zdawała sobie sprawy, że mnie też to dotykało, pomagałam jej, stresowałam się, a ona mimo wszystko wracała po tym wszystkim do niego...

- Bernie, chodź położę cię do sypialni.

Stałam tam jak posąg. Nie wierzyłam w to, co widziałam i słyszałam. Była jeszcze bardziej zaślepiona niż ja w poprzednim chłopaku, jak ja miałam ją od niego uwolnić?

Pomogła mu wstać, on ledwo chodził i mamrotał coś pod nosem.

- Możecie wracać do domu, dam sobie rade. – Wspinała się z nim po schodach na górę, i to było jedyne, co do nas powiedziała.

Zostaliśmy sami w salonie, patrząc się na siebie z osłupieniem. Jedna łza zaczęła mi spływać z oka. Natychmiast ruszyłam do wyjścia i z bezradności usiadłam na ganek.

Oparłam łokcie o kolana, zagłębiając palce we włosach. Poczułam, że obok mnie usiadł Nicholas, więc starałam się nie płakać, choć przychodziło mi to z trudem.

- Ona musi sama zrozumieć, Auren. Sama musi chcieć od niego odejść, a to tylko ciebie wykańcza. – Zapadła chwilowa cisza, a potem znów zaczął mówić: – Musisz pomyśleć o swoim szczęściu. Możesz mieć wpływ na to, co cię wyniszcza, zostawiając to.

Nie bardzo wiedziałam, co mu na to odpowiedzieć, bo niestety miał rację. Gdzie miałam szukać tego szczęścia? Moje życie było nudne, choć pokochałam siebie, to nie robiłam nic ciekawego, czułam, że muszę to zmienić.

Podniosłam głowę, patrząc przed siebie, gdzie znajdowały się piękne łąki i drzewa. Kątem oka widziałam, że chłopak cały czas mnie obserwował, więc odwróciłam się w jego stronę.

- Wiem, że nie chcesz być niemiły, dlatego tu ze mną siedzisz, ale nie musisz, lepiej jedź do swoich przyjaciół, bo to przeze mnie odwołałeś plany. – Wstawałam z zamiarem odejścia, ale Nick złapał mnie za ramię i ponownie usiadłam.

- Siedzę tu, bo chcę ci dziś dotrzymać towarzystwa, żebyś nie była sama. I po prostu miło się spędza się z tobą czas. – Nadal trzymał swoją dłoń na moim ramieniu, ten dotyk był przyjemny.

Gdy wypowiedział te słowa serce zabiło mi mocniej. Swoją obecnością dawał mi poczucie bezpieczeństwa i w pewien sposób szczęścia. Błagałam w myślach, abym się w nim nie zakochała. Też chciałam spędzić z nim zostać., ale z drugiej strony wolałam posiedzieć w samotności. Patrząc na niego zauważyłam, że w tym świetle słonecznym Nicholasa oczy błyszczały jeszcze piękniej.

- Doceniam to, naprawdę, ale chcę wrócić do domu i odpocząć – westchnęłam głęboko, a jego mina lekko posmutniała.

Skinął ze zrozumieniem głową i zaproponował, że odwiezie mnie do domu. Nim wsiadłam do samochodu, spojrzałam jeszcze na chwilę na dom przyjaciółki. Miałam ochotę ją stamtąd zabrać, bo jego zachowanie nie było spowodowane tylko przez alkohol, on taki był na trzeźwo i ona dobrze o tym wiedziała...

Tara nie mieszkała aż tak daleko mnie, więc po dziesięciu minutach byłam już pod domem.

- Na pewno nie chcesz, żebyśmy gdzieś pojechali?

Reflection of darknessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz