X

203 9 2
                                        

Gdy sie obudziłam Bartek już nie spał. Patrzył na mnie, a jego brązowe oczy aż się zaświeciły gdy się podniosłam. Może Hania miała rację, że patrzy na mnie jak na gwiazdy?
- Księżniczka sie w końcu obudziła widzę. - poczochrał mnie po włosach, które miałam związane w luźnego kucyka.
- A która to godzina, że "w końcu". - spytałam zaspana.
- 8:16. - chłopak wziął telefon do ręki, żeby sie upewnić.
- To co mówisz, że w końcu. - jęknełam i zakryłam głowę poduszką.
- Bo chciałem się Ciebie o coś spytać. - jego słowa brzmiały poważnie.
- No, co się stało? - automatycznie zdjęłam poduszke z twarzy i podniosłam się.
- Pamiętasz jak mówiłem Ci, że mój brat jest w szpitalu, a ja jeszcze go nie odwiedziłem? - jego oczy lekko sie zaszkliły.
- Pamiętam.
- Pojechałabyś ze mną dzisiaj do Chęcin do niego? Pogadałem z rodzicami i moglibyśmy tam przenocować. - chwycił mnie za rękę. Nie spodziewałam się,. że spyta akurat mnie.
- Oczywiście, że pojade. Jeśli w ten sposób będziesz czuł sie tam lepiej, to pojade. Bartek po tych słowach mocno mnie przytulił.
- Dziekuje. - szepnął mi do ucha.
Postanowiliśmy wyjechać około 9. Droga do Chęcin nie była jakoś bardzo długa, ale woleliśmy uniknąć korków.
Zostało nam około 30 minut drogi, kiedy na telefon Bartka przyszło powiadomienie. Wziął komórkę do ręki i włączył ekran aby przeczytać wiadomość. Gdy na niego spojrzałam po 2 minutach, ten wciąż miał wzrok w dłoniach i kucnął przed maską mojego auta. Po chwili wyszłam, aby zobaczyć czy wszystko z nim w porządku.
- Bartuś, co się stało. - przysiadłam sie do bruneta. - Prosze, porozmawiaj ze mną. - widziałam, że coś go trapi odkąd dostał tajemniczą wiadomość.
- Hania, zawiodłem go. - wydusił z siebie po paru minutach milczenia.
- Kogo zawiodłeś, co sie stało?
- Mojego brata. - spojrzał na mnie, jego oczy były wręcz czerwone od płaczu. - Zmarł w szpitalu, a ja nawet go nie odwiedziłem. I co ja mam teraz zrobić? Wstyd mi jest się tam pokazać.
- Bartek, nie miej sobie tego za złe. Chciałeś do niego jechać i zobaczyć go ten ostatni raz. Napewno jest ci wdzięczny, że chciałeś go ujrzeć w jego ostatnie dni. - nie byłam, najlepsza w pocieszaniu, ale jeszcze ciężej było mi patrzeć na przybitego Bartka.
Siedzieliśmy przytuleni przed moim samochodem przez dłuższą chwile. Bartek cholernie potrzebował teraz wsparcia i to ja musiałam mu je dać. Gładziłam chłopaka po plecach w oczekiwaniu na moment, w którym jego głos sie uspokoi.
- Wracajmy do domu. - powiedział na tyle cicho, że ledwo usłyszałam jego prośbę.
Pomogłam mu wstać i wsiedliśmy do pojazdu. Zanim wyruszyliśmy zadałam Bartkowi ważne pytanie.
- Bartuś, jesteś pewny, że chcesz wracać?
- Hania proszę, bez zbędnych pytań. Poprostu zawieź mnie do mojego domu. - nie spojrzał na mnie mówiąc to.
Jechaliśmy w ciszy, nie chciałam zaczynać żadnej rozmowy wiedząc, że Bartek nie ma teraz ochoty i humoru na bezsensowne konwersacje. Droga do domu, zajęła nam około 1,5 godziny. Zapakowałam i razem z Bartkiem poszliśmy w strone drzwi do jego domu. Weszliśmy do środka, a brunet odrazu po ściągnięciu butów, rzucił sie na kanape i zaczął płakać. Nie wiedziałam wtedy czy mam zostać czy wracać do domu. Potrzebował pobyć sam, ale potrzebował również wsparcia.
- Hania, proszę jedź do domu. Chce zostać sam.
Bez słowa wyszłam, a łzy same zaczęły mi lecieć. Poniekąd dlatego, że zmarła bliska osoba, mojego prawie chłopaka o ile moge go tak nazwać, ale także, bo kazał mi wyjść tak o. Chciałam mu pomóc i pokazać, że nie musi być z tym sam, a on kazał mi wyjść.

Trochę krótszy rozdział, bo nawet nie ma 1000 słów, przepraszam. Miałam ostatnio sporo nauki, a teraz jeszcze próbne egzaminy, obiecuje, że sie poprawie i jutro też wstawie rozdział.
Buźka, Zuza 🐜

Tak będzie dla Nas lepiej // Bartek Kubicki Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz