Ciemność

88 12 2
                                        

"Szanowna Pani Argent!
Z przyjemnością informujemy Panią, że szkoła Streferów Cambrige znalazła damskiego potomka z rodu Argentów po ponad 300 latach! Zapraszamy do naszej siedziby, jeśli chce pani dowiedzieć się nieco więcej o nas ale także odkryć, dlaczego jest Pani tak wyjątkowa. Z niecierpliwością czekamy na odpowiedź!
Stowarzyszenie Cambrige."
Nie miałam pojęcia o co chodzi z tym całych stowarzyszeniem, więc bez dalszego rozmyślania odwróciłam list, aby na drugiej stronie zobaczyć adres nadawcy.
W tym momencie zadzwonił mój telefon, a list upadł niczym piórko na podłogę. Scott McCall. To będzie nasza pierwsza rozmowa od kiedy spotkaliśmy się nad jeziorem. No dalej Alli odbierz bo zaraz się rozłączy, myślałam. No i się rozłączył.. Usiadłam z telefonem w ręku na kafelki w kuchni, zamknęłam oczy i po chwili usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu przez balkon. Przerażona wstałam i sięgnęłam jeden z noży, które prezentowały się na blacie kuchennym. Osobiście bezpieczniej czułabym się z moim łukiem i pomimo, iż miał ametystowe groty, wiedziałam, że obroniłabym się nim lepiej. Po cichu podeszłam z prawej strony schodów, tak aby zaskoczyć przeciwnika. Powoli, lekko schylona zaczęłam wchodzić po schodach. Kiedy czaiłam się już prawie na samym szczycie, napastnik wybiegł na mnie tak, że oboje stoczyliśmy się na dół. Byłam na górze i trzymałam nóż na jego gardle.
-Scott?!- spojrzałam na twarz "napastnika" -co ty tu robisz?!- oczekiwałam wyjaśnień, więc nie zmieniałam swojego ustawienia.
-Nie odbierałaś telefonu! Wystraszyłem się, że coś się stało!-odpowiedział lekko zdenerwowany.. W końcu milimetr od jego krtani znajdował się ostry nóż.
-Co miało się stać! I jak otworzyłeś balkon?- nie dałam mu za wygraną.
-Alli.. Zejdź to wszystko ci wyjaśnię.. I odłóż ten nóż. Bo się pokaleczysz.
Parsknęłam i posłuchałam jego rady. Chwile pózniej obaj siedzielismy już w moim pokoju. Był taki tajemniczy.. Jak tamtej nocy. Jednak nie mogłam sobie pozwolić, żeby całkiem mną zawładnął.
-Co ty sobie wyobrażasz? Że co, że będziesz nachodził mnie w moim własnym domu? Balkon? Nie mogłeś wymyślić czegoś głupszego co? Jesteś niereformowalny! Mam dość tych wszystkich tajemnic, masz mi natychmiast wszystko wytłumaczyć.. To jest taka gra tak? Podchody? Powiem Ci, że masz tup - w tym momencie mój głos umilkł, a jego usta pojawiły się na moich. Cała scena, wyrwana niczym z jakiejś komedii romantycznej. Całowanie zawsze kojarzyło mi się z czymś wulgarnym.. Ten pocałunek nie miał z tym nic wspólnego. Czas jakby stanął, a wszystkie pyłki kurzu zawiesiły się w powietrzu.. W pokoju było cicho, ja jednak słyszałam muzykę. Nie potrafię określić dokładnie, co brzmiało mi w uszach, jestem jednak pewna, że była to najpiękniejsza melodia jaką w życiu słyszałam. Chwila mogłaby trwać wiecznie...gdyby nie telefon od taty. Oboje prawie odskoczyliśmy i z zakłopotaniem spojrzeliśmy na siebie i na telefon naprzemiennie. Podbiegłam do łóżka i odebrałam.
- Cześć córcia, nie będzie mnie kolejne dwa dni.. Mam podpisywanie mojej starej książki. Jak dobrze pójdzie nie będziesz musiała dłużej mieszkać w tej 'ruderze'. Jak minęły ci urodziny? Dajesz sobie radę? ... Allison?
Nawet nie zorientowałam się, że mój wzrok utkwił na McCallu.
-Tak Tato wszystko w porządku, muszę kończyć.. Woda na herbatę mi się zagotowała.
-Przepraszam Allison.. To nie miało tak wyglądać - ledwo co zdążyłam się rozłączyć. - jeśli masz mi to za złe to wyjdę.
-Przestań Scott i daj mi się skupić. Czy wy coś knujecie? Pozwól mi coś zrozumieć. Dlaczego zawsze kiedy mam jakieś obawy, albo dzieje się coś nadzwyczajnego zawsze jesteś przy mnie? Śledzisz mnie? Sama nie wiem co mam o tym myśleć..
-Allison.. Wszystko Ci wyjaśnię tylko proszę nie opuszczaj dzisiaj domu i nie otwieraj listu.
-Niby dlaczego miałabym go nie otworzyć?
-Alli.. Nie mów że już przeczytałaś.
Niespodziewanie wszystkie światła w domu zgasły, a ja poczułam jak Scott łapie mnie za rękę i pośpiesznie szuka w kieszeni telefonu.
-Znaleźli nas, musimy uciekać Allison.
Kiedy brunet otwierał okno, ja podbiegłam do ściany i zabrałam łuk ze strzałami. Od momentu kiedy go dostałam, był częścią mnie. Upadłam na ramiona, ale nie bolały mnie długo, bo Scott po swoim idealnie oddanym skoku podbiegł, pomógł mi wstać i ze mną na barku wbiegł w las.
-Wszystko ok? -zapytał, kiedy upewnił się, że jesteśmy dość daleko. Postawił mnie na ziemię i szybko zmierzył każdy milimetr ciała wzrokiem.
-Tak, w porządku-powiedziałam najbardziej przekonującym głosem, na jaki było mnie dzisiaj stać. Patrzeliśmy tak na siebie zakochani i przerażeni.. Tak mi się przynajmniej zdawało, Scott uśmiechnął się i wbił mi podejrzaną strzykawkę w szyje. To ostatnia rzecz którą pamiętam.

New Beginning |ScalisonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz