Rozdział 8

58 9 18
                                        


JK: *był zniecierpliwiony, czekał aż Mark napisze że juz wylądował*

MK: *od dwóch godzin siedział w samolocie I myślał jak mu powiedzieć że nie udało mu sie że potrzebował się uwolnić potrzebował jej*

JK: *pojechał na lotnisko bo nie mógł już usiedzieć w domu*

MTuek93: Zaraz będziemy lądować

JK: *miał nadzieje że nie złamał obietnicy*

MK: *miał nadzieje że mu wybaczy... drugi raz*

JK: *zobaczył go przechodzącego przez bramki, odrazu wstał i patrzył się na niego*

MK: *podniósł głowe I zobaczył Jacksona uśmiechną się słabo*

JK: *chciał do niego podejść, ale widział że coś jest nie tak* Mark?

MK: Jackson *powiedział cichym przygaszonym głosem*

JK: *podszedł do niego i podciągnął rękawy, nic nie mówiąc spóścił je na dół* chodź *powiedział smutnym głosem odwrócił się i poszedł ignorując jego przyjacielu*

MK: *poszedł za nim mając już łzy w oczach ale żanej nie pozwolił popłynąć*

JK: *otworzył mu drzwi pasażera i kazał wejśc*

MK: *wsiadł posłusznie do samochodu nie chciał go bardziej denerowować*

JK: *na początku jechał normalnie a gdy wjechał na prawie pustą droge docisnął gazu i driftował niczym Phil z Szybkich i wściekłych*

MK: *bał się gdy Jackson zaczą jeździć jak nienormalny bał się o jego życie*

MK: Prosze cie zwolnij

JK: *zignorował go, w tym czasie zadzwonił ktoś z firmy. Taak prowadził 1 ręką jeszcze tak dziko*

MK: Prosze cię zwolnij! *zaczą krzyczeć I płakać*

JK: *docisnął gazu poczym się przekręcił i zaparkował idealnie na parkingu koło domu*

MK: *siedział na miejscu dalej płacząc* Ja-ja mam l-l-lęk przed szyb-bką jazdą

JK: *spojzal sie na niego ze złością w oczach* patrz. Stoimy *wysiadł z samochodu i otworzył mu drzwi*

MK: *wysiadł I szedł za nim*

JK: *stanął przed wejsciem* najpierw musisz mi wszystkie oddać *wyciągnął ręke*

MK: *nie chciał w końcu oddał wszystkie 4 żyletki ale jedną zostawił nie umiał*

JK: To napewno wszystkie?

MK: *z tródnością kiwną głową*

JK: Mam cie przeszukać?

MK: Jak chcesz szukaj *rozłożył ręce na boki*

JK: *zrobił to bo sie o niego martwił, z tylniej kieszeni spodni wyjął jeszcze jedną* Mark..okłamałeś mnie

MK: *patrzył pustym wzrokiem w małą metalową żyletke I uśmiechną się*

JK: Nie wiem ile jeszcze ich masz ale wjedź, tu w środku nie ma żadnej więc zapraszam*powiedział wyrzucając wszystkie żyletki*

MK: *wszedł do holu I poczekał na Jacksona , nie chciał się odzywać bo wiedział że wtedy będzie gorzej*

JK: Dlaczego.. *zapytał patrząc mu sie w oczy*

MK: O to samo mogę spytać ciebie... dlaczego ćpasz?

JK: Nigdy ci nie obiecałem że przestane

Internetove Love / MarksonOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz