Rozdział 10

60 10 32
                                        

K: *wysiadł z samochodu i poszedł do drzwi*

MK: *poszedł za starszym*

JK: *otworzył mu drzwi*

MK: Jak gentelman *wszedł do środka*

JK: W nocy tez cię tak otworze *powiedzieli? cicho*

MK: Przecież ustaliliśmy że ja otwieram ciebie *szepną*

JK: Na nic sie nie zgadzałem. Idziemy tam *pokazał na drzwi i poszedł przodem*

MK: *poszedł za starszym bo nie bardzo chciał sie zgubić*

JK: *stanął przed drzwiami*

MK: *wpadł na plecy starszego*

JK: *odwrócił się* i co teraz

MK: Ty mi powiedz

JK: Pf chcesz mnie otworzyć a nawet drzwi nie umiesz ? *otworzył mu drzwi i się zaśmiał sarkastycznie*

MK: Idiota *szepną do siebie młodszy*

JK: *weszli do sali muzycznej i zamknął drzwi* pokaz mi co potrafisz *zbliżył się do niego*

MK: W jakim sensie  *zaczął sie lekko śmiać*

JK: A o czym teraz myślisz ?

MK: O złych rzeczach *złapał starszego za krocze* ale to dopiero w domu

JK: *zaśmiał się i chwycił go za ręce przyciskając do ściany* Mowie ze masz pokazać jak śpiewasz idioto *puścił go i usiadł na krzesełku przed ta taka szyba gdzie śpiewają *

MK: *uśmiechną sie niewinnie I poszedł do pomieszczenia za szybą poprosił że Jackson włączył podkład do piosenki Love Yourself Justina Biebera I po chwili śpiewał zwrotki piosenki*

JK: *gdy nie patrzył włączył live, tak żeby wszyscy go usłyszeli*

MK: *skończył i wyszedł z pomieszczenia* I jak?

JK: Hmm Myślę ze dobrze *otworzył drzwi pod którymi stali ludzie chcący zobaczyć kto śpiewał

MK: hmm... Dzień dobry *nie wiedział o co chodzi*

JK: Ładnie wygląda, śpiewa i tańczy *wtem rzucili się na niego jak na karpie w lidlu*

MK: JACKSON!

MK: jedziesz dziś na ręcznym *szepną mu do ucha*

JK: *zaśmiał się cicho i patrzył na niego zastanawiając się co zrobi*

MK: przepraszam.... przepraszam.... *wydostał się na zewnątrz a ze względu że nie oddał Jacksonowi kluczyków pojechał do domu*

JK: *pobiegł za nim, ale ten juz odjechał, postanowił wziąć firmowy samochód który kiedyś zostawił pod firma*

MK: *zatrzymał się pod domem starszego zamkną auto wszedł do środka,poszedł na góre i zakopał się w pokoju pod kocem w rogu pokoju*

JK: *jechał dość szybko i w pewnym momencie nie wyrobił na zakręcie*

MK: *siedział już godzine i postanowił pójść coś zjeść bo Jackson był by zły jak by nic nie jadł*

JK: *leżał w szpitalu nieprzytomny i zaraz mial mieć operacje.*

MK: *zaczą się martwić bo Jackson dawno temu powinien byc w domu*

JK: *nadal leży*

MK: *w nocy płakał bał się że go zostawił*

Internetove Love / MarksonOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz