K: *wysiadł z samochodu i poszedł do drzwi*
MK: *poszedł za starszym*
JK: *otworzył mu drzwi*
MK: Jak gentelman *wszedł do środka*
JK: W nocy tez cię tak otworze *powiedzieli? cicho*
MK: Przecież ustaliliśmy że ja otwieram ciebie *szepną*
JK: Na nic sie nie zgadzałem. Idziemy tam *pokazał na drzwi i poszedł przodem*
MK: *poszedł za starszym bo nie bardzo chciał sie zgubić*
JK: *stanął przed drzwiami*
MK: *wpadł na plecy starszego*
JK: *odwrócił się* i co teraz
MK: Ty mi powiedz
JK: Pf chcesz mnie otworzyć a nawet drzwi nie umiesz ? *otworzył mu drzwi i się zaśmiał sarkastycznie*
MK: Idiota *szepną do siebie młodszy*
JK: *weszli do sali muzycznej i zamknął drzwi* pokaz mi co potrafisz *zbliżył się do niego*
MK: W jakim sensie *zaczął sie lekko śmiać*
JK: A o czym teraz myślisz ?
MK: O złych rzeczach *złapał starszego za krocze* ale to dopiero w domu
JK: *zaśmiał się i chwycił go za ręce przyciskając do ściany* Mowie ze masz pokazać jak śpiewasz idioto *puścił go i usiadł na krzesełku przed ta taka szyba gdzie śpiewają *
MK: *uśmiechną sie niewinnie I poszedł do pomieszczenia za szybą poprosił że Jackson włączył podkład do piosenki Love Yourself Justina Biebera I po chwili śpiewał zwrotki piosenki*
JK: *gdy nie patrzył włączył live, tak żeby wszyscy go usłyszeli*
MK: *skończył i wyszedł z pomieszczenia* I jak?
JK: Hmm Myślę ze dobrze *otworzył drzwi pod którymi stali ludzie chcący zobaczyć kto śpiewał
MK: hmm... Dzień dobry *nie wiedział o co chodzi*
JK: Ładnie wygląda, śpiewa i tańczy *wtem rzucili się na niego jak na karpie w lidlu*
MK: JACKSON!
MK: jedziesz dziś na ręcznym *szepną mu do ucha*
JK: *zaśmiał się cicho i patrzył na niego zastanawiając się co zrobi*
MK: przepraszam.... przepraszam.... *wydostał się na zewnątrz a ze względu że nie oddał Jacksonowi kluczyków pojechał do domu*
JK: *pobiegł za nim, ale ten juz odjechał, postanowił wziąć firmowy samochód który kiedyś zostawił pod firma*
MK: *zatrzymał się pod domem starszego zamkną auto wszedł do środka,poszedł na góre i zakopał się w pokoju pod kocem w rogu pokoju*
JK: *jechał dość szybko i w pewnym momencie nie wyrobił na zakręcie*
MK: *siedział już godzine i postanowił pójść coś zjeść bo Jackson był by zły jak by nic nie jadł*
JK: *leżał w szpitalu nieprzytomny i zaraz mial mieć operacje.*
MK: *zaczą się martwić bo Jackson dawno temu powinien byc w domu*
JK: *nadal leży*
MK: *w nocy płakał bał się że go zostawił*
CZYTASZ
Internetove Love / Markson
FanfictionO tym jak Mark zamiast do Kunpiego napisał do Jacksona ZAMIESZCZONY JEST TU RAK CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ
