Rozdział 7

57 8 10
                                        

JK: *przyszedł do swojego domu i zobaczył ten syf* mieszkam sam jak to sie stało że jest tu taki bałagan? *przejął się bo wkoncu Mark miał tu przyjśc więc zaczął sprzątać zapominając żeby napisać do chłopaka*

MK: *wrócił do domu oczy jak zawsze spuchnięte mimo iż za 5 dni znowu się spotkają poszedł na góre I czekał aż blondyn napisze*

*mijały godziny a Jackson nie pisał Mark miał w głowie złe scenariusze że samolot się rozbił , że Jackson uważa że jest słaby I nigdy nie będzie dla niego idealny miał milion myśli na minute*

JK: *był zmęczony zmianą godzin i sprzątaniem więc zasnął na stole w kuchni*

MK: *po wypłakaniu kilku litrów łez chciał sięgnąć po żyletke ale nie mógł... obiecał Jacksonowi.... koło 2 nad ranem udało mu się zasnąć*

JK: *obudził się i przypomniał o Marku, nie zwróvił uwagi na to że on może teraz spać i zaczął dzwonić*

MK: *chłopaka obudził dzwoniący telefon więc nie patrzył kto to I po prostu odebrał*

MK: Halo?

Haaloo?

JK: Maaaark

Żyje

Zapomniałem ci powiedzieć

MK: Tak a ja umarłem daj spać

JK: Teraz śpisz?

MK: Wiesz u mnie 4 rano

JK: Aaaa przepraszam dobranooc

MK: Ta branoc *rozłączył sie I poszedł spać*

JK: *poszedł sobie pożyć i poszedł do baru*

MK: *wstał po 8 zdziwił się że tak długo spał zazwyczaj wstwał przed 7 ,postanowił pójść coś zjeść a potem zadzwonić do Jacksona*

JK: *odebrał naćpany*

MK: Halo Jackson?

JK: Szo jest..

MK: Czy ty piłeś?

JK: Niee tylko yroche

MK: Prosiłem żebyś nie pił

JK: Jedno piwo wypiłem

MK: Jak byś wypił tylko jedno nie mówił byś w ten sposób

JK: Ja co innego brałem kochany

MK: Nie mów że ćpałeś?

JK: Ja tego nie powiedzialem

MK: To teraz mi powiedz ćpałeś?

JK: Chcesz sie ruchać?

MK: Yghh... zadzwoń jak będziesz normalnie komunikował

JK: Ej maleńki nie odvhodz

MK: Pa pa Jackson

JK: Nie odchodz, zabije sie jak sobie pojdziesz

MK: Tak tak pa *rozłączył się I położył telefon na blacie*

JK: *wysłał mu zdjęcie jak leży na ziemi w barze w nożem uśmiechając sie psychicznie*

MK: Kurwa... jak on tak to ja też tylka ja nie żartuje *powiedzia" do siebie , poszedł do swojego pokoju wyją żyletke przejechał ostrzem po skórze I zaczęła lecieć krew zrobił zdjęcie ręki we krwi obok swojej twarzy I wysłal Jacksonowi, potem pobiegł do łazienki zabandażować ręke , zaczą płakać bo złamał obietnice*

JK: *nie odczytał bo telefon mu sie rozładował. Obudził się nic nie pamiętając u siebie w łóżku. Podłączył telefon i poszedł się ogarnąć*

Internetove Love / MarksonOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz