Rozdział 11

39 6 6
                                        

JK: Uu czuje jedzenie *próbował się podnieść*

MK: leż! * postawił wszystko na stoliczku obok łóżka sam wziął sobie kawe i siadł na krześle obok*

JK: *obrócił się na bok i zaczął jeść naleśniki*

MK: *powoli pił swoją kawe uśmiechając się przy tym jak patrzył na starszego*

JK: Az tak cię zadowalam?

MK: Co?

JK: *uśmiechnął się i patrzył na chłopaka*

MK: *odwrócił wzrok z rumieńcem na twarzy*

JK: Ejej popatrz na mnie

MK: nie...

JK: Mam wstać?

MK: nie *szybko odwrócił głowe w jego strone*

JK: I tak nie zamierzałem wstawać *zaśmiał się*

MK: Pieprz się *naburmuszył się*

JK: Moją odpowiedź już znasz *zaśmiał sie*

MK: ty moją też

JK: Mhm jak tylko wrócę do domu

MK: za tydzień

JK: Wrócę szybciej

MK: ale i tak TO dopiero za tydzień pff....

JK: Nie wydaje mi się żebyś musiał o tym decydować

MK: A mi sie raczej wydaje

JK: *uśmiechnął się* chodź tu

MK: *podszedł do blondyna*

JK: *przyciągnął go blisko siebie*

MK: *wtulił się w Wanga*

JK: *pocałował go w czoło i pomiział po głowie*

MK: *uśmiechną sie do siebie*

JK: Czekaj..naprawdę nie chciałeś przyjąć propozycji nikogo z firmy?

MK: Po co mi to?

JK: Przecież to twoje marzenie

MK: Kiedyś może I było ale teraz? Nie potrzebuje sławy

JK: A co jeśli to ci pomoże?

MK: W czym ma mi pomóc? W chorobie? Jeżeli już to prędzej w depresje popadne

JK: Okeej nic juz nie mowie

MK: *zaczął sie śmiać*

JK: Z czego sie śmiejesz ?

MK: Nie nic *próbował przestać sie śmiać*

JK: Mark..

MK: To ja

JK: Robię się śpiący *powiedział cicho zamykając oczy*

MK: Śpij *pogłaskał go po głowie*

JK: *przytuli go mocno do siebie*

MK: *chłopak sam zasną*

JK: *obudził sie wcześnie rano kolo 5*

MK: *wstał przed 4 I patrzył jak Jackson śpi*

JK :Dlaczego nie spisz?

MK: Nie mogłem już

JK: *patrzył się na niego pustym wzrokiem*

MK: *uśmiechną sie do niego*

JK: Jesteś uroczy

MK: Nie jestem

JK: Jesteś zwłaszcza jak się śmiejesz

MK: *zaczął sie rumienić*

JK: I jak sie rumienisz *pogłaskał go po policzku*

MK: *odwrócił wzrok*

JK: Nie lubię jak się odwracasz

MK: A ja nie lubie sie rumienić

JK: A ja to bardzo lubie

MK: Ja nie *złożył ręce klatce piersiowej*

JK: *pocałował go krotko w usta*

MK: *zaczą się śmiać*

JK: *zrobił to kolejny raz*

MK: *dalej się śmiał*

JK: *tym razem mocno go pocałował chwytając go w pasie*

MK: *oddawał każdy pocałunek*

JK: *przenosił swoja rękę coraz niżej*

MK: *przerwał pocałunek*przypominam ci że jesteśmy w szpitalu 

JK: Tak tak *zignorował to i zjechał jeszcze niżej*

MK: Jackson *wydukał między pocałunkami*

JK: *zacisnął rękę na jego tyłku*

MK: Jesteśmy w szpitalu *strzepną jego ręke z tyłka I usiadł obok niego*

JK: Aish *warknal i obrócił się na plecy*

MK: Chcesz cos do jedzenia przynieść ci?

JK: Nie jestem głodny

MK: Hmm... no dobrze... a pić coś chcesz?

JK: Nie chce

MK: Na pewno?

JK: Tak

MK: No ok *westchnął*

JK: *taktycznie zaburczalo mu w brzuchu*

MK: I ty nie jesteś głodny? Dlaczego mnie okłamujesz?

JK: To nie ja

MK: Yhm.. tak jasne *wstał I kierował sie w strone wyjścia*

JK: *patrzył jak wychodzi*


KTO ZE MNĄ CZEKA NA BBMAs?

Internetove Love / MarksonOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz