JK: *obudził się wcześnie rano kolo 5*
MK: *wstał przed 4 I patrzył jak Jackson śpi*
JK: Dlaczego nie spisz?
MK: Nie mogłem już
JK: *patrzył się na niego pustym wzrokiem*
MK: *uśmiechną się do niego*
JK: Jesteś uroczy
MK: Nie jestem
JK: Jesteś zwłaszcza jak się śmiejesz
MK: *zaczął się rumienić*
JK: I jak się rumienisz *pogłaskał go po policzku*
MK: *odwrócił wzrok*
JK: Nie lubię jak się odwracasz
MK: A ja nie lubię się ruminić
JK: A ja to bardzo lubię
MK: Ja nie *złożył ręce na klatce piersiowej*
JK: *pocałował go krotko w usta*
MK: *zaczął się śmiać*
JK: *zrobił to kolejny raz*
MK: *dalej się śmiał*
JK: *tym razem mocno go pocałował chwytając go w pasie*
MK: *oddawał każdy pocałunek*
JK: *przenosił swoja rękę coraz niżej*
MK: *przerwał pocałunek* przypominam ci że jesteśmy w szpitalu
JK: Tak tak *zignorował to i zjechał jeszcze niżej*
MK: Jackson *wydukał między pocałunkami*
JK: *zacisnął rękę na jego tyłku*
MK: Jesteśmy w szpitalu *strzepną jego rękę z tyłka I usiadł obok niego*
JK: Aish *warknął i obrócił się na plecy*
MK: Chcesz co do jedzenia przynieść ci?
JK: Nie jestem głodny
MK: Hmm... no dobrze... a pić coś chcesz?
JK: Nie chce
MK: Na pewno?
JK: Tak
MK: No ok *wstchnął*
JK: *taktycznie zaburczało mu w brzuchu*
MK: I ty nie jesteś głodny? Dlaczego mnie okłamujesz?
JK: To nie ja
MK: Yhm.. tak jasne *wstał I skierował się w stronę wyjścia*
JK: *patrzył jak wychodzi*
MK: *poszedł do kawiarenki Jacksonowi wziął kimchi I sok jabłkowy a sobie wodę , po 10 minutach wrócił do sali*
JK: *patrzył się w sufit*
MK: Przyniosłem ci kimchi I sok
JK: Nie chce jeść
MK: Musisz jeść
JK: Nie chce
MK: Jackson...
JK: Co
MK: Proszę cie zjedz
JK: Po co mam to jeść
MK: Żeby odżywić swój organizm jak nie będziesz jadł będziesz chudł nie będziesz mieć energii I w końcu znikniesz a ja się załamie *ostatnie słowa wypowiedział znacznie ciszej*
JK: No już dobra nie dramatyzuj daj to
MK: *podał mu kimchi z sokiem*
JK: *zjadł wszystko*
*do sali przyszedł lekarz*
MK: Dzień dobry
L:Witam
MK: Są już wyniki?
L: Tak właśnie. Poza złamanym żebrem i przebitym płucem nie doznał pan żadnych innych obrażeń. Jak się pan czuje?
JK: *nic nie mówił nie lubi lekarzy*
MK: Jackson?
JK: Co
MK: Odpowiesz?
JK: Nie
MK: Jackson
JK: No co!?
MK: Odpowiedz!
JK: A co nie widać!?
MK: Zapyziały idiota *powiedział I wyszedł przed sale*
JK: Pff *obrócił się na bok*
L: *obrócił go* Nie może pan leżeć na tym boku
MK: *czekał aż lekarz wyjdzie z sali*
JK: Możesz wyjść?
L: *spisał parametry dał mu kroplówkę i wyszedł*
MK: *widział jak lekarz wychodzi więc wszedł do środka* Pojebało cie już doszczętnie *powiedział widzą jak starszy dosłownie wyrwał kroplówkę*
JK: Nie nawidzę szpitali *warknął cicho*
MK: co mnie to interesuje *podszedł do łóżka i usiadł na krześle*
JK: Nie musi..
MK: *przekręcił teatralnie oczami* już się tak nie gorączkuj bo ci żyłka pęknie
JK: Już pękła patrz *pokazał ranę na ręku od kroplówki*
MK: serio jesteś pojebany *zaczął się histerycznie śmiać*
JK: Tak jestem i co *nie było mu do śmiechu*
MK: *dalej śmiał się jak idiota*
JK: *Obrócił się tyłem do niego i starał się zignorować*
MK: oj no nie obrażaj się księżniczko *próbował się uspokoić*
JK: Nie obrażam się *zawsze jak był w szpitalu przypominała mu się jego choroba*
MK: To obróć do mnie i powiedz o co chodzi *był już prawie opanowany*
JK: Po prostu nie lubię szpitali
MK: ale dlaczego zrobiły ci coś by ich nie lubić?
JK: Nie po prostu lekarze zawsze wiedzą lepiej pff *dalej leżał na boku*
MK: to odwrócisz się do mnie czy mam z tąd iść
JK: *nic nie mówił, ale położył się na plecy*
MK: *uśmiechną się lekko*
JK: *podziwiał sufit*
MK: spytałeś się chociaż kiedy wychodzisz?
JK: E nie
MK: dlaczego?
JK: Tak wyszło... Za szybko sobie poszedł
MK: za szybko wyszedł czy sam kazałeś mu spierdalać?
JK: Oba..
MK: *przekręcił oczami*
No więc tak... od dzisiaj mam zamiar wrócić a najbliższy rozdział przewiduję na poniedziałek więc miłego
CZYTASZ
Internetove Love / Markson
FanfictionO tym jak Mark zamiast do Kunpiego napisał do Jacksona ZAMIESZCZONY JEST TU RAK CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ
