Czekam.
Już nie daje rady.
To wszystko to było złudzenie.
Wiedziałam że coś jest nie tak.
Miałam dobry nastrój przez cały ranek.
Teraz będę musiała za to zapłacić.
Nie mogę być wiecznie szczęśliwa.
Świat tak nie działa.
Ja tak nie działam.
Przecież jestem popsuta, pamiętacie?
Dzwonek.
Biegnę.
Na korytarzu coraz mniej ludzi.
Już po 14.
Kieruje się do toalety.
Nikt nawet na mnie nie spogląda.
Wchodzę do toalety.
Wchodzę do kabiny.
Gdy zamykam drzwi, rzucam plecak i opierając się o ścianę zjeżdżam na podłogę.
Juz mam dość.
Już nie dam rady.
Przepraszam za to.
Przepraszam że się poddaję.
Przepraszam że jestem.
Przepraszam że was zawodze.
Dlaczego przepraszam?
Az taka żałosna jestem?
Śmieje się.
Nic w tym śmiesznego nie ma.
No właśnie.
To mnie bawi.
Czuje pustkę.
Co mam zrobić?
Dlaczego tak sie dzieje?
Nic złego się nie stało.
Ale czułam że się załamuje powoli.
Co nam zrobić?
Tak bardzo chciałabym teraz z kim porozmawiać.
Otworzyć się przed kimś.
Jak to dobrze że nie ma takiej osoby.
Teraz czuję się bardzo samotnie.
Co ja takiego zrobiłam?
Dlaczego ja?!
Za co?!
Nie mogę być jak inni??
Nie mogę być normalna?
Oczywiście,że NIE!
Ale dlaczego?
Czy to ma coś na celu?
Za dużo pytań za mało odpowiedzim
Dzwonek.
Nawet się nie ruszam.
Teraz najmniej obchodzi mnie lekcja.
Wiecie czego żałuję?
Że nie wzięłam mego czarnego pudełka do szkoły.
Albo jakikolwiek zestaw zastępczy.
Ale czuję że nie jest źle.
Dam radę.
Powstrzymam sie.
Chyba.
Tak, po wstrzymam się.
Żadnych cięć.
Nie dziś.
Obiecałam sobie, że tylko w kryzysowych sytuacjach, gdy naprawdę już nie będę wyrabiać.
Wdech.
Wydech.
Ręce już mniej mi się trzęsą.
Wdech.
Wydech.
Mam dość tego budynku.
Wdech.
Wydech.
Mogłam nie przychodzić do niego.
Wdech.
Wydech.
Rozluźnij się.
Wdech.
Wydech.
Poczuj różnice między byciem napięty a rozluźnionym.
Wdech.
Wydech.
Rozluźniam się, jednak te spotkania z psychologiem się przydają.
Wdech.
Wydech.
Co ja mam teraz zrobić?
Czuje ze jestem na ostatku sił.
"...pamiętaj że zdrowie jest ważniejsze"
Powiedziała do mnie nauczycielka z którą mam teraz lekcje.
Niestety obracam jej słowa przeciwko niej.
Biorę plecak i wychodzę.
Kieruje się schodami w dół, a nie w górę.
Mam ochotę biec.
Zmierzam do szatni.
Nikogo nie ma na szczęście.
Biorę kurtkę i idę do drzwi.
Wychodzę.
Oddycham świeżym powietrzem i czuję mała ulgę.
Zakładam słuchawki.
Wpatruje się jeszcze raz w budynek, a dokładnie w najwyższe umieszczone okno.
Powinnam tam być.
Powinnam nie planować swojej śmierci.
Mówi się trudno.
Idę w stronę autobusu, wymyślając jakieś tłumaczenie, rodzicom dlaczego znowu ucieklam z lekcji.
Zaraz, zaraz, czekaj.
A no tak!
Przecież oni mają to gdzieś.
Spuszczona głowa, słuchawki w uszach, czarny ubiór, to cała ja.
Spoko świecie, niedługo już nie będziesz mnie oglądał.
CZYTASZ
Ananasowa depresja.
Roman pour AdolescentsPo prostu wypisane myśli osoby chorującej na depresje. Dlaczego ananasowa? A dlaczego cierpimy na tą chorobę?
