Spencer Mondale nie umiała uciekać. Nigdy nie biegała wystarczająco szybko, żeby móc umknąć przed konsekwencjami. A potem poznała tego enigmatycznego blondyna. I nagle musiała nauczyć się biegać.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Czarne BMW należące do Jaspera Hale'a zaparkowało na leśnym podjeździe. Gdyby nie obecność dość grząskiego gruntu, można by było usłyszeć charakterystyczny pisk opon ocierających się o jezdnię. Przez całą drogę ze szkoły do domu, myśli blondyna zaprzątał tatuaż na szyi Spencer. Chłopak mógł przysiąc, że już kiedyś widział ten symbol. Być może kilkaset lat temu, a może wcześniej, ale na pewno go kojarzył. A łącząc w głowie wszystkie fakty, które prowadziły wprost w objęcia mieszkającego w rezerwacie plemienia Quileutów, Jasper mógł spodziewać się tylko jednego. Tyle, że Spencer nie śmierdziała mokrym psem.
Jasper przekroczył próg domu z nadzieją, że Edward jest gdzieś w pobliżu i natychmiast odczyta obraz, który tkwił w jego umyśle. Jednak tym razem Edward był zdaniem blondyna zbyt wolny, dlatego ten wparował do salonu niczym burza, omiatając wzrokiem siedzące na skórzanej sofie Esme i Alice.
- Gdzie Carlisle? - zapytał.
- W gabinecie. - odpowiedziała skołowana Esme. - Jasper, czy coś się stało?
Chłopak nie odpowiedział na to pytanie, czym prędzej ruszając w stronę dębowych drzwi, prowadzących do gabinetu lekarza. Wszedł do środka, nie kłopocząc się pukaniem i od razu skierował swoje kroki w stronę obszernego regału pełnego książek.
- Coś się stało? - siedzący za biurkiem Carlisle zadał blondynowi to same pytanie, co Esme dosłownie kilka sekund temu. Jasper potrząsnął głową.
- Jeszcze tego nie wiem. - mruknął pod nosem. - Jak wygląda symbol wilkołaków z rezerwatu?
- Quileutów? - zapytał Carlisle, kiedy Jasper przerwał swoje rozgorączkowane poszukiwania i wreszcie spojrzał w jego kierunku. Blondyn pokiwał twierdząco głową, a mężczyzna tymczasem wyciągnął pierwszą z brzegu książkę, w podniszczonej, granatowej oprawie. Podał ją Jasperowi, a kiedy ten przekartkował kilka stron do przodu, natrafił na okrągły, czarny symbol. Ten sam, który szkarłatnym tuszem został wyrysowany na szyi Spencer Mondale.
- Jasper. Czy coś się stało? - zapytał Carlisle, głową wskazując na trzymaną przez chłopaka książkę. Jasper zatrzasnął ją z hukiem, opuszczając ręce wzdłuż ciała w geście rezygnacji.
- Spencer, dziewczyna z wizji Alice. Ona ma taki tatuaż. - wyjaśnił cicho blondyn.
Carlisle pokiwał głową w zadumie, przy czym wydawał się zupełnie nie zaskoczony faktem, że dziewczyna przeznaczona jednemu z jego przybranych synów, prawdopodobnie była wilkołakiem. Obchodząc skórzany fotel dookoła, położył dłoń na plecach Jasper, lekko popychając go w stronę wyjścia z gabinetu.
- Musimy porozmawiać o tym z resztą. - powiedział cicho.
Kiedy reszta Cullenów przybyła z odległych zakątków domu, Jasper siedział na kanapie pomiędzy Esme i Alice, starając się zapanować nad gonitwą myśli w jego głowie. Jednak obecność innych Cullenów wcale mu w tym nie pomagała. Ich emocje działały na niego drażniąco i Jasper mógł okłamywać samego siebie tak długo, jakby zapragnął, ale jedyne o czym teraz mógł myśleć, to znalezienie się ponownie tak blisko Spencer, jak byłoby to możliwe.