Spencer Mondale nie umiała uciekać. Nigdy nie biegała wystarczająco szybko, żeby móc umknąć przed konsekwencjami. A potem poznała tego enigmatycznego blondyna. I nagle musiała nauczyć się biegać.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Tego dnia Spencer nie spóźniła się do szkoły, a wszystko za sprawą miłosiernego Neila, który już podczas kolacji zapowiedział wszystkim, że ją podrzuci. Musiał bowiem wyjechać na kilka godzin do sąsiadującego z Forks Port Angeles, żeby podpisać umowę wynajęcia jednego z niewielkich lokali w centrum miasta, gdzie Mondale'owie zamierzali otworzyć swoje własne biuro. Dziewczyna nie mogła więc narzekać na swój los, choć dobrze wiedziała, że przez całą drogę z rezerwatu do szkoły, Neil będzie wydawał jej instrukcje, przepytywał z ustalonego jeszcze w Lawrence planu oraz sprawdzał jej wiedzę na temat zachowania i umiejętności wampirów. W takich momentach Spencer żałowała, że jak tylko przekroczyła próg domu od razu poinformowała rodziców, że Cullenowie pojawili się w szkole po raz pierwszy odkąd Spencer przeniosła się do miejscowego liceum.
Za oknem lało jak z cebra, co w tej części stanu nie było żadną nowością. Brunetka przemierzała korytarze szkoły samotnie, choć to określenie niezbyt pasowało do otaczającej jej scenerii, bowiem korytarze były wypełnione uczniami po brzegi. Wszyscy tłoczyli się w środku, w obawie przed chłodem i wilgocią na zewnątrz. Ale Spencer mimo obecności innych uczniów, czuła się wyobcowana w ciemnych murach szkoły. Molly Vanderwall i jej przyjaciółki pojechały tego dnia na mecz siatkówki rozgrywany z liceum w Port Angeles. I choć Spencer nie pałała do nich przesadną sympatią, a ich wspólne rozmowy przyprawiały ją o ból głowy, te irytujące dziewczyny były jej jedynymi koleżankami w całej szkole. Nikt inny nie rozmawiał ze Spencer za wiele, co oczywiście było też jej przewinieniem. Brunetka nie była najbardziej sympatyczną osobą i inni uczniowie już zdążyli wymyślić szereg plotek na jej temat. Dziewczyna nie chciała nawet myśleć o tym, co stanie się, kiedy przejdzie do realizacji drugiej części swojego planu i porzuci towarzystwo Molly Vanderwall dla rodziny Cullenów. Jeśli w ogóle uda jej się dotrwać do tej części. I Cullenowie nie zdemaskują jej rodziny, Kręgu, Zgromadzenia i całego innego syfu w którym Mondale'owie są zanurzeni po czubki głów.
- Cudownie. - mruknęła pod nosem Spencer, kiedy przekroczyła próg klasy historycznej. Miejsce w ostatniej ławce pod oknem, które przez te wszystkie poprzednie tygodnie było puste i należało w całości tylko do Spencer, teraz zajmowały dwie rozchichotane nastolatki z kółka teatralnego. Brunetka zgrzytnęła zębami i wciąż przytulona do ściany rozejrzała się w poszukiwaniu nowego, bezpiecznego miejsca. Pech chciał, że wszystkie ławki w tej klasie były podwójne. I każdą z nich zajmował co najmniej jeden, nieznany jej uczeń. Chwilę później jej spojrzenie skrzyżowało się ze złocistymi tęczówkami Jaspera Hale'a, jednego z synów doktora Cullena. Miejsce obok blondyna było puste, a chłopak wpatrywał się w sylwetkę Spencer z taką intensywnością, jakby zupełnie nie zauważył, że w istocie został już przyłapany. Dziewczyna uniosła do góry prawy kącik ust i widząc w tej sytuacji swoją szansę na wkroczenie w drugą fazę planu, ruszyła w kierunku chłopaka. Nawet udało jej się nie spojrzeć w jego hipnotyzujące oczy, kiedy siadała na krześle obok bez żadnego słowa powitania. Na dobrą sprawę nie wiedziała nawet, czy Jasper nie zajął tego miejsca dla kogoś ze swojej rodziny.