Spencer Mondale nie umiała uciekać. Nigdy nie biegała wystarczająco szybko, żeby móc umknąć przed konsekwencjami. A potem poznała tego enigmatycznego blondyna. I nagle musiała nauczyć się biegać.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
W pomieszczeniu było duszno. Biblioteka w Forks była jedynym miejscem w którym lokalna młodzież urządzała spotkania naukowe. Tego wieczoru w środku znajdowało się wiele osób. Wokół zniszczonych, starych stołów gromadzili się uczniowie Liceum Forks. Spencer zauważyła kilka znajomych twarzy już po wejściu do pomieszczenia, ale nikt zdawał się jej nie rozpoznawać. Albo przynajmniej udawali, że jej nie znają. Spencer nie mogła narzekać z tego powodu. Przyszła do biblioteki na spotkanie z Edwardem Cullenem i zamierzała wyjść z niej tak szybko, jak tylko skończą pracę nad projektem.
Wampir siedział przy stoliku, oddalony od wszystkich innych. Zgarbiony na niewielkim krześle, spuścił głowę na dół, próbując wtopić się w otaczające go półki z książkami. Mimo tego trudno go było przeoczyć. Bladość jego skóry i ostre kontury ciała raziły Spencer po oczach. Edward Cullen tak samo jak inne wampiry wyróżniały się spośród tłumu swoją stoicką urodą. Każdy inny człowiek, nieświadomy ich prawdziwej natury zachwycałby się ich pięknem. Ale Spencer znała prawdę, gorzką i niezbyt przyjemną prawdę o istnieniu wampirów.
- Cześć. - powiedziała cicho, stając po drugiej stronie stołu. Edward uniósł głowę, co komuś innemu mogłoby się wydawać na gwałtowny, pełny napięcia gest, ale Spencer wiedziała, że to najzwyklejsza w świecie nadludzka prędkość wampirów.
- Przepraszam za spóźnienie. - dodała, zdejmując z ramion granatową bluzę. Edward obserwował każdy jej ruch w milczeniu. Czuła na sobie wzrok wampira, kiedy wyciągała podręcznik od hiszpańskiego i rozkładała na stole swoje notatki.
- Muszę być przed dwudziestą w domu, więc zróbmy to szybko. - powiedziała Spencer, spoglądając na wampira. Pochyliła się nad rozłożonymi kartkami papieru, wciąż czując na sobie mrożące krew w żyłach spojrzenie Edwarda.
- Spencer? Chciałbym cię przeprosić. - powiedział w pewnym momencie Edward, sprawiając, że dziewczyna uniosła gwałtownie głowę. W jej oczach czaiła się niepewność, kiedy spoglądała na siedzącego przed nią wampira, czekając na jego dalsze słowa. Za co mógłby ją przeprosić? Owszem, był przerażający sam w sobie i Spencer czuła się maksymalnie niezręcznie w jego towarzystwie. Ale to nie było coś, na co mógłby mieć wpływ. W odróżnieniu od Jaspera, Edward wzbudzał w niej trwogę, ale mogła za to winić tylko samą siebie i swoją intuicję, która każe jej się trzymać z dala od niego.
- Wiem, że moje zachowanie mogło ci się wydawać nieco... aroganckie. Ale mogę ci przysiąc, że nie miałem na myśli nic złego. - powiedział Edward, skupiając spojrzenie na złożonych na stole dłoniach. - Moje umiejętności komunikacji międzyludzkiej nie są na najwyższym poziomie, co pewnie już zdążyłaś zauważyć. Zazwyczaj trzymam się ze swoją rodziną. Wiem, że ty i Jasper zaprzyjaźniliście się ze sobą, i nie chciałbym, żebyś czuła się źle w towarzystwie mojej rodziny z mojego powodu.