Spencer Mondale nie umiała uciekać. Nigdy nie biegała wystarczająco szybko, żeby móc umknąć przed konsekwencjami. A potem poznała tego enigmatycznego blondyna. I nagle musiała nauczyć się biegać.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Towarzyszenie matce na polowaniu było najlepszą decyzją, jaką Spencer mogła podjąć. Po ostatniej kłótni z bratem, która poniosła za sobą tylko szereg mniejszych, ale równie okrutnych przepychanek słownych, każdemu z nich należała się chwila oddechu. Kiedy po kilku dniach nieobecności, ponownie znalazła się w swoim pokoju w Forks, czuła się o niebo lepiej. Może nie była jeszcze na tyle silna, żeby wymyślić jakiś genialny sposób na poznanie prawdy o Cullenach, ale z pewnością była na dobrej drodze.
Mimo pozytywnego nastawienia, powrót do Forks pokazał Spencer, że powinna się odrobinę pospieszyć. W rezerwacie panował grobowy nastrój. Sam Uley i jego przyjaciele zacierali ręce, czekając na dogodny moment, żeby zabrać się za Cullenów i wymierzyć sprawiedliwość. I na nic się zdawały ostrzegawcze słowa Billy'iego Blacka, popierane napominaniem o Kręgu, ich owocnej pracy i temu podobnych rzeczy. Młody wilkołak był zdeterminowany. I wszyscy zadawali sobie sprawę, że w końcu uderzy. Jeśli Spencer chciała powstrzymać rozlew krwi, musiała się pospieszyć.
- Miło cię widzieć Spencer. - czarnowłosa nauczycielka języka hiszpańskiego uśmiechnęła się do niej, kiedy ta przekroczyła próg sali lekcyjnej. Pochłonięta myślami Spencer odwzajemniła gest kobiety, ale nie była pewna, jak szczery wydał się jej uśmiech.
- Wróciłaś do szkoły akurat w porę. Dziś zaczynacie pracę nad tekstami, poruszającymi problematykę waszej pracy semestralnej. - kobieta poprawiła okulary w fioletowej oprawce. - Usiądź proszę z Edwardem Cullenem.
Spencer spoglądała na nauczycielkę, z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Miała nadzieję, że przesłyszała się i kobieta chciała powiedzieć "Emmettem Cullenem". Spencer nie miała pojęcia, kiedy drugi z braci pojawił się na ich kursie z hiszpańskiego, wiedziała jednak, że nie zwiastowało to nic dobrego. Ze wszystkich Cullenów, Edward od razu wydał jej się najbardziej podejrzany. Obserwowała ich w stołówce szkolnej wystarczająco długo, żeby móc stwierdzić, że mało brakuje, aby Edward zaczął rzucać się na uczniów i wysysać z nich krew. Jego wyraz twarzy był niczym przeraźliwie wykrzywiona maska. Brunetka często zastanawiała się, jak dobrą samokontrolę posiada ten wampir. Jednak nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby to sprawdzić. Widocznie dziś miał być jej pierwszy raz.
- Z Edwardem? - zapytała, chcąc upewnić się, czy nauczycielka na pewno się nie pomyliła. Kobieta pokiwała jednak twierdząco głową i wręczyła jej plik zadrukowanych kartek. Spencer nie spojrzała nawet na problematykę, którą mają poruszyć w ich pracy. Wyprostowała się i sztywnym krokiem ruszyła w kierunku ostatniej ławki, gdzie już czekał na nią uśmiechnięty Edward.
- Cześć. - powiedział, kiedy Spencer znalazła się obok jego ławki. - Jestem Edward.
- Spencer. - mruknęła pod nosem, niechętnie zajmując miejsce obok wampira.
Przed rozpoczęciem nauki w liceum Forks, Spencer zasięgnęła wszystkich możliwych informacji o Cullenach. Wyobraziła sobie jak wyglądają i jak się zachowują. A potem zmierzyła się z prawdziwą rzeczywistością. Nigdy nie zamierzała zawierać bliższych znajomości z Edwardem, bo Jasper wydał jej się o wiele przyjaźniejszym, a już na pewno o wiele lepiej kontrolującym swoją rządzę krwi, wampirem.
- Spencer. - poprawiła go brunetka. Odliczyła w myślach do dziesięciu i zmusiła się do spojrzenia Edwardowi prosto w oczy. Albo jej umysł płatał jej figle, albo Edward Cullen w rzeczywistości był jeszcze bardziej przerażający. Nie miała najmniejszej ochoty na to, żeby robić z nim projekt semestralny, ale te kilka dni nieobecności zadziałały na jej niekorzyść.
- Więc o czym jest nasz projekt? - zapytała, siląc się na przyjazny uśmiech.
- "Hiszpańskie seriale XXI wieku i ich wpływ na zachowanie współczesnej młodzieży". - przeczytał Edward.
- Świetnie. Nienawidzę seriali. - mruknęła Spencer. Edward zaśmiał się pod nosem, rzucając jej spojrzenie spod półprzymkniętych powiek.
Brunetka pochyliła się nad rozłożonymi kartkami papieru i chłopak mógł bezkarnie jej się poprzyglądać. Brązowe włosy miała związane w wysokiego kucyka, ale mimo tego na jej twarzy znalazło się kilka niesfornych kosmyków, które odgarniała raz po raz dłonią. Opierając się łokciem o ławkę, Edward miał idealny widok na linę szczęki i szyję dziewczyny, a dokładnie na pulsujące pod skórą żyły. Słyszał idealnie szybkie bicie jej serca i zastanawiał się, czy to jego obecność powodowała u dziewczyny taką reakcję, czy może projekt semestralny wydawał się zbyt przerażający?
- To dobrze. Ja też o wiele bardziej cenię sobie filmy. - powiedział, przybliżając się do niej. - Długo nie było cię w szkole. - dodał.
- Najwidoczniej. Skoro ostatnim razem nie było cię na naszym kursie z hiszpańskiego, a ja w najlepsze siedziałam sobie z twoim bratem. - powiedziała zgryźliwie. - Zdziwiony?
Edward pokręcił nieznacznie głową, odbierając tę niezbyt miłą uwagę z lekkim uśmiechem. Spencer wlepiła wzrok w kartki papieru, nad którymi Edward nawet się nie zastanawiał. Wszystko mu było jedno, jak zostanie oceniony ich projekt semestralny. Najważniejsze w tym wszystkim było zbliżenie się do Spencer.
- Wiesz, gdybyś zaangażował swój mózg do współpracy z moim, byłoby nam o wiele łatwiej. - powiedziała brunetka.
- Wybacz. - odpowiedział cicho. Nachylając się nad kartką papieru, Edward niby przypadkiem musnął palcami ramię dziewczyny. Brunetka wzdrygnęła się, co oczywiście nie uszło jego uwadze i oddaliła się nieznacznie.
- Na którym serialu zamierzamy się skupić? - zapytał Edward, spoglądają na profil dziewczyny.
- Wszystko mi jedno. - Spencer wzruszyła ramionami. - Weźmy pierwszy lepszy, rozdzielmy zadania i spotkajmy się w bibliotece jutro po południu. Chcę to mieć już z głowy.
- Może moglibyśmy spotkać się jeszcze dziś? - zapytał nieśmiało Edward. W odpowiedzi Spencer jedynie potrząsnęła gwałtownie głową.
- Mam plany na wieczór. - powiedziała. I były to ostatnie słowa, jakie wypowiedziała do Edwarda tego dnia. Kiedy dzwonek oznajmił koniec zajęć, Spencer zebrała swoje rzeczy i nawet nie siląc się na zdawkowe „Cześć" wyszła czym prędzej z klasy.
Edward uśmiechnął się. Nie spodziewał się niczego innego, w końcu on i Spencer poznali się dziś po raz pierwszy. I nie ważne tu było, czy byli sobie pisani. Ich relacja wymagała wiele pracy i wysiłku, i Edward zamierzał zrobić wszystko, ale zdobyć jej sympatię. Jasper był teraz na zdecydowanie lepszej pozycji i Edward nie mógł pozwolić na to, aby to on wygrał. Bo o tym, że Spencer była bratnią duszą właśnie jego, Cullen nie miał żadnej wątpliwości. Najlepiej dla wszystkich by było, gdyby Jasper po prostu odpuścił. Ale na to nie można było liczyć.
[dziś trochę krócej, za co od razu przepraszam; jak znajdę chwilę pomiędzy 201 z historii a 102 z matematyki, to na pewno wrzucę coś dłuższego; tymczasem wesprzyjmy chwilą ciszy roberta pattinsona, bo to właśnie jego największy koszmar powraca w sierpniu; edward o zgrozo odżywa na papierze, już nie mogę się doczekać ]