9

120 10 17
                                        

Wrzesień mijał szybko, a tak naprawdę już się prawie skończył. Czas zaczął mijać szybko, gdy wszyscy siedzieli w towarzystwie swoich najlepszych przyjaciół w takim miejscu jak ta szkoła.

A dzisiaj był piątek. Nareszcie. Wszyscy lubią piątki. Po całym tygodniu pracy odlicza się tylko poszczególne godziny do weekendu. Uczniom zostały jeszcze tylko trzy ostatnie lekcje.

Wf.

Szatnie były bardzo duże, musiały pomieścić naprawdę dużo osób. Miały białe ściany i poustawiane, niebieskie szafki, tak aby każdy miał własną.

-----------------------------*-------------------------------

Wchodząc na salę gimnastyczną od razu było widać ile kasy poszło na tą szkołę. Ogromna sala z wysokim sufitem i nowoczesnym sprzętem sportowym, którego nie widzieli podczas poprzednich lekcji tutaj.

- Ela, ty widzisz to co ja? - zapytał zafascynowany Feliks podchodząc do dziewczyny od tyłu.

- Właśnie widzę. Będzie na czym grać. - uradowała się widząc tą salę. Bardzo lubiła sport, sprawiało jej to dużą przyjemność i uspokajało na swój sposób. Jak była mała to sama myślała że jest chłopakiem, zresztą nie tylko ona, przez co od małego uczono ją walczyć mieczem, strzelać z łuki i jeździć konno
Żyła w tym przekonaniu przez swojego ojca Magyara, który w obawie przed zajęciem Węgier przez silnych sąsiadów, chciał zrobić z niej bardzo silną i niezależną dziewczynę. Jednak ze względu na czasy w jakich żyli, udawał że jest ona chłopakiem, a po jego śmierci Elizabeth wciąż nie myślała inaczej.

Feliks nie był wielkim fanem sportu, pomijając walkę mieczem i jazdę konną. Jeźdźcem dobrym był z swoich dawnych czasów, bo od najmłodszych lat jeźdźił na koniach. Miecz mu dano trochę później, ale też był wtedy jeszcze dzieckiem i szybko zorientowano się że do miecza został stworzony i pokonywał nim tych, których podobno pokonać się nie dało.

Usłyszeli nagle głośny dźwięk gwizdka rozlegający się na całą salę. Spojrzeli w stronę źródła dźwięku i ujrzeli podpartego pod boki, wysportowanego mężczyznę w wieku koło 30 lat.

Feliks i Elizabeth, a także cała reszta osób w sali podeszła do niego.

- Dzień dobry. - powiedział ze znudzonym wyrazem twarzy ich nauczyciel wychowania fizycznego, były wojskowy i trener amerykańskich footbalistów-Robert Petrov

- Dzień dobry. - odpowiedzieli mu uczniowie. Przeszył ich wszystkich szybko wzrokiem.

Na lekcjach wf-u uczniów jest znacznie mniej niż normalnie. Nie dało się zrobić lekcji wf-u na prawie 300 osób, więc zostali oni podzieleni kontynentami.

- Ogólnie to jest taka sprawa do was. - zaczął nauczyciel. - Do chłopaków raczej. Ponieważ w naszej szkole postanowiono stworzyć drużynę footballu amerykańskiego i zbieramy zapisy. - słysząc tą informację zaczęły się podekscytowane szepty między męskimi nacjami.

Węgry i Polska zmarszczyli brwi nie rozumiejąc do końca jednej kwestii. Spojrzeli na siebie nawzajem, a potem znów na nauczyciela. Dziewczyna podniosła rękę.

- Tak? - zapytał mężczyzna spoglądając na dziewczynę. - Jak masz na imię?

- Elizabeth. Mam pytanie.

- Jakie?

- To jest drużyna... męska...?

Nauczyciel westchnął ciężko. Spodziewał się tego pytania.

- Tak... drużyna męska...

- Dlaczego nie mieszana? - nie rozumiała Węgierka.

- Właśnie? - zapytał Polak.

Akademia WorldOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz