8

95 5 0
                                        

Usłyszałam wibrację telefonu. Podniosłam głowę i sięgnęłam po telefon. Numer nieznany. Odebrałam. 

- O nie śpisz, to cudownie maleńka. - Usłyszałam znajomy głos. Uśmiechnęłam się do siebie i przewróciłam oczami. 

- O co chodzi? - Zapytałam  Jokera. W tle było słychać odgłos ulicy. 

-  Druga. Pod ratuszem. - Powiedział poważnie mężczyzna, chociaż czułam, że się uśmiecha. 

- Czekaj na mnie. - Zaśmiałam się wstając z łóżka. Rozłączyłam się i zaczęłam się ubierać. Ubrałam koszule a na to jasnogranatową marynarkę i granatowe spodnie. Popatrzyłam w lustro w swoje odbicie. Sięgnęłam po czarny eyeliner i zrobiłam sobie kreski na powiekach. Uśmiechnęłam się. Złapałam za czarną szminkę i przejechałam nią po bliźnie. Uśmiech zszedł mi z twarzy bo blizna zaczęła lekko piec. Spojrzałam w swoje oczy które były pełne radości i szaleństwa. 

Wyciągnęłam z szafki obok, mały pistolet maszynowy i wyszłam z mieszkania. Wsiadłam do auta i z piskiem opon pojechałam pod ratusz miejski. 

Joker stał obok budynku. Podbiegłam do niego i uśmiechnęłam się. Obok nas przebiegło dwóch wysokich mężczyzn i drzwi od ratusza otworzyły się z hukiem.
Natychmiast przybiegło dwóch ochroniarzy których zabiłam paroma strzałami.
- Zajmą się ochroną, chodź na lepszą zabawę. - Powiedział Joker, uśmiechając się w moja stronę.

Wbiegliśmy po białych schodach na górę.
Joker otworzył kopem wielkie szare drzwi które były na końcu jasnego korytarza.
W środku było 8 i mężczyzn i dwie kobiety, którzy spojrzeli się na nas z lekkim strachem.
Przystawiłam karabin do głowy jednego z nich. Był to burmistrz Gotham. Wymieniłam się z Jokerem uśmiechem i stanął on na przeciwko wszystkich członków rady.
- Panie i panowie, świetnie się składa, że wszyscy tu jesteście. Pomimo tego, że zależy nam jedynie na burmistrzu, to dla zabawy was też zabijemy. - Zaśmiał się a na twarzach rady wymalował się głęboki strach.

Spojrzałam na Jokera który do mnie mrugnął. Pociągnęłam za spust i broń wystrzeliła. Nabój przebił głowę burmistrza. Rozległy się krzyki. Zaczęliśmy strzelać w uciekających ludzi a po paru minutach zrobiło się cicho. Joker zaśmiał i kopnął ciało burmistrza.
- Idziemy stąd. - Powiedział i pobiegliśmy na dół. Wybiegliśmy na zewnątrz a za nami rozbrzmiał wielki huk.
Ratusz wybuchł a fundamenty stanęły w ogniu.

Joker złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Uśmiechnął się szeroko i pocałował. Poczułam na sobie obcy wzrok. Rozejrzałam się dookoła. Na przeciwnej ulicy za budynkiem stała ta sama dziewczyna co wcześniej. Niebiesko różowe końcówki krótkich blond włosów i złoto różowa kurtka. Kiedy zauważyła mój wzrok jedynie uśmiechnęła się i znikła. To nie mogła być ona...

BezimiennaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz