3.

68 7 2
                                        

      „Czas stanął w miejscu. Promienie zachodzącego słońca oświetlały moją twarz. Był taki piękny... Męczyła mnie jedna rzecz – nienawidziłem tej pory dnia. Zawsze płakałem, gdy to się działo, jednak tym razem nie uroniłem ani jednej łzy. Po prostu pusto wpatrywałem się w gwiazdę. 
      Minęło kilka chwil zanim zorientowałem się, że nie stałem tam – na niskim pagórku – całkiem sam. Delikatnie odwróciłem głowę, czując jak ktoś trzyma moją dłoń – to był Liam. Ściskał moją rękę, jakby bojąc się, że mógłbym zaraz odejść w bezkres tych pól i gór. 
      – Liam? – Zdziwiłem się, że on tam był. Wiatr niósł moje słowa echem po niebie.
      Chłopak się nie odezwał, a nawet nie spojrzał w moją stronę. Patrzył w słońce tak samo jak ja przed momentem. 
      – Piękny, prawda? – Odezwał się w końcu.
      – Huh? – Nie skumałem o co chodzi. 
      – Zachód. – Wytłumaczył krótko.
      – Ah... Tak. – Przytaknąłem. 
      Brunet się uśmiechnął szczerze, a ja odwzajemniłem ten gest. Trzymaliśmy się tak za ręce, nie zwracając uwagi na nic poza sobą i tym cholernym słońcem. Życie byłoby o wiele prostsze, gdybym nigdy więcej nie widział tamtego momentu."

      Obudziło mnie coś, a raczej ktoś, kto lekko mną telepał. Uchyliłem zaspane powieki.
      – Co się stało?... – Zapytałem z automatu. 
      – Wstawaj już śpiochu... Jest już po 10. – Zaśmiał się cicho brunet. 
      – To jeszcze noc... Daj spać... – Przewróciłem się na drugi bok. 
      – Nie ma spania~! – Zachichotał, zrywając ze mnie kołdrę.
      – H-hej!.. – Sprzeciwiłem się. – Zimno... 
      – Zmarźluch... – Ponownie usłyszałem ten śmiech. – Wstawaj, śniadanie wystygnie. – Złapał mnie za rękę i pociągnął w górę. Ponownie się sprzeciwiłem. – Hmm, czyli mam cię zanieść~? 
      Nie odezwałem się, nawet nie rozumiejąc tego co do mnie mówił. Musielibyście zobaczyć moją minę, gdy nagle ten 'bez uprzedzenia' zarzucił mnie na swoje ramię, jak worek ziemniaków. 
      – P-puść!... – Zacząłem bić go po plecach, ale ten wydawał się tego nawet nie czuć. 
      – Nie ma takiej opcji~! Idziemy na śniadanie. – Wymruczał, cicho się śmiejąc. 
      Poddałem się, wzdychając głęboko. Dopiero kiedy znaleźliśmy się w kuchni, zostałem odstawiony na ziemię, a dokładniej na krzesło. Do nozdrzy od razu dostał mi się smakowity zapach naleśników z syropem klonowym, leżących na talerzu przede mną. 
      – Smacznego~. – Powiedział Liam.
      – Dziękuję i nawzajem. – Uśmiechnąłem się. 
      Bez marudzenia zająłem się moim jedzeniem. Podczas, gdy Liam się zajadał w najlepsze, ja brałem dopiero pierwszy kęs. Były przepyszne... 
      – Nie mówiłeś, że potrafisz tak dobrze gotować... – Spojrzałem na niego z wyrzutem.
      – Wiesz... Jakoś za bardzo nie lubię się tym chwalić. Ale i tak dziękuję. – Uśmiechnął się serdecznie. 
      – W ogóle dzisiaj nie jesteś w pracy? – Spojrzałem na niego, biorąc kolejny kawałek naleśnika do ust. 
      – Nie, dzisiaj zrobiłem sobie wolne. Nie muszę być tam codziennie. – Wytłumaczył. 
      – Tak w ogóle czym się zajmujesz? 
      – Prowadzę własną restaurację. – Chłopak skończył swoją porcję. 
      – To tłumaczy to jedzenie... – Wzrok powędrował mi w stronę mojego, już prawie pustego talerza. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
      – Może... – Wymruczał tajemniczo, tym samym zwracając na siebie moją uwagę. – Zawsze jesteś takim brudasem? – Zapytał z rozbawieniem.
      – Huh? – Zdziwiłem się. 
      – Pobrudziłeś się syropem... – Zaśmiał się cicho.
      – Gdzie?! – Zacząłem błądzić dłonią po własnej twarzy.
      – Tutaj. – Uśmiechnął się z rozbawieniem, wyciągając rękę w moją stronę. Kciukiem starł syrop z mojego policzka. 
      Liam sprawił, że poczułem ciepło na policzkach, z resztą nie pierwszy raz odkąd go poznałem. Znowu prychnął cichym chichotem. 
      – I co cię tak śmieszy? – Oburzyłem się.
      – Twoja mina. – Uśmiechnął się zadziornie, a ja odwróciłem głowę w bok. – Oj no już~! Żartowałem tylko. 
      Prychnąłem coś niezrozumiałego pod nosem, po czym znowu przyjrzałem się brunetowi. Wystawił mi język, prowokując mnie. Tym razem nie wytrzymałem i wstałem, podchodząc do niego. Od razu zacząłem go okładać pięściami po barku.
      – Przestań mnie prowokować! – Rozkazałem, nie zaprzestając poprzedniej czynności.
      – Dobrze, dobrze, przestanę~! – Mówił to, zaciągając się śmiechem. Przestałem go 'bić'. – Ale nadal wyglądasz uroczo, gdy się złościsz~. – Tym razem wyłapał w łeb. – Oj no już przestaję! – Prychnął śmiechem. 
      – Phi... – Syknąłem, wracając na swoje miejsce. 
      W milczeniu dokończyłem jeść naleśniki. Liam nawet nie zadawał żadnych pytań, zwyczajnie przypatrując się mi z zadziornym uśmiechem. Ignorowałem go, nabijając ostatni kawałek naleśnika na widelec. 
      – Dziękuję. – Podziękowałem za posiłek, rozglądając się po pomieszczeniu. 
      Słońce wdzierało się do powieszczenia słabymi, subtelnymi promieniami, przy okazji pieszcząc moją skórę. Zapatrzyłem się w okno, z którego docierało do mnie światło,  rozkoszując się tym chwilowym ciepłem. Śnieg za szybą wydawał się tamtego dnia wyjątkowo przyjazny, jakby był zupełnie ciepły. 
      – Co tak patrzysz w to okno? – Zainteresował się Liam. 
      – Tak jakoś. – Wzruszyłem ramionami. 
      – Chcesz ze mną wyjść na dwór? – Uśmiechnął się zachęcająco. 
      – W sumie czemu nie? – Spojrzałem na niego. – Najwyżej będziesz mnie faszerować lekami. – Zaśmiałem się cicho. 
      Liam wysoko uniósł kąciki ust, wstając. Chwycił moją dłoń i zaciągnął mnie na przedpokój, nawet nie dając mi dość do słowa. 
      Brunet zarzucił na mnie kurtkę z futrzanym kapturem, samemu zakładając coś podobnego, tyle że jaśniejszego. Buty naturalnie też musiał mi dać... Czułem się głupio, żyjąc tak na 'jego rachunku'. 
      Po odpowiednim ubraniu się, Liam ponownie złapał moją rękę i wybiegł ze mną na świeże powietrze. 
      – Oj będzie zabawa~! – Zawołał radośnie, dając mi spokój na dosłownie krótki moment. 
      Chłopak upewniając się, że na niego nie patrzyłem, zwyczajnie zrobił śnieżkę i we mnie nią rzucił, trafiając w ramię. Uśmiechnąłem się zadziornie, samemu szykując swoją amunicję. Szybko wycelowałem i rzuciłem. 
      Wychodziło na to, że ja rzucałem lepiej, gdyż tamten dostał prosto w głowę, mimo prób uniknięcia zadanego mu ciosu. Zaśmiałem się zwycięsko, lecz chyba zbyt szybko. Liam uniósł kąciki ust w psychopatyczny uśmiech, puszczając się biegiem w moją stronę. 
      Kiedy to zauważyłem, zacząłem uciekać, póki życie było mi miłe, lecz się chyba przeliczyłem - Liam był zdecydowanie szybszy ode mnie, tak jak to podejrzewałem wcześniej. Kiedy brunet w końcu znalazł się obok, objął mnie w talii i zgrabnym ruchem uniósł w górę. Zawirowaliśmy razem kilkukrotnie, po czym poczułem jak ląduję w śniegu, śmiejąc się jak pojeb. 
      – Ty idioto! – Zawołałem, krztusząc się od ciągłego śmiechu. Zacisnąłem dłoń w pięść i żartobliwie uderzyłem nią w bruneta. 
      – Mówiłem, że będzie śmiesznie~! – Odpowiedział mi takim samym tonem jak ja zacząłem tamtą rozmowę. 

On || YAOI ||Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz