Patrząc przez szybę po której spływały krople deszczu oraz popijając przy tym gorąca, poranną kawę zastanawiałam się, co robię na tej planecie. Po co świat mnie tu trzyma skoro ja go nienawidziłam tak bardzo. Z resztą jakby spojrzeć na moje życie wyglądało na to, że on mnie też. A jednak tu tkwiłam. Czasem czułam się jakbym tkwiła w pętli. Kiedy już tylko się pozbierałam lub próbowałam jakoś ruszyć do przodu zawsze działo się coś co sprawiało że coraz bardziej miałam ochotę zawiązać sobie sznur dookoła szyi.
Była godzina 8:30 w sobotę, a ja już nie spałam. Ten dzień zapowiadał się być jednym z tych stresujących. Dlaczego? Za radą Evy i Asha zgodziłam się by Josh nas odwiedził, dokładniej mnie ale mając na myśli nas oznaczało to że potrzebowałam ich wsparcia. Jak na złość Charlie od wczoraj wyjątkowo intensywnie dawał o sobie znać. Fakt, że wypisywał do mnie codziennie, a ja po prostu usuwałam te wiadomości. Jednak od wczoraj mój telefon wibrował nieustanie. Sama myśl o chłopaku sprawiła, że w żołądku poczułam dziwny ból oraz uniosłam swoją prawą dłoń i zaczęłam z nerw obgryzać skórki. Wpędziłam się w tyle nawyków, że nawet nie zdawałam sobie spraw z tego, że byłam już wręcz od nich uzależniona. Charlie był zupełnym przeciwieństwem Kevina. Czarnowłosy sprawił, że odzyskałam chęci życia. Pokazał mi, że można się zakochać w kimś z wzajemnością, że nie muszę być tylko drugoplanową opcją, jak to kiedyś było w przypadku z Joshem. Przy nim zaczynałam się godzić ze stratą mamy, a potem mi go odebrano. Brutalnie i nagle. Charlie natomiast wzbudzał we mnie wszystkie przeciwieństwa. Po dziś dzień żałuję, że chciałam w ten sposób zapomnieć o Kevinie. Wręcz niektórymi dniami myślę, że to kara za to, że protestowałam by przebyć normalnie żałobę. Byłam głupia myśląc, że ktoś nowy wyleczy moje rany. W przypadku innych może i się to sprawdzało ale ja zdecydowanie nie należałam do tych osób, a teraz ponoszę tego konsekwencję. Charlie wprowadził do mojego życia złe nawyki. Przez niego zaczęłam się okaleczać, obgryzać skórki i paznokcie, także mniej jadłam ponieważ na samą myśl o chłopaku skręcało mnie w żołądku i automatycznie robiło mi się nie dobrze. Wiele godzin przesiedziałam w łazience wymiotując i płacząc jednocześnie. Chłopak odebrał mi wszystkie moje ostatnie chęci do życia, jakie pozostały po stracie Kevina. O ile w ogóle coś tam jeszcze we mnie było. Udało mu się nawet sprawić, że kompletnie nie miałam już ochoty rozwijać swojej pasji. Grać na pianinie, śpiewać, brnąć w to. Zniechęcił mnie do tego. Prócz tego co musiałam robić by zaliczać studia nie robiłam nic więcej. Jedyna pasja, której tak bardzo się trzymałam uleciała ze mnie. Jedyne na co miałam siłę to leżenie w łóżku i patrzenie w sufit. Moje życie było z dnia na dzień coraz bardziej tragiczne. I mimo, że bywały momenty iż chciałam to zmienić, a jego porzucić to nie miałam na to siły. Blondyn był tak toksyczny, że skutecznie mi na to nie pozwalał, a ja nie miałam w sobie tyle sił by z nim walczyć więc po prostu się poddawałam. Poddawałam się aż znalazłam się pętli, z której nie mogłam uciec. Nie wiedziałam jak. Nie mogłam nikogo poprosić o pomoc, albo nie chciałam. Był mi wstyd chociaż sama nie wiem dlaczego. Nie chciałam żeby znowu ktoś się nade mną litował i zajmował, jak małym dzieckiem. Brakowało mi sił na każdą najmniejszą czynność, a dziś czekało mnie największe stracie. Największy sprawdzian aktorski by sprawiać wrażenie, że wszystko jest dobrze.
A wcale nie było.
-Gotowa? - Zapytała Eva.
-Chyba tak. - Odpowiedziałam niepewnie i posłałam przyjaciółce wymuszony uśmiech.
***
Wbrew pozorom moich porannych rozmyślań, dzień minął nam naprawdę w porządku. Eva zrobiła mi delikatny makijaż by zakryć moje wory pod oczami i całą zmęczoną twarz. Ja nie miałam na to siły, a dla niej machnięcie pędzlem w dwadzieścia minut to była sama przyjemność. Następnie wszyscy razem w trójkę pojechaliśmy na lotnisko by odebrać Josha. Potem wszyscy udaliśmy się do centrum miasta by trochę pozwiedzać, pospacerowaliśmy i tak nam minęły te wszystkie godziny. Teraz była 16:00 i siedzieliśmy w kawiarni, w której pracowałam popijając nasze gorące napoje oraz zajadając się bajglami. To był dla mnie nie lada wyczyn, a raczej dla mojego żołądka, który tak rzadko i nieregularnie dostawał cokolwiek do jedzenia. Teraz jednak musiałam przed całą trójką udawać, że wszystko jest w porządku, więc wpakowałam w siebie tego bajgla. I szczerze mówiąc mimo delikatnych bólów brzucha czułam się nawet w porządku. Nie super, nie dobrze, ale było w porządku i nie chciałam od razu po posiłku wymiotować więc to był dziś naprawdę duży postęp. Nawet jeżeli wiedziałam, że to był tylko chwilowy postęp.
CZYTASZ
Friendzone~After Years
Romance"Ale czy mnie miał jeszcze kto uratować?" Zapraszam na drugą część mojej opowieści pt. Friendzone - After Years. Pierwsza część Friendzone możecie znaleźć na moim profilu. Zapraszam wszystkich serdecznie!
