Kuroshitshuji one shot 6

47 3 184
                                        

Perspektywa Mey-Lin

Minął tydzień od przybycia nowych, tajemniczych, nieznanych wcześniej nikomu lokatorów o których nie do końca wiedzieliśmy co myśleć, gdyż...niemal nie mieliśmy z nimi żadnego kontaktu. Jakkolwiek dziwnie to brzmi była to najprawdziwsza prawda. Gdy tylko ponadprzeciętnej urody lokaj rozpakował walizki hrabiego Trancy, stwierdził, że niezmiernie mu przykro, ale nie może ignorować ostatniej woli ojca swojego panicza i muszą tutaj koniecznie zamieszkać tak jak zażyczyła sobie poprzednia głowa rodu Trancych, ale ze wzgląd na panującą żałobę obiecują powstrzymać się od wszelkich zabaw i hałasu. Wszystko byłoby w porządku z tym oświadczeniem, gdyby nie powiedział tego z zarozumiałym tonem jakby chcąc pokazać nam, że jest kimś lepszym i w dodatku ma pojęcie o czymś o czym my nie wiedzieliśmy. Następnie nasz nowoporzybyły pan stwierdził, że on zamieszka w zachodnim skrzydle, do którego nie mamy nawet prawa się zbliżać, zająć się czymkolwiek i zejść mu z oczu. Kiedy z pewną dozą nieśmiałości, lecz kurtuazyjnie zapytałam kto w takim razie będzie mu służyć obaj stanęli jak wryci, spojrzeli na mnie z idiosynkrazją, a arystokrata nieprzyjemnym tonem stwierdził, że pokojówki nie mają prawa odzywać się niepytane i patrzeć na swojego pana i mam natychmiast spuścić wzrok. Wystraszona jego tonem czym prędzej pochyliłam głowę. Ja, Bard, Finny i Tanka byliśmy zaskoczeni jego wybuchem gniewu i butnym zachowaniem, w końcu poprzedni właściciel mimo iż nie był najcieplejszym i najmilszym człowiekiem na świecie nigdy na nas aż tak nie krzyczał. Wiedziałam, że są ludzie z wyższych sfer, którzy naprawdę z ogromną wyższością traktują służbę, ale aż dotąd nie wiedziałam, że to prawda w końcu tak naprawdę służyłam tylko jednemu człowiekowi, czasami jego rodzinie i gościom przybywającym do posiadłości. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że lokaj nie obrzucił nas chodziarz cieniem współczucia tylko stał obok swojego pana z takim wyrazem twarzy jakby to on był arystokratą, a nie praktycznie tą samą klasą co my i spoglądał na niebieskookiego z miną jakby ten był z nim blisko, przynależał do niego, a jego drażliwość to jak najbardziej normalna rzecz. Jednak w jego wzroku, gdy rzucał spojrzenie na blondwłosego, było coś...głodnego, pożądliwego, a jednocześnie nauczycielskiego jakby to mężczyzna o miodowych oczach miał kontrolę nad młodszym. Potem, gdy  w końcu gniew hrabiego Trancych opadł zaczął podekscytowany, dziecięcym, egzaltowanym tonem czynić zachwyty nad rezydencją, komplementować jej wielkość i posiadłość chodząc w tę i we w tę, podskakując od czasu do czasu i wręcz poruszając się tanecznym krokiem przeglądał się szczegółowo każdej najmniejszej rzeczy. Gdy tak na niego patrzyłam na jego ekspresywne ruchy i grandilokwentne słowa poprzedzane chichotem zaczęłam zastanawiać się czy chłopak jest na pewno przy zdrowych zmysłach. Na panu Faustusowi nie zrobiło to wszystko wrażenia, nawet w momencie w którym niebieskooki rzucił się mu na szyję i szepnął mu coś do ucha, że aż otwarłam buzię, że zdziwienia, w końcu...niespotkane, by szlachcic tak się zachowywał w stosunku do swojego sługi. No może tylko w tym momencie, na twarzy Clauda pojawił się jakiś dziwny cień, odsunął od siebie swojego panicza i zwrócił się do niego półgłosem. Hrabia Trancy odwrócił się w moją stronę, widząc moją zaskoczone minę posłał mi surowe spojrzenie i kazał opuścić nam pomieszczenie nie licząc Tanaki. Ja wraz z moimi blondwłosymi przyjaciółmi udałam się do kuchni i oboje popatrzyliśmy na siebie z milczącą zgodą : nasi goście nie zaskarbili sobie naszej sympatii, są osobami o niekonwencjonalnym zachowaniu, mają stanowczo zbyt wysokie mniemanie o osobie i zapewne jeszcze nie raz nasz zaskoczą. Potem już w ogóle niemrawo krzątaliśmy się po kuchni, nie odzywając o sobie, ostatnimi coraz trudniej coraz trudniej było nam nawiązać rozmowę. Następnie najprawdopodobniej wszystkich nas ogarnęły nostalgiczne wspomnienia o dwóch ważnych dla nas ludziach, których los niestety okazał się nie być pokrzepiający. Po paru minutach przyszedł Tanaka ze zmieszaną miną mówiąc, że hrabia Trancych nie życzy sobie naszej obecności w jego codziennych sprawunkach, mamy mu nie zajmować głowy bzdurami ani plątać się pod nogami jego służby, która ma zjawić się za godzinę, mamy sami zorganizować sobie wolny czas i robić co nam się podoba, byleby on nie musiał w tym uczestniczyć i nie zszargało to jego reputacji, a jeśli już musimy z nim porozmawiać mamy zwracać się do niego "Wasza wysokość", co było dziwne zważywszy, że był hrabią, a nie królem i wyraźnie świadczyło, że za wysoko się ceni. Aha i oczywiście nie można mi było nawet rzucić na niego okiem chyba, że mi pozwoli. Tanaka dodał też, że chłopak ma 14 lat i jego ojciec zmarł niedawno nagle, a gdy próbował dowiedzieć się coś więcej o jego ojcu lub o nim samym, chłopak znowu wpadł gniew i kazał mu się wynosić. Przewróciłam oczami przypominając sobie jego wahania nastroju i od razu wydedukowałam, że nasz nowy lokator jest osobą wybuchową, zadufaną w sobie i w dodatku tego typu szlachcicem, który uważa, że jak ktoś jest niższej sfery, to można sobie nim pomiatać i dyrygować. Po godzinę faktycznie przyjechała służba Aloisa Trance'go, ale nie udało mi się, porozmawiać z jego sługami ani dowiedzieć czegokolwiek o nich lub choćby przypatrzeć się im gruntownie, gdyż hrabia Trancy zarządził, że mamy iść bezdyskusyjnie spać, a jego słudzy pokazali mi wzrokiem, żebym się dostosowała do jego rozkazu. Kładąc się do łóżka czułam się przytłoczona wydarzeniami dzisiejszego dnia, próbowałam rozgryźć naszych nowych współlokatorów, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. W końcu stwierdziłam, że muszę poddać się temu co przyniesie przyszłość głęboko żałując, że nie mogę poprosić o radę swojego prawdziwego pana i oczywiście usłyszeć ten naglący, stawiający wszystkich do pionu głos jego kamerdynera, który zrobił coś czego nikt się nie spodziewał, a na zawsze zapadło to w naszej pamięci. Nigdy tego nie zapomnimy. Ani mu nie wybaczymy, jeśli tchórz zechce powrócić do posiadłości. Niestety czasami tak trudno jest opanować tęsknotę, nadzieję i gwałtowne zrywy uczuć...

Moje wypocinyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz