P.A.
Następnego dnia
Tej nocy również nie udało mi się przespać spokojnie. Koszmary... No ale cóż. Wstałam, ogarnęłam się i postanowiłam przejść się przed porannym lotem z Wichurką do wioski. Mieszkańcy szykowali się już do zbliżającego się wielkimi krokami dnia Thora. Co roku na tę uroczystość są organizowane liczne zabawy i biesiady. Nasza wioska podchodzi do dnia Thora bardzo poważnie. Nigdy tego nie rozumiałam. Nie przepadam za tym świętem. Tyle roboty na jeden wieczór. Zwykle po chwili się wymykam, jak to już mam w swoim zwyczaju niezauważona.
Raz zostałam i źle to się skończyło. Co chwilę zaczepiali mnie powiedzmy podobni Smarkowi. Gdy jeszcze moi rodzice...oni cóż...lubili Jorgensonów, więc kazali mi spędzać czas ze Smarkiem. Źle mi się robi na samo wspomnienie. Ale wracając, już dzisiaj dzień Thora, więc przygotowania trwają od świtu.
Gdy obeszłam już pobieżnie rynek wioski, postanowiłam udać się do Wichurki.
Po paru godzinach latania i zapomnienia o wszystkich zmartwieniach, niestety przyszedł czas na przykre obowiązki. Jako, że dzisiaj jest dzień Thora, trening w akademii został dzisiaj przesunięty na wieczór. Skradałam się do mojej chaty aby niepostrzeżenie do niej wejść, zabrać potrzebne rzeczy i wymknąć się na trochę, jednak ktoś uprzedził moje plany
- Cześć piękna. Pani Fleur prosi o pomoc w przygotowaniach, pomożesz mi? - zapytał Sączysmark
- Ta, jasne - oświadczyłam z niechęcią, po czym udaliśmy się w stronę chaty emerytki.
Gdy doszliśmy do chaty, przywitała nas Pani Fleur. Poprosiła o pomoc w sprzątnięciu ścieżki, zawieszeniu girland i flag rozwieszanych w dniu Thora. Zajęliśmy się pracą, a starsza Pani robiła resztę obowiązków.
Po jakiś trzech godzinach prawie wszystko było skończone. Przyglądałam się zawiłemu znaczkowi na fladze, gdy nagle poczułam, że ktoś próbuję mnie objąć od tyłu. W ułamku sekundy obróciłam się i jednocześnie natychmiast odsunęłam. Dzięki Odynowi tajemniczy ktoś, kim okazał się Smark, nie zdążył mnie złapać. Zdenerwował mnie.
- Jakim prawem mnie dotykasz?! - zapytałam w złości, ciskając w Smarka ognikami z oczu
- Oj kicia, wiem, że to lubisz. To tylko kwestia czasu, nim będziemy razem - odpowiedział wymijająco i złapał mnie za nadgarstek.
- Nigdy - rzuciłam drżącym głosem. Chciałam uciec, lecz on mnie mocno trzymał. Bardzo się zdziwiłam, nigdy nie działał siłą.
Uśmiechnął się obrzydliwie.
- I tak będziesz moja. Po dobroci lub...siłą - wyszeptał ciągnąc mnie w swoją stronę
Teraz już mocno się zaniepokoiłam. Dzięki Odynowi walczyłam lepiej od Smarka, więc dałam radę wyrwać ręce i natychmiast pobiegłam do Wichurki.
- Zabierz mnie stąd mała - poprosiłam, po czym wzbiłyśmy się w powietrze.
- Mam pomysł. Na północ - oznajmiłam i tak też zrobiłyśmy.
Po paru minutach wyleciałyśmy za granicę archipelagu. Po dość długim locie wskazałam Wichurce jedną z wyższych wysp i wylądowałyśmy.
Zsiadłam z Wichurki, usiadłam na ziemi i wyjęłam z kieszonki kawałek pergaminu i węgielek. Moja przyjaciółka przyglądała się temu co robię z zaciekawieniem.
- To do mapy Czkawki - wyjaśniłam
Jakiś czas siedziałyśmy jeszcze na tej wyspie. Powściekałyśmy się i poszalałyśmy trochę łącząc powietrze i wodę.
CZYTASZ
Próba Czasu
Fanfiction!!!OPOWIADANIE NIE JEST JESZCZE!!! ⚠️ !!!SKOŃCZONE!!! ⚠️ Jak potoczyłyby się losy bohaterów gdyby Czkawka uciekł z Berk? Co stanie się z wyspą? Czy przyjaźń da radę przetrwać "Próbę Czasu"? Co ze smokami...
