Rozdział 28

48 1 0
                                        

Philip rozpalił w swojej dłoni ogień, po czym wycelował do nadchodzącej przeciwniczki. Ta zgrabnie omijała wszystkie jego pociski, a czasami nawet odpowiadała własnymi. Rzucała w niego różnymi przedmiotami, używając do tego mocy telekinezy. On również wszystkiego unikał, więc ta potyczka szybko im się znudziła. Dziewczyna wyciągnęła ręce w stronę Philipa, a kiedy ten zdziwiony czekał na jej ruch, grzejąc ogień w pięściach, poczuł, jak jakaś niewidzialna siła unosi go do góry, a następnie przerzuca hen, daleko. W oka mgnieniu znalazł się na ruchliwej alei Harbor Drive, ale długo tam nie zabawił. Jadąca osobówka uderzyła go, zanim zdążył się podnieść po upadku, i przesunęła go wprost na tory tramwajowe. Udało mu się tylko na chwilę wniknąć w swój żywioł, żeby zminimalizować obrażenia, ale siła samochodu i tak była wystarczająca, żeby go trochę poturbować.

Obolały i zdenerwowany podniósł się, mając ciągle alert z tyłu głowy, żeby jak najszybciej rozprawić się z tą gówniarą i pomóc Mii. Czas odgrywał tu kluczową rolę, a tego właśnie najbardziej mu brakowało.

Przeciwniczka na szczęście nie zwlekała i równie szybko przetransportowała się na tory z nadzieją na pokonanie właściciela Elementu. Philip był pod wrażeniem, że używanie mocy kamienia przychodziło jej tak naturalnie, zwłaszcza że jemu nauka z początku szła bardzo topornie. Nawet teraz wciąż w siebie wątpił, jakby nie czuł się wystarczająco dobry w tym, co robił. Pocieszał go jedynie fakt, że jeszcze nie zginął, więc być może nie szło mu tak fatalnie, jak sądził - i jak mówiła Mia.

Nie czekając na to, aż przeciwniczka pierwsza zaatakuje, posłał do niej ogromną kulę ognia. Nie spodziewał się jednak, że pocisk do niego wróci. Dziewczyna przechwyciła go swoimi mocami i odbiła w jego stronę jak piłeczkę do ping-ponga. Philip odskoczył w bok, a chwilę później usłyszał, jak coś z oddali zatrąbiło. "No tak, tramwaj", przypomniał sobie i ponownie wniknął w swój żywioł, żeby znowu nie oberwać od przypadkowego pojazdu bardziej niż od przeciwniczki. Kiedy tramwaj znalazł się już wystarczająco blisko, Philip uniósł się do góry i wylądował na jego dachu. Powrócił do swojej postaci, żeby nie zapalić pojazdu pełnego cywilów i już chciał z niego zeskoczyć, gdy przeciwniczka również wskoczyła na ten sam wagon. "Świetnie, Philip, tylko tego nam brakowało - ofiar wśród cywilów, brawo".

Dziewczyna użyła swoich mocy, żeby wyrwać drzwi tramwajowe i rzucić nimi w Philipa. Młody prawnik nie zdążył zrobić uniku i tak naprawdę nawet by nie wiedział, jak to zrobić, żeby nie spaść z pojazdu, przez co noga mu się ześlizgnęła i w ostatniej chwili złapał się krawędzi dachu. Próbował się z powrotem wdrapać własnymi siłami, ale gdy usłyszał krzyki pasażerów, musiał się pośpieszyć. Wniknął w swój żywioł i uniósł się do góry, po czym znów wylądował na dachu. Rozejrzał się dookoła, lecz nikogo nie widział. Kiedy on tak chwilowo zwisał z tramwaju, przeciwniczka chyba dała nogę. Pochylił się więc w stronę otworu, w którym wcześniej były drzwi, żeby sprawdzić, co się działo w środku zatłoczonego tramwaju, ale raczej niczego dobrego się nie spodziewał. Ludzie kurczowo trzymali się siedzeń i barierek, żeby nie wypaść na zewnątrz, a ich twarze były przerażone. Na widok płonącego człowieka zaglądającego przez otwór po wyrwanych drzwiach ktoś krzyknął: "Duchy!". Philip wrócił więc do swojej postaci i założył maskę, a następnie wskoczył do środka wagonu.

Wewnątrz panowała cisza, jakby pasażerowie bali się cokolwiek powiedzieć, żeby nie zginąć. Philip rozglądał się na boki, ale nie miał szans namierzyć wroga wśród tylu ludzi. W końcu ktoś jednak odważył się przemówić i zwrócił jego uwagę na to, co się działo za jego plecami. Gdy Philip obejrzał się, zobaczył nieprzytomnego maszynistę oraz odchodzącą od jego siedzenia terrorystkę.

To było złe miejsce na walkę. Bardzo złe. Ale nie miał wyboru. Nie mógł pozwolić tym ludziom zginąć.

Zamachnął się płonącą pięścią, ale przeciwniczka zablokowała cios. Drugiego na szczęście już jej się nie udało, więc gdy dostała ogniem w brzuch, uniosła Philipa lekko do góry, a następnie wyrzuciła go z pojazdu. Przeleciał tuż obok kobiety z dwójką dzieci, które ta usilnie trzymała przy sobie, niestety jednego nie zdołała całkowicie utrzymać. Mały chłopiec wypadł na zewnątrz razem z władcą ognia. Philip chwycił go za rękę w ostatniej chwili, a drugą złapał się uchwytu przymocowanego przy wejściu. Wiedział, że długo tak nie pociągnie, a tramwaj zaraz zderzy się z innym pojazdem, więc musiał szybko coś wykombinować. Przyciągnął chłopca do siebie, a ten coraz bardziej płakał, dlatego raczej na współpracę z małym nie mógł liczyć. Odszukał wzrokiem jego matkę lub opiekunkę, lecz ta stała dość daleko i bała się podejść do krawędzi. Musiał zatem spróbować innego sposobu.

Elements 3Where stories live. Discover now