-Wibracja drogi życia?- przepytywaliśmy się z numerologii z Tonym następnego dnia przy śniadaniu.
-Suma cyfr daty urodzenia, cyfry wyniku dodajemy, banalne- założyłam ręce na piersi.- Czym są liczby mistrzowskie?
-Nie podlegają redukcji, 11, 22 i 33- od razu odpowiedział- stara, umiemy to na blachę.
-Prawda.
-Dawaj ploty z wczoraj.
-Jakie niby?
-No co tam się działo, chciałem tam za wami lecieć, ale Corner się na mnie drze, żebym został, bo wy tam jakieś plany macie.
-Corner się drze?- uniosłam pytająco brew- Nie przesadzasz aby?
Wzruszył ramionami.
-Zabini jest zazdrosny o ciebie i Freyę- wyszeptałam po czym dostaliśmy ataku śmiechu do tego stopnia, że nie mogliśmy złapać oddechu.
-Żyjecie?- spytał Zabini który właśnie podszedł do naszego stolika z Freyą i Malfoyem.
-Stary, jesteś cały czerwony- wytknęłam mu.
-I vice versa, oj kochana twoje poczucie humoru.
-Wiem, wiem.
-Jak tam kochani, kac?- zagadnęłam.
-Ta dwójka to pizdy, więc oczywiście- wytknął im Malfoy.
-A pan panie Malfoy, samiec alfa, nic nie ruszy?- spytał ironicznie Tony.
Blondyn nie odpowiedział, a jedynie zabrał się za nalewanie sobie kawy.
-Druga Isobel się znalazła, pani nic mnie nie ruszy.- stwierdziła Freya, smarując tost dżemem malinowym.
W tym samym momencie zabiliśmy ją wzrokiem.
-Błagam cię, nie obrażaj mnie porównując mnie do niego.
-Ciebie? To ja tu jestem urażony, do jebanej krukonki mnie porównywać.
Już miałam coś powiedzieć, gdy na Wielką Salę wleciała Audrey, moja sowa. Przeleciała nad naszymi głowami zrzucając przede mną paczkę. Otworzyłam ją i wyjęłam z niej list.
Twoja matka zabiłaby mnie, gdyby wiedziała, że Ci to wysyłam, ale uważam, że to jedyne słuszne wyjście. Zasługujesz na to.
Richard
Zauważyłam, że w paczce znajduje się coś jeszcze. Pamiętnik mojej matki.
-Co jest?- spytał Tony, widząc moją przestraszoną minę.
-Potem pogadamy.
Wzięłam paczkę pod pachę i szybko opuściłam Wielką Salę. Nogi same poniosły mnie na skałkę, którą pokazali nam dwa tygodnie ślizgoni. Pamiętam ten dzień, mimo wszystko bardzo dobrze. Byłam szczęśliwa, czy po przeczytaniu tego to wszystko się nie zmieni?
Wspięłam się na górę i westchnęłam, patrząc na widok. Wiatr rozwiewał mi włosy, gdy patrzyłam na błonia. Potter właśnie szedł z Weasleyem do Hagrida, a jakieś małe puchonki ćwiczyły latanie na miotle. Na niebie zbierały się ciemne chmury i pomyślałam sobie, że to metafora tego momentu.
Usiadłam na brzegu skały, zwieszając nogi nad przepaścią. Spojrzałam w dół. Pod moimi wysoki butami woda rozbijała się o skały.
Sięgnęłam po paczkę, wyjęłam z niej dziennik i otworzyłam na przypadkowej stronie.
13.04.1979
Drogi Pamiętniku
Nie odnajduję się w znajomym mi świecie. Corban mnie przeraża. Ostatnimi czasy zafascynowany jest sektą czarnoksiężników, kierowanych przez czarnoksiężnika nazywającego siebie Lordem Voldemortem. Uważa, że oddanie przywództwa nad światem magicznym jednej potężnej osobie ustabilizuje system. Uważa, że demokracja jest systemem dla idiotów, bo czarodzieje to idioci. Nie mogę się z tym nie zgodzić, ale wizje owego czarnoksiężnika wydają mi się zbyt radykalne. Od zawsze nie lubię szlam, ale gdy widzę ich śmierć, zdaję sobie sprawę z tego, że nigdy tego nie chciałam. Nie chciałam ich wokół siebie, bo nie zasługują na taką pozycję, jak my, ale nie chciałam ich śmierci. Nie zasługują na śmierć, a jedynie na opuszczenie naszego świata, bo tu nie przynależą. Co więcej, ja na to nie zasługuję, nie zasługuję na to, żeby musieć na to patrzeć.
26.04.1979
Drogi Pamiętniku
Byłam dzisiaj z Corbanem na spotkaniu popleczników Lorda Voldemorta, grupa ta nazywa siebie śmierciożercami. Corban od dawna planował oficjalną przynależność do tej grupy, ale dzisiaj oficjalnie otrzymał mroczny znak. Po otrzymaniu go dostał misję od Czarnego Pana, aby zabić mugoli. Toczę ze sobą konflikt wewnętrzny. Z jednej strony nienawidzę mugoli. Z drugiej jednak, gdy zobaczyłam, jak miłość mojego życia rzuca na nich crucio, słyszałam ich krzyki, widziałam ich krew, a następnie śmierć, zrozumiałam, że tak nie można. Corban z kolei namawia mnie, abym do nich dołączyła. Ja jednak nie mogę, nie mogę narażać na to siebie, nie mogę narażać na to naszego dziecka. Corban nie wie, że jestem w ciąży. Uciekłabym z tą małą istotą, bo mimo, że jeszcze jej nie poznałam, kocham ją nad życie, ale Corbana również kocham. To miłość mojego życia i wierzę, że uda mi się go namówić do opuszczenia kręgów Czarnego Pana, może przemówię mu do rozumu.
19.06.1989
Drogi Pamiętniku
Jestem prawdopodobnie najgłupszą osobą na świecie. Powiedziałam Corbanowi, że jestem w ciąży. On chyba też jest głupi skoro nie zauważył tego przez ostatnie dwa miesiące. Albo po prostu jest ignorantem, patrząc na jego poglądy. Niezwykle się ucieszył i już myślałam, że może odejdzie od Czarnego Pana. Już myślałam, że nie będzie chciał, aby jego dziecko dorastało otoczone przez śmierć. On jednak ucieszył się, iż da swojemu panu nowego poplecznika. Stwierdził, że nie widzi nic złego w nałożeniu znaku na nowonarodzone dziecko, aby już od pierwszych chwil życia było lojalne wobec pożal się Merlinie Czarnego Pana. Chciałby nasze nowo narodzone dziecko oddać jemu w imię lojalności. Udaję, że zgadzam się z jego poglądami, jednak gdy tylko skończymy Hogwart, już za parę dni, ucieknę z dzieckiem tak aby mnie nie znalazł. Kocham go nad życie, jednak to dziecko kocham bardziej. Nie dość, że jestem głupia, to jeszcze socjopatką, bo tylko socjopata może pokochać potwora, jakim jest Corban. A ja... Ja nigdy ani trochę nie przestałam go kochać
CZYTASZ
Heart attack~ Draco Malfoy
Fanfiction-Oczekujesz, że będę ci się teraz zwierzać? W takim razie jesteś wyjątkowo tępa jak na krukonkę. -Ty za to jesteś najbardziej stereotypowym ślizgonem. -Nic o mnie nie wiesz. -To prawda- przyznałam zawieszając wzrok na chłopaku
