W ciemnym, zadymionym salonie na samym dnie piekła – w piwnicy ekskluzywnego klubu, do którego wstęp mieli jedynie Najwyżsi Źli, a nawet sama Śmierć – rozgrywała się partia, w której żetony nie miały znaczenia.
Stół był czerwony jak świeża krew a na jego blacie piętrzyły się stosy szlachetnych kamieni i złotych monet, butelki z czymś gęstszym niż whisky i rozrzucone karty – same asy i króle, jakby los sam oszukiwał. Po środku tego wszystkiego, siedział nagi, skuty srebrnym łańcuchem młodzieniec.
Blond chłopak o porcelanowej skórze i oczach, w których nie było już strachu – tylko rezygnacja tak głęboka, że wyglądała jak spokój. Łańcuch oplatał mu szyję, biodra i kostkę u nogi; końcówka znikała pod stołem, przypięta do czegoś, czego nie widział, choć wiedział, że nie zdołałby się uwolnić, nawet gdyby mocno szarpał. Był żywą nagrodą, rzuconą na stół przez gospodarza.
Wokół stołu siedzieli ci, którzy mogli wygrać go na jedną noc, kilka dni, bądź na zawsze, zależnie od stawki. Dziś była najwyższa. Po jego lewej znajdował się łysy demon w muszce, z palcami jak szpony, który od godziny nie podnosi wzroku znad kart. Naprzeciwko niego rudowłosy elegant w kamizelce – uśmiechał się, jakby już wiedział, że wygra. Z tyłu, z cygarem w zębach i rogami wyrastającymi z czoła, siedział sam gospodarz wieczoru. To on rzucił chłopaka na środek stołu trzy rundy temu, mówiąc spokojnie:
– Ostatnia rozgrywka po pięć rund. Kto wygra, zabiera chłopaka.
Obok niego siedział starzec z twarzą pooraną bliznami, który właśnie położył dłoń na ramieniu rudowłosego i szepcze mu coś do ucha – pewnie radził, ile jeszcze podbić. Powietrze było gęste od dymu i napięcia.
Chłopak nie ruszał się. Tylko raz, bardzo powoli, podniósł wzrok i spojrzał wprost na rudowłosego. Oczy mężczyzny zabłysły głębokim szkarłatem, jakby w tym ułamku chwili mógł zajrzeć w samo jądro jego duszy. Jakby wiedział kim był w poprzednim życiu i jak tu trafił. Może był synem jakiegoś szubrawca, może kochankiem dłużnika, może po prostu pechowcem, który przegrał w złą grę. Teraz był przedmiotem. Nagrodą. Duszą, którą można było wygrać, a potem złamać.
Kto wygra – ten zabierze go ze sobą. Kto przegra – będzie musiał patrzeć, jak inni go biorą.
I właśnie w tej chwili rudowłosy dobrał ostatnią kartę, ale uśmiechając się szeroko pozostawił ją zakrytą.
– All in – oznajmił, nawet nie zaglądając we własne karty, tylko kładąc na stole szkatułkę z inkrustowanego srebra.
Łańcuch zabrzęczał delikatnie, gdy chłopak drgnął. Tylko raz. Bo wiedział, że za chwilę gra się skończy a jego historia dopiero się zacznie.
Gdy wszyscy obstawili, rudowłosy odwrócił kartę. Cisza, która zapadła nad stołem, była tak gęsta, że słychać było, jak krew pulsuje w skroniach wszystkich obecnych. Król kier. Ostatnia figura, której brakowało do royal flusha.
Łysy demon w muszce zacisnął szczęki tak mocno, że coś w jego żuchwie chrupnęło. Starzec z bliznami tylko parsknął krótkim, suchym śmiechem i odchylił się na krześle, jakby właśnie stracił nie diamenty, a duszę. Rogaty gospodarz uniósł brew – w jego oczach błysnęło coś na kształt szacunku... i żalu.
– Gratulacje, Vincencie – powiedział niskim, chrapliwym głosem. – Chłopak jest twój. Zabieraj go.
Rudowłosy – Vincent – nie wstał od razu. Zamiast tego powoli obrócił głowę w stronę nagiego blondyna. Ich spojrzenia spotkały się po raz drugi tej nocy. Tym razem w oczach chłopaka nie było już rezygnacji. Było coś gorszego: świadomość, że znów został sprzedany, ale tym razem nie wróci do gospodarza tego piekielnego przybytku.
CZYTASZ
Wrota (Yaoi)
Lãng mạnMasz przed sobą zbiór mrocznych opowieści fantasy, który zabierze Cię w podróż przez światy pełne tajemnic, grozy i niespodziewanych zwrotów akcji. Każda z historii otwiera drzwi do innego wymiaru, gdzie magia i mrok przenikają się nawzajem, a bohat...
