Moje stopy odbijają się od chodnika jak piłeczki kauczukowe, zostawiając na nim ogromne piętno zgromadzonego we mnie bólu i żalu. Biegnę i chociaż płuca odmawiają mi posłuszeństwa, to z szaloną prędkością przebieram swoimi nogami, tak jak gdyby gonił mnie jakiś psychopata.
A może tak jest?
Moja głupota jest o krok za mną, jeśli zatrzymam się teraz, to będzie oznaczać tylko jedno - przegraną. Przegraną z własnymi uczuciami. Znów zamkną mnie w klatce, zaciągną na dno i pozostawią tam, być może teraz na dłużej. Skują moje nadgarstki i nie pozwolą nic zrobić. Nie chcę tam wracać, nie cofnę się. Nie mogę.
Łudziłam się, że do tego spotkanie nigdy nie dojdzie. Tak cholernie się łudziłam. Miałam nadzieję, że nie zobaczę jego twarzy, idealnie na żelowanych blond włosów i, że już nigdy nie poczuję tego zapachu, który zniewalał i nie pozwalał mi spać.
Tak kurewsko się pomyliłam.
Znów wbił szpilę w moje serce, które już i tak robiło za poduszeczkę na igły.
Słyszę jak męski, obcy głos wymawia moje imię. Robi to bardzo subtelnie i intrygująco, jednak nie na tyle bym się zatrzymała.
Nie mogę, muszę biec.
Jednak znów słyszę swoje imię.
Czy to mój umysł już wariuje?
Czy to moja bezradność biegnie za mną, by zamknąć mnie w tej cholernej, pustej i chłodnej celi?
Mężczyzna zatrzymuje mnie swoją ciepłą dużą dłonią i przyciąga do umięśnionego torsu. Czuję się dziwnie, wylewając łzy przesączone jadem Lukey'a w czarną tkaninę obcego mi chłopaka, jednak z drugiej strony ogarnia mnie spokój. Nie mam siły by wyrwać się z mocnego uścisku, a może najzwyczajniej w świecie nie chcę?
Silne ramiona nieznajomego stają się moim murem ochronnym przed niebezpieczeństwem, czyhającym na taką osóbkę jak ja w tym brutalnym świecie , są jak moja tratwa, wybawiające mnie przed upadkiem na dno. Jego zapach zmieszany z nikotyną daje mi nadzieję, nadzieję na lepsze jutro.
- Już dobrze, słońce - mówi zachrypniętym głosem, kołysząc mną.
Uspokajam się lekko, spychając dzisiejszą rozmowę w kąt, jednak nie jest to takie proste. Zbieram w sobie wszystkie siły i odpycham od chłopaka. Zadzieram głowę do góry, gdyż jest znacznie wyższy ode mnie.
Jego jedwabiste, kasztanowe loki są zaczesane w tył. W oczach chłopaka kryje się szmaragdowe morze, co brzmi dosyć śmiesznie, ale nie mogę ująć tego niezwykłego zjawiska inaczej. Z dziwnym błyskiem sunie nimi po mojej twarzy, jakby wyszukując w niej streszczenia wydarzeń sprzed chwili. Ma wystające kości policzkowe, a jego szczęka jest zaciśnięta, jednak po chwili rozluźnia się, a kącik pełnych, soczystych ust unoszą się delikatnie w górę, odkrywając małe, urocze dołeczki.
Bardzo mi kogoś przypomina, jednak nie potrafię go nigdzie wpasować w mojej głowie.
- May nie mówiła, że jej współlokatorka jest aż tak seksowna - mówi zachrypniętym głosem, zniżającym się do szeptu.
Czerwienię się, na co jego uśmiech poszerza się jeszcze bardziej.
- Jestem Harry - przedstawia się, a ja niemal zakrywam dłonią swoje usta.
- Harry Styles - mówię, wciąż jeszcze łkając. Czuję zażenowanie, wpływające na moją twarz. - May mi nie mówiła...
- May to podła jędza - śmieje się, przerywając mi. Jego śmiech odbija się głębokim echem w mojej głowie. - I potrafi na prawdę wkurwić jak nikt inny. Rozumiem, że ciebie też już zdążyła porządnie postraszyć? - przekrzywia głowę i uważnie mi się przypatruje z dziwnym błyskiem w szmaragdowych oczach.
CZYTASZ
Best Friends Forever?/ L.H
FanfictionMaggie i Luke przyjaźnią się ze sobą od wielu lat, są niemalże nierozłączni. Dziewczyna wspiera chłopaka i bardzo mu pomaga w realizacji marzeń. Luke tuż przed wyjazdem składa jej obietnice, że nie zapomni o niej. Niestety nie dotrzymuje danego słow...
