Obudził mnie zapach naleślików. Killian stał przy kuchence i podśpiewywał pod nosem.
-Dzień dobry Lari-przywitał się kiedy objęłam go w pasie.
-Mhm-odparłam nieprzytomnie.
-Jakie plany na dzisiaj?
-Nie twój biznes.
-Nie?
-Nie. Ty się pakujesz i wracasz do domu. Zakończę to tak jak zaczęłam, sama.
-Lari...
-Killian..
-Nie brakuje ci treningów z kimś, kto faktycznie ma chociaż minimalne szanse?- I tu mnie miał. Żeby nie wiem jak się starali, żaden sparing nie stanowi dla mnie problemu. Ba, nawet się nie rozkręcę, a już jest koniec.
-Dobra. Idziesz ze mną. Ale potem wracasz.-odezwałam się i poszłam wziąć prysznic.
Wiedziałam, że spotkanie tej dwójki nie będzie przyjemne, ale ciekawość zwyciężyła. Ciekawość i chęć do walki.
Weszliśmy z Killianem na siłownię śmiejąc się. Dosłownie wskoczyłam na ring i lekko podskakiwałam rozgrewając się.
-Gotowa na walkę Lari?-zapytał blondyn.
-Gotowy na przegraną kotku?
-Z tobą zawsze-oznajmił i zaatakował. O tak! Cholernie mi tego brakowało. Sparing z Killianem to bajka! Po kilku minutach potężnego wysiłku, prawdziwych ciosów, kopnięć i żadnego wycofania czy powstrzymywania wokół ringu zebrała się spora grupa zdziwionych ludzi.
Skończyło się na tym, że padliśmy z Killianem na ring w tym samym momencie śmiejąc się jak opętani.
-Widzę, że znalazłaś kogoś, kto wytrzymuje twoje tempo Val-zaśmiał się Jamie wchodząc na ring.
-Nie tylko w tym, prawda Lari? Jestem Killian. Jej chłopak-przedstawił się podając brunetowi rękę. Ten tylko spojrzał, po czym z niedowierzaniem w głosie powiedział:
-Chłopak mówisz? To dziwne, bo widzisz, po wczorajszym myślałem, że to ja mam tę posadę.
-Żaden z was nim nie jest-rzuciłam jedynie schodząc z ringu. Killian oczywiście pobiegł za mną.
-Lari...
-Zamknij się! Chłopak? Serio?
-A nie?
-Dobrze wiesz...słuchaj imbecylu, mam zadanie do wykonania i nie masz prawa mi w nim przeszkadzać!
-Twoje zadanie nie obejmuje umawiania się z nim!
-A jeśli chcę?
-Nie możesz!
-Bo co? Bo ty tak mówisz?!
-Tak!
-Dobrze ci radzę, wracaj do mieszkania, zabierz swoje rzeczy i wracaj do domu.
-Albo?
-Nie chcesz wiedzieć-syknęłam.
Porządnie się zdenerwowałam. Nie może tak sobie przyjeżdżać i psuć mi szyków!
Nie, to nie o to chodziło. Dużo bardziej zdenerwował mnie zimny wzrok Jamiego, kiedy usłyszał Killiana.
Tylko dlaczego?
_________________________________
-Jamie! Poczekaj chwilę!-zawołałam kiedy zobaczyłam bruneta wsiadającego do auta. Podbiegłam i zajęłam miejsce pasażera.
-Co jest?-zapytał sztywno.
-Pogadajmy.
-O czym?
-O dzisiajszej sytuacji?
-Nic się nie stało prawda? Tylko się całowaliśmy...-powiedział wzruszając ramionami.
-Aha. Ja...myślałam, że to nie był "tylko" pocałunek. Nie ważne.
-Val, to ty przychodzisz z jakimś blondaskiem, który przedstawia się jako twój chłopak. Widziałem jak na ciebie patrzył podczas walki i...
-Mogę ci coś pokazać?-przerwałam mu.
-A nie skończę w trumnie?
-Jeszcze nie.
-No dobra.
-Ja prowadzę-oznajmiłam, a chłopak wywracając oczami zamienił się ze mną miejscami.
__________________________________
Dostałam kiedyś niesamowitą książkę, napisaną przez angielskiego autora. Jakiś romans, z Londynem w tle. W powieści opisane było pewne miejsce, w którym zaczyna się i kończy akcja.
Kiedy tu przyjechałam, postanowiłam sprawdzić, czy owe miejsce istnieje, czy też był to tylko wytwór wyobraźni autora. Na moje szczęście okazało się, że pisarz uwiecznił na kartach powieści niebywałe miejsce, które ze względu na powieść stało się dość popularne.
Większość ludzi nie zwracała jednak uwagi, na to na co ja, jako zabójca, zwracałam. Właśnie dlatego pośród przepięknego, ukrytego na przedmieściach parku udało mi się odnaleść altanę, która była praktycznie niewidzialna, przez porastający ją bluszcz. Altana stanowiła idealny punkt obserwacyjny, a ponadto była śliczna. Tam właśnie zabrałam Jamiego.
-Co to za miejsce?-zapytał oniemiały, kiedy dotarliśmy.
-Sprawdzałam, czy park opisywany w książce faktycznie istnieje i bam, trafiłam tu.
-Że też ja nie mam takiego szczęścia. To jest idealna miejscówka na randkę.
-Skoro tak mówisz...
-Czekaj. Ty nigdy nie byłaś na takiej prawdziwej randce?
-Nie.
-A ten cały Killian?
-Wychowywaliśmy się razem i...jakoś tak wyszło, że coś do mnie poczuł.
-A ty?
-Kocham go ale...wiesz, ciężko mi powiedzieć, czy to właśnie TO jeśli nigdy nie poznałam czegoś innego, a ty...Ty jesteś moim "czymś innym", w dodatku takim cholernie przystojnym-zaśmiałam się lekko.
-Tylko widzisz Val, ja nie chcę być "czymś innym'' ja chcę być wszystkim-oznajmił i mocno mnie pocałował. Czułam ciarki spowodowane jego dotykiem i przyjemne "motylki". Nie potrafiłam mu się oprzeć. Nie chciałam.
Oddałam pocałunek i wplotłam palce w jego włosy. Czułam się jednocześnie niesamowicie i okropnie. On jest moim celem, a ja się w nim zakochałam. Tak. Zrozumiałam to w tej chwili. Killian nieważne jak się starał nigdy nie wywoływał we mnie aż tak silnych uczuć. Każde dotknięcie Jamiego wypalało dziury na mojej skórze, jego wzrok odnajdował drogę do mojej duszy a usta...o rany.
Miałam przesrane.
___________________________________
Obudziłam się i spojrzałam na śpiącego obok chłopaka. Jego ciemne włosy przykrywały zamknięte oczy. Spokojny oddech unosił szeroką klatkę piersiową. W świetle wpadającego przez okno słońca na bladej skórze chłopaka odbijały się krwiste malinki...
-Gapisz się, jak byś planowała morderswo-odezwał się nagle.
-Nie muszę, mam je zaplanowane już dawno.
-Mhm.
-Pamiętasz jak mówiłeś, że lubisz gotować?
-Mhm.
-Mam ochotę na gofry.
-Już się robi-powiedział wesoło i pocałował mnie w policzek, po czym sięgnął po leżące na ziemi bokserki i wyszedł.
Ja wstałam dopiero kiedy poczułam zapach gofrów. Ubrałam swoje spodnie i koszulkę Jamiego, gdyż moja była...no...porwana. Zeszłam na dół i stanęłam w progu kuchni.
-Dzień dobry-przywitałam ojca Jamiego, który na mój widok wypuścił z ręki szklankę. Z zadowolonym uśmiechem podeszłam do stojącego przy blacie chłopaka i objęłam. Jego ojciec rzucał mi nienawistne spojrzenia zbierając z ziemi stłuczone szkło.
Postanowiłam wykorzystać okazję i sięgnęłam po nóż. Urgen ponownie wypuścił wszystko z rąk.
-Jamie pomóż mi proszę-odezwał się szybko.
-Jasne-westchnął chłopak i kucnął tuż obok ojca. Nałożyłam sobie porcję gofrów na talerz i usiadłam na blacie.
-Faktycznie miałeś rację. Po upojnej nocy ulubione danie smakuje zdecydowanie lepiej-odezwałam się, a Urgen głośno nabrał powietrza. Jamie zaśmiał się dźwięcznie i podszedł do mnie. Przytulił mnie, a ja uśmiechając się złowieszczo do Urgena zręcznie ucisnęłam odpowiednie złączenia nerwowe i Jamie upadł nieprzytomny na ziemię.
-Ty!-zawył Urgen rzucając się w moją stronę. Jednym ruchem powaliłam go na ziemię i przyciskając nóż do jego szyi uśmiechnęłam się.
-Miłych snów. Wiesz gdzie szukać syna, kiedy się obudzisz-rzuciłam i uderzyłam mężczyznę na tyle mocno, że stracił przytomność. Sięgnęłam po telefon komórkowy jednego z nich i wybrałam dobrze mi znany numer.
-Varali jak mniemam-usłyszałam w słuchawce.
-Potrzebuję podwózki, mam dodatkowego pasażera-powiedziałam szybko i spojrzałam na leżacego na ziemi chłopaka. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie chciałam tego robić, ale miałam obowiązki.
-Zaraz będę-usłyszałam w słuchawce i odłożyłam ją na blat.
Miałam tylko nadzieję, że to nie ja będę zmuszona do odebrania Jamiemu życia, kiedy Urgen po niego przyjdzie. Bo przyjdzie, tego byłam pewna.
CZYTASZ
Killer...
Teen FictionGłówna bohaterka nie jest zwyczajna. I nie chodzi tu bynajmniej o wygląd. Bo przecież jaka NORMALNA nastolatka potrafi zabijać, tym bardziej na polecenie? Jak zmieni się jej życie, gdy CEL stanie się jej obiektem westchnień?
