Nie mogę, nie chcę

287 34 7
                                        

-Wiesz, kiedy mi powtarzałaś, że jesteś mordercą, to nie sądziłem, że to na serio-powiedział Jamie po długiej ciszy. Był zamknięty w celi. Obudził się tu i od dobrych kilku godzin siedział bez ruchu.
-Nikt nigdy nie wierzy-odparłam.
-Wyjaśnisz mi chociaż o co chodzi? Dlaczego tu jestem? Co zrobiłem?
-Ty nic. Twój ojciec, owszem.
-Co?
-Nic. Nie masz się o co martwić, narazie-powiedziałam kierując się do wyjścia. Nie potrafiłam patrzeć na niego. Nie teraz, kiedy siedział za kratami i patrzył na mnie z bólem w oczach. Zraniłam go. Myślał, że go wykorzystałam, że nic nie czułam, że...
-Wiesz, na początku się zastanawiałem, skąd taka dziewczyna jak ty potrafi walczyć. Później zastanawiałem się dlaczego ze mną rozmawiasz. Wczoraj zacząłem myśleć, że jestem cholernym szczęściarzem, bo...ale to wszystko było udawane.
-Nie. Nie było-powiedziałam cicho-Ja...na początku taki był mój plan. Zauroczyć cię, poczekać aż nie będziesz się spodziewać i zaatakować. Potem cię trochę poznałam, polubiłam. To ty zauroczyłeś mnie, nie na odwrót.
-Więc dlaczego to robisz?
-Bo mam obowiązki wobec Ligi-odparłam i zostawiłam go samego.
______________________________________

-Nie mogę-pisnęłam pociągając nosem. Ręce mi się trzęsły, oczy zachodziły łzami a serce waliło jak oszalałe. Stałam przed ogromnym psem. Wilczur był prawie mojego wzrostu i patrzył na mnie ogromnymi, smutnymi oczami. Wiedział co go czeka.
-Zrób to Varali!-zagrzmiał głos. Nie chciałam, nie mogłam. Wychowywałam tego wilka przez ostatnie 3 lata. Jak miałam go zabić?
-Ale...
-To jest dokładnie to, czym się zajmujemy. Zabijamy. Zrób to!-powtórzył po raz kolejny. Nabrałam oddech i stanęłam w odpowiedniej pozycji. Jednen rzut. Byłam w tym dobra. Jeden celny rzut i będzie po sprawie.
Na trzy.
Raz...
Dwa...
Trzy...
I na sali rozległ się cichy pisk zwierzęcia, które właśnie opadało bez życia na ziemię.
-Gratuluję. Możemy przejść do kolejnej części szkolenia-powiedział mistrz podczas gdy ja opadłam na kolana zalewając się gorącymi łzami.
______________________________________

Moje łóżko jeszcze nigdy nie było tak niewygodne. Przewracałam się z boku na bok. Nie mogłam zasnąć, ze świadomością, że on tam jest.
-Lari? Śpisz?-usłyszałam zza drzwi dźwięk głosu Karo, młodszego brata Killiana.
-Nie. Wejdź-odparłam a mały szybko wszedł do pokoju i położył się tuż obok mnie.
-Miałem koszmar-powiedział wtulając się w mój bok.
-O czym?
-Że nie wracasz. Zawsze je mam,kiedy wyjeżdżasz. A ty czemu nie śpisz? Przez tego chłopaka?-zapytał szeptem. To zadziwiające jak wiele zauważa taki mały człowiek.
-To nie PRZEZ niego. Ja...to trochę pokręcone.
-Killian mówi, że się zakochałaś.
-Bo chyba tak jest-westchnęłam smutno.
-To co zrobisz?
-Nie wiem mały, a ty co byś zrobił?
-Ja? Zapytałbym tatę, albo ciebie.
-Mnie? Czemu nie Killiana?
-Bo on zawsze robi to co chcesz ty, albo tato.
-Serio?
-Aha. Lari jak ty właściwie się u nas znalazłaś?
-Czemu pytasz?
-Bo dzisiaj na szkoleniu jeden chłopak z Polowania mówił, że już cię kiedyś widział, ale jak byłaś mała i miałaś na imię Emily.
-Przyjechałam tu z rodzicami na wycieczkę. Mieliśny wypadek i moi rodzice zginęli. Łaziłam po górach w poszukiwaniu pomocy, aż znalazłam świątynię.
-I mój tato cię przygarnął?
-Tak.
-To fajnie.
-Wiem.
-Lari?
-Mhm?
-Kochasz Killiana? Tak jak tego chłopaka?
-Chyba tak.
-A można tak kochać 2 osoby?
-Jeśli ma się wystarczająco duże serce, to można.
-To ty musisz mieć strasnie duże skoro kochasz aż tyle osób.
-Aż tyle?
-No mnie, Kiliana, tatę, tego chłopaka...to fajnie.
-Byłoby mi chyba łatwiej, gdybym kochała tylko ciebie maluchu.
-Nie. Byłabyś smutna. Wolę jak kochasz dużo osób.
-Dlaczego?
-Bo wtedy się uśmiechasz. A jak ty się uśmiechasz, to tak jakby świecił kaiężyc. Wszyscy się cieszą bo jest piękny.
-Dziękuję Karo.
-Mogę z tobą zostać? Spać tutaj?
-Jasne, ale pod warunkiem, że jutro ze mną poćwiczysz.
-Okej-powiedział ziewając i zaraz zasnął. Chwilę zastanawiałam się nad tym, co powiedział. To zabawne jak mądre potrafi być dziecko, jeśli się go posłucha.
Ciche pochrapywanie Karo spowodowało, że ja też zrobiłam się senna. Przytuliłam chłopca i z twarzą w jego zabawnie poskręcanych, blond włosach, które zawsze pachniały jak deser owocowy, zapadłam w głęboki sen.
__________________________________
-Jak ty to robisz?!-zawołał Karo patrząc jak każdy rzucony przeze mnie nóż trafia w cel.
-Chodź, pokażę ci-poleciłam a mały zaraz przybiegł do mnie. Podałam mu nóż i kucnęłam-Widzisz tę tarczę?-zapytałam wskazując na cel znajdujący się kilka metrów przed nami.
-Aha.
-Wyobraź sobie, że na środku jest wielki pająk, a ty musisz go trafić-tłumaczyłam-teraz chwyć nóż tutaj-ułożyłam ostrze na dłoni chłopca w odpowiedni sposób-i rzuć. Pamiętaj, żeby użyć nadgarstka. Musisz wprawić w ruch całe ramię, ale sam rzut powinien wychodzić z nadgarstka.
Chłopiec wykonał moje polecenia i wypuścił z dłoni ostrze.
-Udało się!-zawołał kiedy ptzedmiot wbił się w tarczę, tuż pod drugą obręczą.
-Teraz jeszcze poćwiczysz nad celnością i możesz zacząć grać w rzutki-zakpił Killian, który bezcerwmonialnie wkroczł do sali.
-Spadaj. Dobrze mu idzie-sprzeciwiłam się.
-Nie to co tobie Lari. Co ten koleś tu robi?-zapytał wściekle.
-Mały, idź pokaż tacie jak dobrze rzucasz-poprosiłam chłopca, który wyczuwając napięcie, bez sprzeciwów wyszedł zamykając drzwi.
-Więc?-odezwał się Killian.
-Więc co? Jest tu.
-Miałaś go zabić!
-Nie. Miałam sprawić ból jego ojcu, zrobię to etapami.
-Nie. Próbujesz odwlec moment, w którym go zabijasz Lari.
-Nie będziesz kwestionował tego co robię! Jak myślisz, dlaczego to ja dostaję misje, a nie ty?
-Lari...
-Wiesz dlaczego? Bo ja je wypełniam. Bo ja przestrzegam zasad i wykonuję rozkazy! Moje uczucia nie mają znaczenia.
-Czyli przyznajesz, że coś do niego czujesz?
-Tak! I co to zmienia?!
-Dla mnie? Nic. Ale dla mojego ojca może tak-syknął i wściekły wyszedł z sali. Nie obchodziło mnie czy powie mistrzowi czy nie. Władca Ligi mi ufał i wiedział, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment zrobię to co trzeba.
Szkoda tylko, że ja nie byłam tego taka pewna...

__________________________________

-Gdzie on jest?!-zawył donośny głos, kiedy członkowie Ligi wprowadzili go do sali. Urgen Polyger wyrywał się i rzucał na wszystkich mordercze spojrzenia. Mistrz spojrzał na niego litościwie i dał sygnał. Po chwili przez drugie drzwi ogromnej sali został wprowadzony Jamie.
-Tato!-zawołał, jednak zaraz został uciszony.
-Jamie, nic ci nie zrobili?-zapytał szybko Urgen.
-Cisza!-zawył mistrz, a jego głos poniósł się echem po sali-Skoro wszyscy się tu zebraliśmy...Urgenie, masz wobec nas dług.
-Nie mam żadnego długu!-zawołał mężczyzna wściekle.
-Nie? Ja mam inne zdanie. A skoro to ja jestem królem Ligi...moje zdanie się liczy. Twoje nie. Zacznijmy zabawę-oznajmił i skinął na wartowników. Podeszli szybko i zręcznie przykuli Jamiego do jednej ze starych kolumn. Podszedł do chłopaka i szybkim ruchem przeciągnął trzymanym w dłoni ostrzem po jego ramieniu. Odwróciłam wzrok, nie chciałam na to patrzeć. W przeciwieństwie do Killiana, który napawał się widokiem cierpiącego chłopaka.
-Nie!-zawył boleśnie Urgen-Błagam! Zrobię wszystko, tylko zostaw go w spokoju! On jest całym moim światem. Błagam.
-Też kiedyś pokładałem miłość w jednej osobie. Odebrałeś mi ją. Dlaczego miałbyn postąpić inaczej?-zapytał mistrz.
-Przez nią-wskazał na mnie.
-Cóż ma do tego Varali?-zaśmiał się mistrz.
-Kocha go. Błagam, jeśli nie ze względu na mnie, to na nią-jęknął kiedy mistrz wbił ostrze w ramię Jamiego. Chłopak zawył głośno, a katujący się mężczyzna odwrócił się w moją stronę. Nie spodobało mu się to, co usłyszał, ani to co wyczytał z mojej twarzy.
-Cóż...Varali? Podejdź proszę-powiedział po chwili milczenia. Wiedziałam co mnie czeka...
Mistrz podał mi ostrze i wskazał przykutego chłopaka.
-Nie mogę-szepnęłam.
-Możesz. Możesz i zrobisz co należy-usłyszałam i zamknęłam oczy. Wzięłam kilka głębokich oddechów i ustawiłam w odpowiedniej pozycji. Jeden rzut. Jeden rzut i po wszystkim. Byłam w tym dobra.
Otworzyłam oczy i spotkałam się z pięknym uśmiechem. Nie bał się. Patrzył na mnie uśmiechając się ciepło.
Uniosłam rękę, a moje oczy zaszły łzami. Obraz zaczął mi się porządnie rozmazywać, jednak nie potrzebowałam dokładnego oglądu by to zrobić. Byłam wprawiona. Jeden rzut. Tylko tyle.
Dlaczego do cholery on się uśmiechał?
Po mojej głowie chodziły tysiące myśli. Równie dobrze mogłam wykonać rzut w drugą stronę i zabić mistrza. Lub poprostu siebie...Nie chciałam tego robić. Zależało mi na nich. Tak samo na Killianie, Jamiem czy mistrzu, którego traktowałam jak ojca. Nie potrafiłam tego zrobić. Ale miałam do wyboru tylko jedną inną opcję...
Wstrzymałam oddech i po raz ostatni spojrzałam w piękne oczy bruneta.
Rzuciłam.
-Nie!-zawołał Urgen opadając na kolana.
Wszystko jakby zwolniło. Widziałam jak nóż obraca się podczas lotu, jak zbliża się do chłopaka i...wbija w kolumnę tuż obok klatki piersiowej.
-Varali!-zawył wściekle mistrz. Killian spojrzał na mnie dziwnie. Spodziewał się tego.
-Nie mogę. Nie tak. Powinien mieć chociaż minimalne szanse-odezwałam się.
-Och tak! Walka przy egzekucji. Cudowny pomysł! Dawno nie miałem przyjemności jej oglądać!-zachwycił się mistrz, a Urgen podniósł się z kolan.
-Jest ranny! Jak ma walczyć?!-zawołał.
-Racja-przyznałam i podeszłam do Jamiego. Wyciągnęłam nóż, który niedawno rzuciłam i przecięłam krępujące go więzy. Odeszłam kilka kroków, po czym odwróciłam się w jego stronę. Patrząc chłopakowi w oczy przeciągnęłam ostrzem po swoim ramieniu, głęboko je nacinając-Teraz ja też jestem ranna-odezwałam się wypuszczając nóż, który z głuchym łoskotem upadł na ziemię.
-Jeśli wygram? Czy to coś zmieni?-zapytał chłopak.
-Powodzenia-zakpił mistrz.
-To nie ma sensu! Ona pozwoli mu wygrać. Kocha go-odezwał się nagle Killian.
-To nie ma znaczenia. Wiem jak walczy Valari, jeśli uznam, że pozwala mu na wygraną sam to zakończę-powiedział mistrz patrząc na mnie chłodno.
-Co jeśli wygram?-powtórzył Jamie.
-To nie są zawody. Jeśli Varali chce walki przy egzekucji, oznacza to tylko jedno. Któreś z was ginie-wyjaśnił mistrz, a Jamie spojrzał na mnie zszokowany.
-Dlaczego? Dlaczego poprostu mnie nie zabiłaś. Jesteś zabójcą, sama to powiedziałaś.-zapytał.
-Bo mają rację. Kocham cię-odparłam i... ruszyłam do ataku.

Killer...Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz