Rozdział 23.

10K 489 24
                                        

Ten stary facet zachowywał się bardzo dziwnie. Był miły, opowiadał o jakiś głupotach, nie wypytywał mnie o nic. Nie tego się spodziewałam, ale nie traciłam czujności. Mogłam w każdej chwili zmienić się w wilka, tylko to pomieszczenie było trochę za ciasne, żebym w mojej drugiej formie miała tutaj szansę.

-Opowiesz mi może coś o sobie? W końcu trochę się już produkuję- uśmiechnął się i oparł się o przeciwległą ścianę, bujając się na piętach.

-Jestem Larisa, z rodu- zamilkłam, zdając sobie sprawę, że prawie wpadłam w jego pułapkę. Postawa staruszka diametralnie się zmieniła. Zmrużył oczy, nachylił się w moją stronę, a jego głos stał się ostry.

-Więc Larisa, z jakiego stada pochodzisz?- pokręciłam przecząco głową. Nie miałam zamiaru mu nic zdradzić. Widząc moje zaciśnięte usta, podszedł do torby i wyciągnął jakiś flakonik. Niby na mnie nie patrzył, ale wiedziałam, że uważnie mnie obserwuje.

-Wiesz, to jest srebro w proszku- spojrzałam na niego zaskoczona. Tej formy, szkodliwego metalu, jeszcze nie znałam. – podobno strasznie boli, ale wiesz, że ja nie jestem taki jak ty, więc nie wiem. – wzruszył ramionami. Wzdrygnęłam się, na samą myśl, o tym, co ten pył zrobiłby w kontakcie z moją skórą.

-Z jakiego stada jesteś?- zapytał, cofając się na swoje miejsce, ale tym razem bawiąc się flakonikiem.

-Nie powiem ci- warknęłam odsłaniając kły. –chociażbyś mnie torturował, nic ci nie zdradzę.- uniosłam głowę.

-Och, wydaje mi się, że to tylko kwestia czasu- uśmiechnął się, chwycił swoją torbę, na co ostrzegawczo zawarczałam i po prostu wyszedł. Byłam zaskoczona, że nie użył srebra przeciwko mnie, w końcu mógł mnie na jakiś czas oślepić. Zaraz po jego wyjściu, do środka wszedł strażnik, który mnie tutaj przyprowadził i machnął na mnie ręką. Zrobiłam krok w jego stronę, ale zachowując bezpieczny dystans. Wyszliśmy na korytarz i skierowaliśmy się w stronę z której przyszliśmy.

-Och mam nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z planem. Pamięta co mi obiecałeś. Plugastwo musi zostać zniszczone- za zakrętu dobiegł mnie znajomy głos. Zatrzymałam się wmurowana. Myślałam, że się przesłyszałam, ale zaraz poczułam zapach, który tak dobrze znałam. Dosłownie chwilę potem stanęła przede mną, w towarzystwie kolesia, który chciał mnie przesłuchać, moja własna matka.

-Larisa, co ty tutaj robisz?- zapytała się zaskoczona.

-Ona jest z twojego stada?- zapytał się facet. Warknęłam na niego. Matka zmrużyła oczy, jakby powiedział coś obraźliwego.

-Co ty tutaj robisz? Zadajesz się z tymi śmieciami?- naskoczyłam na nią. Byłam zupełnie zdezorientowana.

-Larisa spokój- fuknęła na mnie, ale pokręciłam przecząco głową, z rozbawieniem.

-Kochanie, kim ona jest dla Ciebie?- zapytał się, głaskając moją mamę po ramieniu. Cofnęłam się o krok.

-Kochanie? Puszczasz się z człowiekiem? Ze śmieciem, którego rasą tak pogardzasz? Z tym który chciał mnie torturować?- zapytałam zszokowana.

-Skarbie to nie tak. On nie wiedział kim jesteś.– znowu użyła tonu, który tak bardzo mnie irytował. Jakby była małym dzieckiem, które nie orientuje się w sytuacji.

-Kim ona jest?- zapytał się facet, już zupełnie skołowany.

-To moja córka, Olafie- powiedziała do niego z uśmiechem. – Olaf jest moim mate- zwróciła się do mnie. Nie wiem, kto był teraz bardziej skołowany, ja czy on. Poczułam ogromną wściekłość. Ledwie powstrzymywałam się od przemiany.

-On chce zniszczyć nasz gatunek, a ty się z nim bzykasz? Ostrzegałaś mnie przed więzią mate, a sama jej ulegasz?!- krzyknęłam jej prosto w twarz- jesteś tylko hipokrytką. – odwróciłam się na pięcie i chciałam pobiec przed siebie, nawet nie wiedząc gdzie trafię. Palce matki chwyciły moje przedramię i boleśnie się na nim zacisnęły.

-Chcę tylko, żebyśmy znowu mieliśmy monarchię chcę, żeby nasz ród zajął swoje dawne miejsce.-powiedziała ostro. Miałam ochotę roześmiać się histerycznie. Zawsze wydawało mi się, że moja mama była inna niż wszyscy. Zawsze rozgoryczona , ale nie wiedziałam, że miała jakiś kompleks, na temat naszego rodu, gdy kilkadziesiąt lat temu straciliśmy monarchię na rzecz demokracji i Rady.

- Możesz mi pomóc, pomóc nam!- jej oczy błyszczały w podekscytowaniu, zachowywała się jak wariatka. Dwie osoby z mojego bliskiego otoczenia, okazały się fałszywe, które chciały rozpocząć nową wojnę międzyrasową.

****************

Wybaczcie, że tak nieregularnie pisze, ale nauka mnie przytłoczyła. Prawdopodobnie dodam jeszcze jeden rozdział i czeka nas epilog. Wolicie smutne zakończenie, czy zakończenie otwarte?

Zapraszam również na mojego bloga: alestriaa.blogspot.com 

OddanaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz