Dzień mijał w szalonym tempie, telefony, zaproszenia, ustalanie dekoracji, aranżacji kwiatów, pierwszy taniec i ustalanie wolnego choreografa, restauracja, rozmieszczenie gości, menu, muzyka, ustawienie stołów, kościół, przymiarka sukni ślubnej i sukien dla druhen. Trzeba było jeszcze poszukać butów, kolejny niepotrzebny wydatek według Jessici ale jak trzeba to trzeba, no i trzeba było wybrać jakiś prezent dla państwa młodych, z jej budżetem dobrze, że zdołała odłożyć 4 swoje pensje na przyjazd tutaj i ten cały cyrk zwany ślubem. Zmęczona koło godziny 16 położyła się by móc się zdrzemnąć, o ile będzie jej dane i ktoś czegoś od niej znów nie będzie chciał. Po około niecałych 15 minutach gdy usiłowała zasnąć poczuła ciepłe wargi na swoich i dotyk ciepłej dłoni na policzku, myślała że to sen, jednak nie. Natychmiast się odsunęła przestraszona, a raczej zła na przyjaciółkę że wpuściła bufona bez zapowiedzi, ani jej nawet nie obudziła, jakim prawem on wszedł do jej przestrzeni i zaczął ją całować.
-Nie obawiaj się. Musiałem cię zobaczyć i osobiście odpowiedzieć na twój liścik.
-Ego zabolało?
-Nawet bardzo, nie często mi się zdarza, żeby kobieta odsyłała kwiaty i pisała, że moja szczerość to bajki dla dmuchanych lalek i żebym się pieprzył, z tym drugim to akurat poczekam aż będziesz w radośniejszym nastroju.
-Na to nie licz, a teraz łaskawie się wynoś.
-Takie małe, a takie zadziorne, szybko mógłbym temu zaradzić, gwarantuję żebyś tego chciała.
-A skąd możesz wiedzieć czego ja chcę co?
-Wiem to i owo Księżniczko.
-Oho zaczyna się...
-Co to za „oho" i co się zaczyna?
-Właśnie nic się nie zaczyna i nie zacznie, a teraz łaskawie spadaj padalcu.
-Ja rzuciłem wszystko i przyjechałem dla mojej pani, żeby zabrać ją na kolację, a ona tak mi się odwdzięcza, ładne rzeczy, ranisz mnie moja droga.-mówiąc to Mark udawał, że dramatyzuje i uśmiechał się bo przy niej nie umiał tego nie robić, szczerze mówiąc nie pamiętał kiedy ostatnio się uśmiechał.
-Nie interesuje mnie po co tu jesteś, i tak bym nic nie przełknęła, wystarczy że mam niestrawność od patrzenia na ciebie.
-Wczoraj jakoś nie miałaś, ani kilka chwil temu.-uznał z szerokim uśmiechem
-Bo mnie zaskoczyłeś palancie.
-I tak lubisz tego palanta.
-Skąd ta pewność?
-Nie umiesz mi się oprzeć kiedy jestem blisko, ani ja nie umiem oprzeć się tobie.
-Nie pójdę z tobą do łózka jak inne twoje łatwe panienki.
-Zapewniam cię, że w tobie nie ma nic łatwego i masz rację, nie pójdziesz ze mną do łóżka, ale będziesz się na nim wić pode mną z rozkoszy kiedy będziesz się ze mną kochać, gwarantuję.
-Za dużo sobie wyobrażasz, i nie wysyłaj mi kwiatów, nie potrzebuję twojej łaski.
- Nie mogę cię całować, nie mogę cię dotykać, nie mogę ci wysyłać kwiatów, nie mogę marzyć, powiedz więc co mi wolno.
-Do cholery jesteś dużym facetem powinieneś wiedzieć, gdzie są zasady dobrego wychowania między kobietą i mężczyzną.
-Przy tobie zapominam o wszystkich zasadach. Jedyne co wiem to, to jak pragnę zedrzeć z ciebie te fatałaszki, sprawić byś była mi uległa. Pragnę byś czerpała przyjemność z tego co mogę ci dać, nie masz jeszcze pojęcia co możesz mieć.
-Jesteś szalony!
-Na twoim punkcie. Poczekam w salonie, daję ci niech będzie godzinę na przygotowanie się bo rezerwacja nam przepadnie.
-Chyba już powiedziałam, że nigdzie się z tobą nie wybieram.
-A ja, że zapominam o zasadach i dobrym wychowaniu, proszę spędź ze mną ten wieczór, pozwól mi dotykać choć twojej dłoni, przyjmę wszystko co zechcesz mi dać.
-Przykro mi.
-Tylko tyle? A może jest jeszcze jakiś inny powód?
-Kilka.
-Coś więcej?
-Do czorta, czego potrzebujesz by zrozumieć że kobieta cię nie chce?!
Mark podszedł do Jessici szybkim krokiem, złapał jej twarz w ręce, spojrzał w jej oczy i pocałował tak jak cały dzień pragnął, wdzierając się językiem do jej ust, ułożył ją pod sobą na łóżku, schodził coraz niżej z pocałunkami, zwiedzając rękoma jej wyginające się ku niemu ciało.
-Jessie gdybyś mnie nie chciała, nie reagowałabyś w ten sposób, a teraz szykuj się bo inaczej sam będę musiał to zrobić.
-Aż tak jesteś zdesperowany? To takie patetyczne.
Spojrzał na nią niezrozumiałym wzrokiem jakby sprawdzając czy ona mówi prawdę, chciał jej naprawdę dać czas i szansę by się do niego przyzwyczaiła ale ona to odrzucała, przyjmowała tylko jego wybuchy namiętności, bo nie pozostawiał jej wyboru.
-Nie mam sukienki ani butów, ani fryzury czy makijażu.
- Masz, przygotowałem ci coś od stylisty z którym współpracuję, mam nadzieję że będzie ci pasować.
-Nie raczyłeś mnie nawet zapytać...
-Z tobą nie można inaczej. Masz godzinę i ani minuty dłużej inaczej przyjdę po ciebie i zabiorę cię gotową czy nie.
-Raczej porwiesz.
-Na jedno wychodzi.- odparł, pocałował ją jeszcze, zszedł z niej i wyszedł póki miał jeszcze siłę by ją choć na chwilę opuścić.
-A co jeśli ucieknę?
Spojrzał na nią groźnie, po czym zachłannie wpił się w jej usta, a leżąc na niej wprawiał ich ciała w rytm znany tylko kobiecie i mężczyźnie, choć ona drżała i sztywniała, jak dziewica, ale to przecież niemożliwe...-pomyślał.
Otrząsnął się, złożył na jej ustach jeszcze jeden czuły pocałunek i wstał, patrząc jak kobieta przed nim próbuje doprowadzić się do porządku. Spojrzał na nią ostatni raz przez ramię i udał się w kierunku drzwi. Zanim jeszcze zamknął za sobą drzwi usłyszał co mówiła ciężko wzdychając.
-I co ja mam teraz do cholery zrobić? Mamo pomóż, a Ty tam staruszku na górze śpisz czy co? Widzisz i nie grzmisz, a nie ty raczej zsyłasz gromy w postaci takich jak ten co tu był przed chwilą. Ja takich nie potrzebuję, dość miałam komplikacji w życiu, od których się wyrwałam.
Usłyszał jeszcze jej kroki prowadzące w stronę szafy i w końcu mógł udać się do salonu, w drodze do niego wyobraził ją sobie w tej czerwonej sukience i butach które jej przywiózł, będzie w nich tak cholernie seksownie wyglądać, jednak dobrze że inni mężczyźni nie będą patrzeć na Jessicę, posiadanie kasy i wynajęcie lokalu na wieczór ma swoje plusy.
CZYTASZ
SWATANI(E)?
RomanceOn bogaty playboy,świadek na ślubie przyjaciela, od pierwszego spotkania pragnie jej bardziej niż jakiejkolwiek innej kobiety, choć po jednej z nich został mu gorzki niesmak. Ona świadkowa na ślubie przyjaciółki, usiłuje unikać adorującego ją mężc...