- Żyjesz! - krzyknął Isak z przeciwnej strony ulicy.
Przez cały wieczór blondyn wydzwaniał do mnie co minutę. Dostałam trzydzieści osiem smsów z pytaniem czy wszystko w porządku i z przeprosinami, aż w końcu napisałam żeby przestał mnie nękać i zostawił w spokoju. Wtedy zaczęły się także wiadomości na Facebooku.
- Cała i zdrowa - odpowiedziałam.
- Co się działo? Nic ci nie jest? I o co do cholery chodzi z Chrisem? - zapytał kiedy podeszłam na tyle blisko, aby zauważyć jego pryszcza na czole.
Skręciliśmy w prawo.
- Co masz na myśli? - lekko przyspieszyłam kroku, żeby nie zobaczył moich czerwonych policzków.
Właśnie w tej chwili stwierdziłam, że osoby których policzki w moment mogą stać się czerwone jak burak powinny być cenione i szanowane, ponieważ to cud, że ich twarz ujawniająca wszystkie emocje nie pokomplikowała wystarczająco ich spraw, aby zrzucili się z mostu przy pierwszej lepszej okazji.
- No wiesz - weszliśmy do potulnej, ulubionej kawiarenki Isaka znajdującej się pomiędzy sklepem z antykami a starą, niegdyś używana pralnią - Alex się trochę wkurzył, że to Chris a nie on się tobą zaopiekował.
Zajęliśmy miejsca w najmniej widocznym kącie. Gdyby był wieczór bylibyśmy niewidoczni, ponieważ jedyna lampka znajdująca się nad owym stolikiem została rozbita przez Isaka kilka lat temu kiedy nieudolnie chciał wstać. W zamian postawiono na nim świece jednak nigdy nie została zapalona.
Wydałam z siebie odgłos umierającej orki.
- Musisz dowiedzieć się czego naprawdę chcesz - oznajmił, tak jakby nie było to najbardziej oczywistą rzeczą na świecie.
- Tak wiem tylko...
- Mogłabym przyjąć zamówienie? - drobna kelnerka spojrzała na nas trzymając w ręce długopis i niewielki czarny kołonotatnik.
- Jasne, dwa razy solidna porcja lodów - uśmiechnął się blondyn - Tutaj duchowe wsparcie nie wystarczy.
- Jakie smaki? Czekoladowe, śmietankowe czy...
- JEZU CZY ŻYCIE MUSI BYĆ TAKIE TRUDNE - wykrzyknęłam na wpół głosem wcześniej wspomnianej orki, na wpół osła pomieszanego z nutą okrzyku godowego goryla.
Zaraz, czy goryle maja okrzyk godowy?
- Rozumiem... W takim razie dwie duże porcje z dodatkiem wszystkiego. Jak najwięcej cukru. I bitej śmietany. Tak, dużo bitej śmietany. - oznajmiła kelnerka posyłając mi wyrozumiały uśmiech.
- Kocham tą kobietę - powiedział Isak lekko poruszony jej zachowaniem - Ale wracając do wczorajszego wieczoru...
- Jeny Isak, naprawdę musimy o tym rozmawiać?
- Tak to konieczne. A więc? O co chodzi z Chrisem?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Po prostu był z tyłu i zauważył, że źle się poczułam (PRAWDA), zawiózł mnie do domu (PRAWDA) iii to wszystko (KŁAMSTWO). - odpowiedziałam.
- Czyli do niczego nie doszło i Alex nie musi się martwić o twoje uczucia co do Chrisa?
- No jasne ze nie.
Kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo.
***
Po 20 minutach zjawił się Magnus, co nie ukrywam, było dla mnie niemałym zaskoczeniem.
- Nie wiem co robić - powiedział na wstępie darując sobie wszelką uprzejmość i przyzwoitość.
W takim razie jesteśmy w tym razem kolego.
- Ona ciągle tylko się denerwuje i jest zazdrosna i ciągle o wszystko ma pretensje i cały czas chce mnie kontrolować i...
- Magnus. Wdech i wydech - poinstruowałam.
Chłopak wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze z ust.
- Dobrze - pochwaliłam.
- Cholera! - krzyknął Isak zrywając się z krzesła - Zapomniałem, że umówiłem się z...że mam spotkanie!
- To na co czekasz? Leć! - odpowiedziałam wiedząc kogo ma na myśli.
- Nie, nie. Ja...po prostu napiszę, że spotkamy się jutro. - oznajmił drapiąc się po karku.
- Isak. Jesteś idiotą, poradzimy sobie bez ciebie. Nie czuj się taki ważny. Prawda Magnus? - spojrzałam na blondyna.
- Oczywiście, że tak, idź i przeproś za bycie największym debilem na świecie - powiedział lekko podnosząc prawy kącik ust w górę.
Chłopak spojrzał na nas upewniając się, że naprawdę wszystko jest w porządku, ubrał plecak i wyleciał przez drzwi kawiarni.
- A teraz od początku - zaczęłam - Co się stało?
- Ja ją kocham, Eva - wypalił.
- Okay...dobra, to chyba dobrze prawda? - spytałam.
- Nie, wszystko jest złe! Było super do momentu kiedy nie włączył jej się tryb obsesji, nadmiernej troskliwości, zamartwiania i upewniania, że założyłem czapkę. Cholerną czapkę, jak dziecko, rozumiesz?! Wszystko chce kontrolować jak zawsze i uświadomić mi, że to ona wie co dla mnie najlepsze co oczywiście jest jej tylko błędnym myśleniem - oznajmił podpierając rękami czoło.
- Wiesz. Miłość to nie chodzenie za rękę, to nie przytulanie, całowanie i ciągłe pisanie ze sobą. Miłość to ta nadmierna troskliwość, zamartwianie i upewnianie się, że założyłeś tą cholerną czapkę - powiedziałam wpatrując się w stos perfekcyjnie ułożonych serwetek.
- Ale Vilde nie potrafi odpuścić. Z dnia na dzień jest coraz bardziej natarczywa, zazdrosna i...
Zaśmiałam się.
- Oj przestań. Właśnie za to ją kochasz! Z resztą, my wszyscy ją za to kochamy. Wyobrażasz sobie Vilde, która nie usiłuje mieć nad wszystkim kontroli? Której nie zależy na tym, aby wszystko było perfekcyjne? - mój wzrok powędrował w jego stronę. Już nie był oparty na rękach. Siedział wyprostowany, przegryzając lewy policzek.
- Eva. Ty masz cholerną rację. - powiedział patrząc w przestrzeń. - Boże, co ja robię. Przecież to moja Vilde. Perfekcyjna, czuła i troskliwa Vilde. Jestem idiotą Eva. I dziękuje, że mi to uświadomiłaś za nim byłoby za późno.
- Nie ma sprawy, Magnus - odpowiedziałam lekko poruszona jego słowami - Nie ma sprawy.
Przytulił mnie, a ja odwzajemniłam uścisk. Uświadomiłam sobie, że to była nasza pierwsza dłuższa rozmowa sam na sam. On przyszedł, a ja starałam się mu pomóc. I pomogłam. I byłam z tego cholernie dumna. Byłam dumna z SIEBIE.
--------
Który to już raz, kiedy obiecuje wam poprawę? Cóż, to nie ważne bo tym razem obejdę się bez tego. Kiedy wróciłam do Polski nie myślałam o pisaniu, nie miałam kompletnie weny i choć starałam się coś stworzyć to nic mi nie wychodziło. To sprawiło, że byłam sfrustrowana. W końcu obiecałam wam coś i nie dotrzymałam obietnicy. Ale wolałam to, niż naprawdę okropnie napisany rozdział, z którego ani trochę nie byłam zadowolona. (Z góry przepraszam za dzisiejszy beznadziejny rozdział, muszę się ponownie w to wszystko wkręcić). Dlatego teraz oświadczam, iż rozdziały będą co... no właśnie co ile? Sama nie wiem. Zaczynałam pisać, ponieważ to pokochałam i dalej chcę to robić mając uśmiech na twarzy, a nie z czystej konieczności. Zatem kiedy kolejny rozdział? Wtedy kiedy będę CHCIAŁA coś napisać. Kiedy coś sprawi, że moja wena powróci. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą nieobecność i wciąż będziecie moimi wiernymi czytelnikami. Do zobaczenia wkrótce. 💞
CZYTASZ
CLOSE
FanfictionJestem Eva Kviig Mohn, ale wystarczy po prostu Eva. Tak więc mam 16 lat i mieszkam w czarnej dziurze porośniętej chaszczem, który ma własny tryb życia. I tak, ten opis idealnie pasuje do miejsca, w którym się znajduje. W każdym razie, właśnie się pr...