Prolog (2/2)

47 4 1
                                        

Między drzewami przebiega czyjaś sylwetka. Wysoki, dobrze zbudowany blondyn wychyla się zza jednego z pni i bacznie rozgląda się dookoła. Jego chłodne spojrzenie i kamienna twarz nie zdradzają żadnych emocji. Jakby był wyrzeźbiony w skale. Szybko omiata wzrokiem niewielką wioskę, upewniając się, czy jest bezpiecznie. To pierwszy zabudowany teren, na który natknął się po ucieczce z rodzinnego miasta. Osoby, które znał, dawno zostały przemienione w chodzące trupy, nie miał już czego tam szukać. Podczas ucieczki zgarnął jedynie kuszę ojca, którą teraz ściska w dłoniach, gotowy do strzału. W głowie ocenia odległość do najbliższego potencjalnego schronienia i przygotowuje się do biegu. Zbiera się w sobie i..
- Sehun! Pospiesz się!
Chłopak krzywi się na dźwięk swojego imienia. Już zdążył zapomnieć, że ma towarzysza podróży. Zza stodoły wychyla się brązowa czupryna i niesymetryczna twarz jej właściciela. Wiele razy przez jego nieuwagę niemal zginęli w lesie, otoczeni przez umarlaków. Wiele razy Sehun zastanawiał się, czy po prostu nie strzelić mu w łeb i zostawić w jakimś rowie. Nigdy tego jednak nie zrobił. Mimo wszystko warto mieć się do kogo odezwać, kiedy otaczają cię jęczące truchła. Blondyn szybko przemyka w kierunku towarzysza, zdzielając go przy tym w głowę.
- Au! Z co to?
- Zamknij się, Suho - ucisza go i patrzy na chłopaka ze zmarszczonymi brwiami. - Chcesz nas zabić?
- Staram się pomóc..
- I wrzeszczysz na całe gardło? Jeśli tak masz pomagać, to lepiej, żebyś już w ogóle nic nie robił.
Suho spuszcza głowę i zagryza wargę. Był przez wiele lat sąsiadem Sehuna, znali się jednak tylko z widzenia. Sehun bowiem nie był zbyt towarzyski. W szkole z nikim się nie zadawał, nie miał też żadnych przyjaciół. Szatyn na dobrą sprawę nic nie wiedział o swoim towarzyszu. Sehun z niczego mu się nie zwierzał, nie odpowiadał na pytania, był małomówny. Był i nadal jest. Apokalipsa zombie nic w nim nie zmieniła, nie wywarła żadnych widocznych skutków.
- Nie możemy stać w miejscu - odzywa się w końcu blondyn i nieco unosi kuszę. - Będę cię osłaniać, ty biegnij do sklepu.
- Nie musisz, wioska jest zupełnie opustoszała.
- Chcesz ze mną dyskutować?
- Nie..
Suho szybko pokonuje odległość między nimi a sklepem i zagląda do środka.
- Nikogo nie ma! - krzyczy, a Sehun posyła mu mordercze spojrzenie. Ten imbecyl chyba nie wie, co to znaczy być cicho. Blondyn jedynie klnie w myślach, że to akurat on przeżył i musi się zajmować takim dzieckiem, jakim jest Junmyeon. W końcu sam rusza się z miejsca i dołącza do szatyna.
- Trochę jedzenia, jakieś leki, poza tym prasa i zabawki - komenderuje Suho, na co jego towarzysz ponownie klnie, tym razem na głos.
- Myślałem, że będzie tego więcej..
- Tej dziury nie można nawet nazwać wioską, czego się spodziewałeś?
Sehun nieobecnie kiwa głową. Suho ma rację. Na cały płat ziemi przypada z siedem domów, dwie stodoły, sklep i pastwisko, na którym kiedyś pewnie pasły się owce. Nawet umarlaki stwierdziły, że to miejsce nie jest atrakcyjne, więc odeszły. Dzięki temu jednak nie umrą z głodu czy pragnienia przez najbliższe dni, a to już coś.
Sehun wywarza drzwi, prowadzące na zaplecze i przynosi stamtąd dwie duże torby. Do jednej mają pakować prowiant i wodę, a do drugiej wszystko inne, co potencjalnie może się przydać.
- Wziąć zapalniczkę?
- Jeśli sam się nie podpalisz.
- Masz mnie za idiotę?!
- Tak.
Podczas kiedy Suho wyrzuca z siebie swoje zbulwersowanie, Sehun uważnie obserwuje drogę, która znajduje się przed sklepem. Mimo wszystko nie ufa tej ciszy, która rozpacza się wokół. A raczej roztaczała, póki Suho nie otworzył ust.
Nagle blondyn dostrzega jakiś ruch.
- Chowaj się - syczy do towarzysza i sam rzuca się za jeden z regałów. Z kuszą w gotowości uważnie obserwuje snującą się na zewnątrz postać. Jest sama i najwyraźniej nie agresywna. Umarlak już dawno wyczułby ich zapach. Mimo że porusza się, jakby zaraz miał paść na ziemię i wygląda jak cień człowieka, to raczej jest..
- Żywy! - wykrzykuje Suho i nie zważając na protesty młodszego zwyczajnie wybiega ze sklepu.
- Idiota - warczy za nim Sehun i podnosi się z ziemi, nawet na chwilę nie opuszczając kuszy. Z daleka widzi, jak szatyn podbiega do nieznajomego, przytula go, skacze i coś do niego mówi. Tamten zdaje się być zupełnie zdezorientowany, jakby się nie odnajdywał. "Wcale mu się nie dziwię, w końcu mamy apokalipsę", myśli Sehun i uchyla drzwi sklepu. Mimo wszystko w takich czasach nawet ludziom nie można ufać, a w każdym razie nie powinno się tego robić. Suho zdaje się mieć to gdzieś.
- Jak masz na imię? Skąd jesteś? Wiesz, gdzie możemy znaleźć schronienie? - zasypuje nowego tysiącami pytań, a ten wydaje się.. przerażony.
- Przepraszam, mamo. Nie byłem dobrym synem. Mogłem posprzątać ten cukier ze stołu, może wtedy to by się nie stało..
- Co ty wyprawiasz?- przerywa mu Suho z cholernie dziwną miną.
- Cóż, panie ludożerco, jestem niewierzący, więc siłą rzeczy się nie modlę, a przed śmiercią wypadałoby coś powiedzieć - tłumaczy się tamten, na co Sehun unosi brew. Może uciekł z psychiatryka?
- Kto? - Suho po raz kolejny brzydko się krzywi.
- Niewierzący. Ateista?- przybysz wzdycha, ubolewając najwyraźniej nad tym, jak to wszystko się przedłuża. Albo go zjadają albo nie. Proste. Przy jedzeniu się nie rozmawia. A już w szczególności nie rozmawia się z jedzeniem.
- Nie to - starszy macha dłonią i patrzy na niego wyczekująco. "Może chce mnie spłaszczyć jak kotleta?", myśli tamten z przestrachem.
- Jak mnie nazwałeś?
Przez chwilę nowo przybyły patrzy na niego jak na kompletnego debila. Serio. Kazanie kolacji mówić o sobie to już nowy wymiar egoizmu.
- Hmm.. Panie ludożerco? O to Ci chodzi?
- Dlaczego mnie tak nazwałeś?
- Bo jesteś jednym z tych, którzy zjadają ludzi? I chcesz mnie zjeść? - czarnowłosy przybysz mruży oczy, przyglądając się podejrzliwie jego twarzy.
- Czy ciebie do reszty powaliło?! Koleś, my jesteśmy ci dobrzy! Ludzie! - przejęty Suho zaczyna tłumaczyć, kim są i skąd przybyli, brunet jednak mu przerywa.
- Oni też byli ludźmi.
- Właśnie, byli - odzywa się dotąd milczący Sehun, a na sam dźwięk jego wypranego z emocji głosu przybysza przechodzą dreszcze. - Teraz to jedynie ich chodzące truchła.
  - T-Truchła? - przez twarz bruneta przebiega coś w rodzaju fali obrzydzenia. 
- Tak. No wiesz, jak człowiek umrze i zaczyna się rozkładać to jest.. No wiesz.. martwy - Suho wziął się za tłumaczenie. Przynajmniej w gadaniu jest dobry i nie musi polegać na Sehunie.
- Czyli wy mnie nie zjecie? Czysto hipotetycznie niczym nie różnicie się od tamtych.
- Sugerujesz, że moja twarz się rozkłada?!
- Nie to miałem na myśli.. Ale ładną bym jej nie nazwał.
- Słucham?!
- Suho, siad - Sehun w końcu nie wytrzymuje i warczy w kierunku starszego. Ten jedynie mruczy coś pod nosem. Blondyn nieśpiesznie przyczepia kuszę do paska na plecach i ignorując patrzących na niego chłopaków wraca do sklepu. Muszą się stąd wynieść, krzyki Suho mogły dolecieć do jakiejś grupki martwych. 
- Mieszkacie tu? - nieznajomy wtarabania się za Sehunem do sklepu, na co ten wzdycha przeciągle.
- Tak, mieszkamy w opuszczonym sklepie w opuszczonej wiosce, kilkadziesiąt kilometrów od najbliższej metropolii - odpowiada głosem, który wprost ocieka sarkazmem.
- Oo, fajnie - tamten kiwa głową, najwyraźniej podekscytowany. Czy on nie wie, co to sarkazm? Sehun omal nie upuszcza trzymanego w ręce słoika z ogórkami.
- Serio tu mieszkamy? - Suho wślizguje się do sklepu. Cudownie. Dwa debile naraz.
- Nie dziwię się, że trupy was jeszcze nie dorwały. Pewnie po przemianie zaczęlibyście jeść siebie zamiast ludzi. Idiotyzm nie umiera.
Nie czekając na ich reakcję, Sehun wychodzi z dwiema torbami pełnymi jedzenia, bo jak się okazało, na zapleczu był tego spory zapas.
- Sehun! Nie zamknąłeś drzwi! - woła za nim Suho, a brunet lekko się krzywi.
- Co wy jesteście, jakaś sekta?
- Co..?
- Suhon, Suhan.. Zaraz pojawi się jeszcze jakiś Suhen. I mnie też zmienicie w jednego z was. A ja nie chcę!
Suho patrzy na niego, jak na idiotę. Nie daje rady jednak niczego powiedzieć, bo przerywa mu Sehun.
- Co znowu? - chłopak odwraca się do nich z większą niechęcią niż wcześniej, ale to wciąż jakaś emocja, więc poniekąd powinien być z siebie dumny.
- Nie zakluczyłeś drzwi do domu!
Pewnie nikt w to nie uwierzy, ale przez chwilę Sehun wyglądał, jakby ktoś mu przyłożył w twarz. Po chwili jednak się odwraca i rusza dalej przed siebie.
- Sehun, wracaj tu! Nie zostawiaj nas! - Suho leci za nim jak poparzony, mówiąc coś o tym, by z nimi został. Dopiero po dłuższej chwili chyba udaje mu się go przekonać, bo wyraźnie zwalnia, kładąc torby z jedzeniem na ziemi.
- Niech stracę.. Najwyżej posłużycie za mięso armatnie.
- Mięso armatnie?
Nowy uśmiecha się szeroko.
- Może nareszcie się na coś przydam! - mruczy, a jego wzrok mimowolnie ucieka do lodówki pełnej mrożonek. Tylko z armatą może być mały problem. Mimo to, jako człowiek zaradny, łapie gumę i dwa krzesła, po czym zabiera się za konstruowanie. Może katapulta też się nada? Chłopak ładuje na swoje dzieło zmrożonego indyka, naciąga gumę i.. nokautuje osobę stojącą w drzwiach, trafiając prosto w jej głowę. Przerażony podbiega do reszty i wskazuje na ciało.
- To jeden z waszych?
- Nie - szepcze przerażony Suho. - To trup.
- Wiejemy!
Sehun ponownie wziął się za prowadzenie reszty grupy. Przy tym jednak oddaje się swoim własnym myślom. Atakowanie trupów przy pomocy surowego mięsa to dość.. idiotyczne zagranie, ale w każdym razie skuteczne. Spojrzałby pewnie na niego z podziwem, gdyby nie to, że wie, że wpadł na ten pomysł jedynie przez własną głupotę. Cała trójka szybko zbiera torby z jedzeniem oraz innymi rzeczami i znika za linią drzew. Zbyt długo przebywali w jednym miejscu, to był błąd. Szczególnie z dwójką gadatliwych urwipołciów na karku. Tak, urwipołciów. Sehun sam nie ma pojęcia, co to znaczy, ale pasuje do nich idealnie.
- To co teraz robimy? Zabrali wam dom - wzdycha smutno nieznajomy i ogląda się za siebie.
- Zacznijmy od tego, że powinieneś się przedstawić - rzuca zimno Sehun i odkłada torby na ziemię, zwracając się ku niemu. - Kim jesteś?
- Tak, wiem, że chcesz znać imię swojego crush'a, ale zwolnij troszeczkę.
- Cruco?
- Nie co, tylko crush'a! No wiesz, jak do jakieś osoby robisz 'oh' i tak dalej - tłumaczy z iskierkami w oczach. Najwyraźniej jest w swoim żywiole.
- 'Oh'? Skąd znasz nazwisko Sehuna? - Suho w końcu dołącza się do rozmowy.
- Stul pysk - ucisza go blondyn i rzuca w niego puszką sardynek.
- Sardynki spadają z nieba! - wrzeszczy nieznajomy i zaczyna biegać w kółko. Sehun łapie go za kołnierz i przyciąga do siebie, najwyraźniej wyprowadzony z równowagi.
- Jak się nazywasz? Gadaj.
Brunet mruga kilkakrotnie, ale po chwili uśmiecha się promiennie. 
- Byun Baekhyun - oznajmia z wyszczerzem, odchylając głowę do tyłu. Normalnie pewnie walnąłby do tego jakimś tekstem typu "zapamiętaj to imię, bo będziesz je krzyczał w nocy", ale zważając na to, że to Sehun, pewnie nie czekałby do nocy. I nie on by krzyczał, tylko właśnie brunet i to w dodatku z bólu od powykręcanych kończyn. Tego właśnie Baek wolał uniknąć.
- Kim Junmyeon, dla przyjaciół Suho, ale to już pewnie wiesz.
- Suho, a nie Suhon?
- Natomiast ten gbur to Oh Sehun - tłumaczy dalej, ignorując uwagę tamtego. - I on chyba nie ma pseudo..
- Jestem Sehun. Po prostu Sehun - przerywa mu blondyn i przeczesuje dłonią gęste włosy. Potem ponownie chwyta torby i rusza przed siebie. Przez chwilę idą tak w całkowitej ciszy, ale w końcu Baekhyun nie wytrzymuje.
- Nikt ci nigdy nie dał żadnego przezwiska? To aż niemożliwe! Każdy miał jakieś! Ja na przykład byłem kluską.. Albo Baconem - krzywi się lekko na dźwięk znienawidzonego przez niego przezwiska. - Na pewno przyjaciele ci jakąś dali. Nie wstydź się. Nam możesz powie..
- Dosyć - chłopak dość drastycznie mu przerywa (kolejny raz) i przyspiesza, zaciskając dłonie w pięści. Brunet wpatruje się tępo w jego plecy, czując narastające wyrzuty sumienia.
- Powiedziałem coś nie tak?
- Nie przejmuj się - wzdycha Kim, opierając dłoń na jego ramieniu w geście otuchy. - On już tak ma.
Po chwili na nowo wracają im humory.
- ..serio stoczyłeś się z tamtej górki?
- No tak! Znajomi stwierdzili, że wyglądałem jak turlający się pierożek i tak oto zyskałem miano kluski - Baek śmieje się cicho na tamto wspomnienie. - A skąd się wziął "Suho"?
Chłopak wzrusza ramionami.
- Po prostu nie lubię wody.
- I to tyle?
- Jak najbardziej.
- Nie powiem, czuję się rozczarowany.
Tę jakże miłą pogawędkę przerywa szelest w pobliskich krzakach. Niebezpieczeństwo.

Lost humanityOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz