Kai podążył spojrzeniem za oddalającym się Luhanem. Jest od niego kilka lat starszy, a i tak udało im się znaleźć wspólny język. Jest dla niego ważny. Podobnie jak Lay, zarówno ten pod wpływem ziółek, jak i jego normalna wersja. Jak Chen i jego ponadprzeciętna energia. Jak Kris, ich odpowiedzialny i dojrzały dowódca. Jak Xiumin, chociaż czasem najchętniej wrzuciłbygo do rzeki. Jak Kyungie..
Białowłosy klnie w duchu i automatycznie uciekam wzrokiem do jego namiotu. Powoli uśmiech schodzi mu z twarzy w miarę przypływu kolejnych wspomnień, emocji i myśli, które zawsze starał się trzymać z dala. Jego najważniejsza zasada, to najpierw robić i potem myśleć. Teraz jednak nagle wszystko zaczęło się sypać.
Gdyby nie apokalipsa, może nigdy nie byliby z Kyungsoo tak blisko. Przecież niższy go nawet nie lubi. Zawsze ignoruje albo zaczyna tłuc, kiedy Kai chociaż się odezwie. Pewnie też nie pamięta, jak Kai mu pomógł, uratował przed szkolnym gangiem łobuzów. Miał już go więcej nie zobaczyć, a teraz ma go na wyciągnięcie ręki. Minus jest taki, że już zawsze będzie żyć w strachu, że następnego dnia zobaczy przed sobą trupa Kyungiego. Dlatego musi go chronić. Za wszelką cenę. On będzie żył, będzie miał rodzinę, zestarzeje się. A Kai będzie nad nim czuwał. Nawet, kiedy nie będzie go przy nim ciałem, to każda jego myśl należy do Do. W końcu wszędzie nosi ze sobą jego serce, które ten dawno mu ofiarowałem.
Chociaż nie.
Pewnie skończyło już na dnie jakiegoś śmietnika.
Kai klnie ponownie i zwija się w kulkę przy ognisku, w które usilnie wbija wzrok.
Apokalipsa.
Trupy.
Śmierć.
Czy w takim świecie jest w ogóle miejsce na takie myśli? Na uczucia?
Gdy tylko cichnie głos Luhana, Kyungsoo powoli podnosi się z materaca i minimalnie odsłania poły namiotu.
Obiega wzrokiem widok naprzeciwko, a jego spojrzenie zatrzymuje się na postaci siedzącej przy ognisku.
Kai.
Białowłosa zmora, która nie daje mu się nawet wyspać, nawiedzając go w snach i mówiąc straszne rzeczy.
Do czuje, jak do oczu napływają mu łzy na samo wspomnienie Jongina, który okłada go pięściami, pluje w twarz i wyzywa od najgorszych.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie smuci go sam fakt bycia gnębionym, ale to, że to właśnie Kai, który mimo swej irytującej natury - zawsze był przy nim, został tym, dla którego Kyungsoo był zwykłym zerem.
Nie kłopocząc się ubieraniem, Do zarzuca na siebie jedynie czyjąś za dużą bluzę i wychodzi z namiotu, przecierając wciąż czerwone oczy. Już olewa nawet roztrzepane na wszystkie strony włosy i fakt, że najpewniej wygląda jak skretyniały dzieciak.
Po prostu musi się upewnić, że już nie śni.
Kai zaciskam dłonie w pięści i rzuca w ogień ściskany do tej pory patyk. Czuje się taki bezradny i bezsilny. Jakby nic nie mógł zrobić, nic poradzić na to, jak się czuje. Jakby wszystko działało przeciw niemu.
Dosyć tego. Jak tylko zobaczy Kyungsoo, powie mu, że zna go już od tak dawna i nie było chwili, gdyby nie myślał o tym, co stało się w szkole. Powie mu o tamtym dniu.
Wtedy nagle jego postać wyłania się z mroku.
"No dobra, może jednak nie. Powiem następnym razem. Tak."
Kai wzdycha dyskretnie, starając się nie patrzeć na niższego chłopaka, co jednak kiepsko mu wychodzi. Do wygląda przeuroczo w zbyt dużej bluzie. Jakby nosił rzeczy, które należą do samego Kai'a. Białowłosy czuje delikatny ucisk na wysokości żołądka.
- Nie możesz spać, Kyungie? - pyta, przełykając zalegający w gardle strach. - Opowiedzieć i bajkę na dobranoc?
- Wolałbym, żebyś jednak milczał - odpowiada tamten zimno i siada w pewnej odległości od Kai'a. Za dużej odległości.
Białowłosy uśmiecha się lekko i znów przenosi wzrok na płomienie. Zapada cisza. Czuje coraz większe zdenerwowanie, coraz więcej głosów w głowie, które krzyczą 'Powiedz mu. Debilu, powiedz'. W końcu bierze głęboki oddech, starając się opanować szalejące ze zdenerwowania serce.
- Kyungie, ja.. - zaczyna i unosi na niego spojrzenie, delikatnie już przeszklone od nagromadzonych łez. - Jest coś, co chciałem ci powiedzieć. I błagam, nie bij mnie, dopóki nie skończę.
Zbiera się w sobie i w końcu pozwala, by potok słów wypłynął z jego ust.
- Jestem w tobie zakochany od kiedy pamiętam. Jeszcze jak byliśmy dziećmi, jak chodziliśmy do szkoły.. wszyscy się mnie bali. Wszyscy uciekali na mój widok, a ja tylko chciałem mieć przyjaciela. Nikt mnie nie rozumiał. Traktowali mnie tak samo. Tylko ty byłeś inny. Tak różniłeś się od otaczających mnie ludzi. Tak bardzo.. bardzo chciałem z tobą porozmawiać tego dnia. Czekałem po szkole. Czekałem, aż zobaczę cię w drzwiach, aż znów obrzucisz mnie tym spojrzeniem. Ale nie przychodziłeś. Musiałem cię poszukać, musiałem.. - Kai przerywa, pozwalając łzom spłynąć po policzkach - czułem, że musiałem. Znalazłem cię na boisku, leżącego na ziemi. Uczniowie z młodszych klas znęcali się nad tobą, nie mogłem znieść tego widoku. Podbiegłem i.. kolejny raz kogoś skrzywdziłem. Nie hamowałem się, nie mogłem przestać. Okładałem ich pięściami, a kiedy w końcu się opamiętałem, wokoło zebrana była cała szkoła. Mówili, że to ja. Że to ja zacząłem, że jestem bestią, że nie powinnienem żyć wsród normalnych ludzi - chłopak spuszcza na chwilę głowę, próbując zmusić się do dalszych słów. - Mówili, że to ja cię biłem.. A ja.. ja tylko chciałem pomóc.
W końcu przerywa, czując na ciele jego ramiona, jego ciepłe cało przy tuż przy swoim. Pozwala, by Do go przytulił. By swoją osobą usunął smutek, który zdążył już wypalić piętno.
- Tak mi przykro - szepcze Kai, próbując zdobyć się na kolejne słowa. - Gdybym tylko dowiedział się wcześniej, w życiu by cię nie tknęli. Przepraszam..
Kai ponownie dławi się szlochem. To za dużo, zbyt dużo na raz. Zaciska dłonie na jego bluzie i chowa w niej twarz.
- Przepraszam, Kyungie, że nie miałem dość siły, żeby cię ochronić..
Kyungsoo jedynie głaszcze go po głowie, drugą ręką przyciskając jego ciało do swojego.
- Ćśś, wielkoludzie.. Nic się przecież nie stało - opiera czoło o jego i przymyka oczy. - Przestań się obwiniać, bo tylko utwierdzasz mnie w tym, że jesteś kretynem. Nie powinno się przepraszać za ratunek. Za to, że później stanowiło się dla tej osoby wzór.. Nie rób tego i pozwól mi cię niecierpieć - głos mu się łamie, przez co odwraca wzrok i zaczyna energicznie mrugać, próbując pozbyć się napływających do oczu łez.
- Ale..
- Miałem dzisiaj zły sen, wiesz?
Kai siada przed nim wyprostowany i patrzy mu prosto w oczy, co Do kwituje smutnym uśmiechem.
- Śniło mi się, że to ty jesteś moim prześladowcą.. Dlatego od razu wiedziałem, że to koszmar. Jesteś irytującym debilem, owszem, ale nigdy byś mnie nie skrzywdził i za to cię.. cenię. Mimo to, masz pamiętać, że to ja jestem twoim hyungiem, więc obrona twojego tyłka należy do mnie, jasne? - z ust Kyungsoo wyrywa się szloch, a pn sam już wie, że jutro nie będzie mógł się przed nim pokazać, bo spali się ze wstydu. - Jesteśmy partnerami i jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci do głowy jakiś durny pomysł, by umrzeć - osobiście cię zabiję.
Do postanawia się stamtąd zwinąć, zanim rozklei się na dobre, więc ociera Kai'owi łzy z policzków i wstaje, co on robi chwilę później.
Jaki gentelman normalnie.
- Zdradzić ci sekret?
Zdziwiony Kai patrzy na Do pytająco i nachyla się do niego, gdy ten łapie go za kołnieżyk i ciągnie w dół.
Staje na palcach i w ostatnim momencie, zamiast szepnąć mu coś do ucha - cmoka go w policzek.
Po tym szybko się odwraca i wraca do namiotu, czując jak rumieniec zalewa mu całą twarz.
- Dobranoc, Nini.
Kai mruga kilkakrotnie i odwraca się za nim, odprowadzając go spojrzeniem. Przejeżdża opuszkami palców po policzku, który chwilę temu pocałował chłopak. Uśmiecha się szeroko, wciąż nie mogąc w to uwierzyć. On wiedział od początku. I Kai był jego.. wzorem. Myślał, że to za to go nienawidzi. Że wierzył im wszystkim.
- Dobranoc, Kyungie - szepcze, więc z pewnością tego nie usłyszał.
Kai marszczy brwi. Dopiero teraz do niego dotarło, że miał koszmar. I musi sobie z tym sam radzić, bo ma osobny namiot. Przygryza wargę i szybko się podnosi z miejsca. Nie zostawi go tak. Szybko rozchyla poły swojego namiotu i podlatuje do Xiumina, szarpiąc nim na wszystkie strony.
- Pogięło cię, półgłówku? - rudy budzi się natychmiast. - Zabić cię?
Kiedy jest zaspany i się odgraża wygląda straszne uroczo.
- Musisz dzisiaj wziąć wartę.
- Co..?
- Wybacz, ja nie mogę. Coś mi.. wypadło.
Chłopak chwilę przygląda się Kai'owi i wzdycha.
- Daj mi się tylko przebrać.
- Dzięki - rzuca białowłosy z uśmiechem i wybiega z namiotu, od razu kierując się do innego. Oby jeszcze nie spał. Ostrożnie wsuwa do niego głowę, wpuszczając trochę blasku ogniska. Chłopak leży, wpatrując się w ziemię. Kiedy zauważa intruza, gwałtownie rozchyla powieki. Bez zbędnego gadania Kai wprasza się do środka.
- Jestem twoim obrońcą - mówi, podchodząc bliżej. - Moim zadaniem jest bronić cię w szczególności. Nawet przed złymi snami. Dlatego będę spał dzisiaj na ziemi. Zawsze będziesz mógł mnie obudzić.
Chłopak nie ma najwyraźniej siły protestować, bo jedynie wzdycha. Kai kładzie się obok łóżka, tyłem do niego. Nie chce, żeby chłopak czuł się przy nim niezręcznie.
- Idiota.. - słyszy jego burknięcie. - Na ziemi jest zimno. I twardo. Zmieścimy się na moim łożku..
- Naprawdę?
- Nie gadaj, bo się rozmyślę i wykopię twoją wątrobę w kosmos.
Kai uśmiecha się szeroko. Jego mały Kyungie w końcu próbuje się otworzyć. Nawet, jeśli to brzmi poważnie, to nie potrafi się nie rozczulić nad tą małą kulką. Wciska się na materac za nim i wślizguje pod koc, uważając, by nie styknąć swojego ciała z jego. W końcu jednak obejmuje go w pasie i wtula się w jego plecy.
- Kocham cię, Kyungie.
- Jesteś idiotą, Kai.
CZYTASZ
Lost humanity
TerrorCzas apokalipsy. Zombie opanowały całą Koreę Południową. Czy grupie przetrwańców uda się odnaleźć lekarstwo?
