Nie byli ani trochę zadowoleni krocząc korytarzem szkoły. Trwały lekcje i w budynku panowała absolutna cisza. Ich kroki odbijały się echem po szarych kaflach. Zdecydowanie ten dźwięk nie należał do ulubionych Louisa. Był zdenerwowany, bardzo. Harry ściskał jego dłoń w swojej, lekko ciągnąc go do siebie, tym samym prosząc, aby się uspokoił i nie robił afery. Ale jak Louis miał być spokojny, kiedy jego dziecko znów zostało pobite z homofobicznych pobudek. Nie można się godzić na takie przypadki. Obaj już tyle razy rozmawiali z władzami szkół, do których chodził Michael, i szczerze mówiąc to nic nie dawało. Tak, zapewniali, że to już nigdy więcej nie będzie miało miejsca, ale miało. W podstawówce zmieniali mu szkołę dwa razy. Tak więc uczył się w trzech szkołach w ciągu siedmiu lat. Teraz Louis również planował przenieść syna do nowej szkoły, tym razem do prywatnej, gdzie od razu pokażą jaka jest sytuacja i mają zapobiegać podobnym. Wszyscy byli już tym zmęczeni, Michael za dwa lata kończył edukację i chciał to zrobić w spokoju. Louis miał świadomość tego, że kolejna zmiana szkoły wcale mu się nie spodoba, ale nie mieli innego wyjścia.
W gabinecie dyrektora Michael siedział na drewnianym szkole z pochyloną głową, więc jego rodzice nie mogli dostrzec ogromnego siniaka pod okiem, którego zasłaniała blond grzywka. Ramionami objął swój brzuch i wyglądał na całkowicie odciętego od rzeczywistości, od tego co właśnie go otaczało czyli dyrektor przed nim za biurkiem, zaraz obok niego chłopak, z którym się pobił i pomiędzy nimi nauczyciel. Harry rozpoznał w nim nauczyciela wychowania fizycznego. Wydawał się być bardzo przejęty i trzymać stronę ich syna, na szczęście. Jego spojrzenie kierowane do chłopaka, który sprezentował Michaelowi obrażenia twarzy, były pełne wściekłości i pogardy. Harry wiedział to, bo kilka razy miał okazję rozmawiać z Frankiem Bensonem, który przyznał mu się do bycia gejem, i że od jakiegoś czasu spotyka się z miłym mężczyzną. Z pewnością w tej sytuacji nie popierał poczynań chłopaka, który zaczął bójkę. Bo było oczywiste, że zaczął przeciwnik Michaela.
Spojrzenia Louisa i jego syna spotkały się, gdy Harry powiedział wszystkim "dzień dobry" zwracając uwagę na ich dwójkę. W oczach Michaela widoczny był ból, zakłopotanie i przeprosiny, których jego rodzice nie chcieli. Wydawało się, że chciał wstać i przytulić się do nich, ale powstrzymał się. Zamiast tego Louis z zaszklonymi oczami podszedł do niego i ułożył dłonie na jego ramionach, chcąc dać mu odrobinę ciepła i wsparcia. Michael z powrotem spuścił głowę i pozwolił, żeby się działo.
- Państwa syn, jak z pewnością się domyślacie - zaczął dyrektor - wdał się w bójkę. Nie należała do najprzyjemniejszych. Świadkiem był pan Benson, widział wszystko..
- I chciałbym, - wtrącił się Frank Benson - żeby to Michael powiedział jak było. Jak to wyglądało i od czego się zaczęło. - Michael nie wydawał się palić do tego, ale chciał żeby wszyscy znali prawdę, więc wziął głęboki wdech i cichym, spokojnym oraz lekko przestraszonym głosem zaczął opowiadać patrząc na swoje kolana.
- Rozmawiałem z Sally o tym, że moi rodzice w sierpniu mają rocznice ślubu i chciałbym coś zorganizować, i wtedy podszedł do nas Rick i powiedział tak po prostu, że mój ojciec obciąga każdemu za funta. - Mikey poczuł jak dłonie Louisa zaciskają się na jego ramionach. Chciał tylko, żeby tata nie zrobił takiej afery jak ostatnim razem. Ludzie ze szkoły długi czas patrzyli na niego dziwnie. - Starałem się to zignorować, mimo że naprawdę chciałem go uderzyć. Ale potem on spytał czy jemu też obciągnie i czy ja się nie przyłączę. - Harry miał ochotę wyjść słysząc od syna takie rzeczy. Nikt nie powinien zachowywać się w ten sposób. Odruchowo położył dłoń na biodrze męża i przysunął go bliżej siebie. Obaj widzieli, że ich syn ma łzy w oczach i nic nie mogli z tym zrobić. - Puściły mi nerwy, tak? - kontynuował Michael podniesionym głosem, spojrzał na dyrektora, który unikał jego wzroku. Wstydził się takiego zachowania jednego z jego uczniów. - Nie wytrzymałem i uderzyłem go. Rick mi oddał i tak na zmianę. - westchnął i spuścił głowę. Na chwilę w gabinecie zapanowała cisza dopóki Michael nie odezwał się kpiącym głosem. - Przepraszam. Nie powinienem był bić. Nie powinienem był bronić moich rodziców.
- Michael, to jest - zaczął siwy mężczyzna, dyrektor szkoły, ale nagle przerwał mu Louis, którego Harry wcale nie powstrzymywał. To wszystko już zostało powiedziane, ale zasługiwało na powtórzenie.
- To, co się tu dzieje, jest nienormalne! Co to za szkoła, gdzie dzieci obrażają, wyzywają mojego syna w taki sposób! I to nie jest homofobia? Jak pan chce to nazwać? Zwykłym nieporozumieniem? Wszyscy dobrze wiemy, że to nie pierwszy raz, kiedy mój syn jest szykanowany, bo ma dwóch ojców. I co z tego? Najwyraźniej o wiele lepiej go wychowujemy, niż rodzice tego.. zwyrodnialca - otwartą dłonią wskazał Ricka, który siedział z rękami założonymi na piersi, jego twarz była czerwona, ale starał się nie okazywać żadnych emocji. - Jak można tak traktować ludzi.. Mikey niczego złego nie zrobił. Jest mężczyzną, to oczywiste, że na takie zaczepki będzie reagował bójką. Wiem, że to źle, ale co on ma zrobić w takiej sytuacji? Broni nas - głos Louisa uspokoił się, brzmiał już bardziej na załamanego, niż na zdenerwowanego. Westchnął głośno i podszedł do Harry'ego zanim znów zaczął, i chwycił go mocno za dłoń - Nie pozwolę na to, by moje dziecko było tak traktowane. Dlatego chcę stąd wypisać Michaela.
- Co? - zdziwił się chłopak. Nigdy nie pomyślał, że jego rodzice będą chcieli przenieść go do innej szkoły, a tego nie chciał. - Nie możesz tego zrobić.
- Mikey, muszę..
- Nie! Nie zgadzam się. - gwałtownie wstał i po prostu wyszedł z gabinetu. Harry od razu ruszył za nim. Zatrzymał go w połowie korytarza. Złapał syna za ramiona i posłał mu poważne spojrzenie. Michael za to spuścił wzrok. - Nie chcę się przenosić. Proszę..
- Ale to dla twojego dobra, dobrze wiesz.
- Właśnie, że nie - bąknął i odwrócił wzrok, za chwilę jednak westchnął ciężko w geście poddania. - Okej. Wiem, że może wam się to nie podoba, że zdarza mi się z kimś pobić, ale nic mi nie jest i nie będzie, tak? - Harry pokręcił przecząco głową, a Michael kontynuował - Poza tym, nic się nie dzieję. Jest w porządku - nie, Harry zbytnio mu nie wierzył i chwilę patrzył na niego, aż Michael westchnął i powiedział: - Tu jest Sally. Mam tylko ją i nie chcę się z nią rozstawać. Nie róbcie mi tego - spojrzał na ojca w taki sposób, że Harry był gotów na to przystać.
- Rozumiem, ale to, że pójdziesz do innej szkoły nie oznacza, że zerwiecie kontakt. Przecież się nie przeprowadzasz. Będziecie się spotykać, tylko nie w szkole.
Michael potrzebował chwili, aby przemyśleć słowa taty. Może faktycznie miał racje. Inna szkoła nie oznacza, że Sally o nim zapomni. A była dla niego bardzo ważna, prawie jak siostra, której w sumie by nie chciał, ale wciąż. Kochał ją i zawsze oboje się wspierali. Tak naprawdę miał tylko ją, więc nie było by ani trochę fajnie, gdyby ją stracił. Ale tak jak mówił tata, zmiana szkoły to nie koniec świata.
- Okej. Ale nie możemy poczekać do końca? Zostały tylko trzy miesiące.
- No nie wiem. Przemyśl to, dobra? Tacie bardzo zależy - Michael kiwnął głową. Musiał jeszcze porozmawiać z Sally.
Wrócili z Harry'm do gabinetu, Louis oznajmił, że będą już szli i na pewno on sam skontaktuje się z dyrektorem, bo wiedział, że mąż przekonał ich syna. To chyba jednak ta głupia więź biologiczna.
W samochodzie wszyscy siedzieli cicho. Harry nie włączył radia, wolał przemyśleć wszystko na spokojnie, bez zbędnego hałasu. Był lekko poddenerwowany, szczerze. Z jednej strony uważał, że to dobrze, iż Michael zachowuje się jak prawdziwy mężczyzna i potrafi się obronić, obronić też swoją rodzinę. Ale teraz, on po prostu daje się prowokować. Wszyscy pewnie wiedzą, jak zareaguje na takie zaczepki i w ten sposób bawią się z nim. A on się daje. Tak nie może być. Musi z nim porozmawiać. Przez takie zachowanie teraz na pewno będą musieli go przenieść. Louis się uparł i zdania nie zmieni. Za wszelką cenę chce bronić swojego syna i Harry go rozumie, ale ucieczka nie jest rozwiązaniem. Właśnie doszedł do takiego wniosku i będzie starał się przekonać męża, by nie przenosili Micheala, i przekonać jego samego, by w końcu się uspokoił i opanował, bo to nie jest zabawa. Nie jego oprawców, a jego samego mogą zamknąć w zakładzie poprawczym.
- Jak ci się to stało? - spytała Matylda swojego brata, kiedy weszli do domu. Liam odebrał ją ze szkoły i został szykując jej obiad. No dobra, zwykłe kanapki. Dziewięciolatka z zachwytem patrzyła na brata, który jednak na zadowolonego z siebie nie wyglądał. Nie chciał, żeby to znowu tak wyszło, i było mu naprawdę wstyd. Wiedział, że tata też nie był zadowolony i to na niego bał się spojrzeć. Usiadł i pozwolił, by siostra usiadła obok niego. Jej oczy wpatrywała się uporczywie w sinika pod jego okiem.
- Pobiłem się - odparł krótko. Louis przyniósł mu lód owinięty w ściereczkę i przyłożył na obolałe miejsce.
- O jaaa... I co? Wygrałeś? - zachwycała się Matylda. Jej brat zawsze był dla niej bohaterem mimo, że częściej go nie lubiła i denerwowała specjalnie.
- Tak jakby - zaśmiał się czule i spojrzał na siostrę. Ona chyba jako jedyna była dumna z jego bójek. Nigdy tak naprawdę nie wiedziała o co jej brat się bił, ale ważne było, że wygrywał, i zawsze jej mówił, że to dla niej. Bo poniekąd tak było.
- Ealy, idź do siebie - mruknął Harry, córka westchnęła zmarnowana, ale ostatecznie zwlokła się z kanapy i poszła na górę, niezadowolona. - Michael, ty też - na te słowa chłopak lekko się zdziwił, bo myślał, że będą chcieli z nim porozmawiać, jednak nie. Nie protestował, szybko zamknął się w swoim pokoju i zadzwonił do Sally, bo o wszystkim jej powiedzieć i poruszyć kwestię przeniesienia do innej szkoły.
- Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł? - Harry spytał męża, podczas gdy szykował kolację dla rodziny: brązowa soczewica z pieczonym burakiem i kokosem.
- Najlepszy. Harry, naprawdę nie pozwolę, żeby Michael był tak traktowany - oburzył się szatyn. Przecież już o tym rozmawiali i Harry nie miał nic przeciwko.
- Ale on się im daje. Wiedzą jak zareaguje i zaczepiają go, a on od razu rzuca się z pięściami. Rozumiem, raz czy dwa, a nawet trzy. Ale reaguje przemocą odkąd pamiętam! Od czwartej klasy? Louis, otwórz oczy.
- Co ty pieprzysz?
- To Michael powinien się zmienić.
- Ale to dobry chłopak! Nie jest agresywny!
- Wiem, że nie jest. Przecież tak nie powiedziałam. Mam tylko na myśli, że musi się nauczyć reagować inaczej. Nie pięściami. Oni go prowokują, a on serio im się daje. Louis. Nie sądzę, że przeniesienie go to dobre wyjście.. - westchnął i posłał mężowi znaczące spojrzenie. Patrzyli na siebie dłuższą chwilę, rozmawiali bez słów, aż w końcu Louis pokiwał głową i usiadł przy stole. Harry kontynuował krojenie buraków.
- Masz rację, okej. Ale musisz z nim o tym porozmawiać. - Harry pokiwał głową. Cieszył się, że Louis przeszedł na jego stronę. - Nie zmienia to faktu, że chcę go przenieść. W nowej szkole będą inni ludzie. W prywatnej szkole, Harry. Tam się wszystkim zajmą. Powiemy im o co chodzi i jestem pewien, że nie dopuszczą do tego, do takich bójek.
- Lou..
- Harry.
- Coś się tak uparł na tę szkołę? - Harry porzucił robienie kolacji i usiadł obok męża.
- Bo wiem, że tak będzie lepiej. Przede wszystkim dla niego. Zobaczysz, że wszystko się zmieni. Harry, proszę. Mikie już się zgodził.
Harry, szczerze, nie był zbytnio do tego przekonany. Naprawdę nie powinni uciekać i Michael powinien zmierzyć się z tym wszystkim unikając przemocy. Musiał się nauczyć. Ale w sumie nowa szkoła faktycznie może zrobić dużo dobrego dla niego.
- W porządku - mruknął pokonany, ale uśmiechnął się widząc zadowoloną reakcję męża. Louis wstał od stołu i wślizgnął się na kolana Harry'ego.
Objął go za szyję, a dłonie Harry'ego powędrowały na jego uda. Już dawno nie byli blisko, ale to nic. Dzieci były najważniejsze.
- Grzeczny tatuś - westchnął wprost w wargi Harry'ego po czym ucałował go nie zważając na rumiane policzki.
CZYTASZ
Someone Else
FanfictionWszystko dzieje się bardzo szybko. Michael jest już prawie dorosły, ma swoje poważne problemy. Pojawia się też ktoś bardzo nieproszony, razy dwa, bo Louis niespodziewanie zachodzi w ciąże. W tym wszystkim jest zdezorientowany, starający się utrzymać...
