Część trzecia

1.4K 132 5
                                        

Nie byli ani trochę zadowoleni krocząc korytarzem szkoły. Trwały lekcje i w budynku panowała absolutna cisza. Ich kroki odbijały się echem po szarych kaflach. Zdecydowanie ten dźwięk nie należał do ulubionych Louisa. Był zdenerwowany, bardzo. Harry ściskał jego dłoń w swojej, lekko ciągnąc go do siebie, tym samym prosząc, aby się uspokoił i nie robił afery. Ale jak Louis miał być spokojny, kiedy jego dziecko znów zostało pobite z homofobicznych pobudek. Nie można się godzić na takie przypadki. Obaj już tyle razy rozmawiali z władzami szkół, do których chodził Michael, i szczerze mówiąc to nic nie dawało. Tak, zapewniali, że to już nigdy więcej nie będzie miało miejsca, ale miało. W podstawówce zmieniali mu szkołę dwa razy. Tak więc uczył się w trzech szkołach w ciągu siedmiu lat. Teraz Louis również planował przenieść syna do nowej szkoły, tym razem do prywatnej, gdzie od razu pokażą jaka jest sytuacja i mają zapobiegać podobnym. Wszyscy byli już tym zmęczeni, Michael za dwa lata kończył edukację i chciał to zrobić w spokoju. Louis miał świadomość tego, że kolejna zmiana szkoły wcale mu się nie spodoba, ale nie mieli innego wyjścia.

W gabinecie dyrektora Michael siedział na drewnianym szkole z pochyloną głową, więc jego rodzice nie mogli dostrzec ogromnego siniaka pod okiem, którego zasłaniała blond grzywka. Ramionami objął swój brzuch i wyglądał na całkowicie odciętego od rzeczywistości, od tego co właśnie go otaczało czyli dyrektor przed nim za biurkiem, zaraz obok niego chłopak, z którym się pobił i pomiędzy nimi nauczyciel. Harry rozpoznał w nim nauczyciela wychowania fizycznego. Wydawał się być bardzo przejęty i trzymać stronę ich syna, na szczęście. Jego spojrzenie kierowane do chłopaka, który sprezentował Michaelowi obrażenia twarzy, były pełne wściekłości i pogardy. Harry wiedział to, bo kilka razy miał okazję rozmawiać z Frankiem Bensonem, który przyznał mu się do bycia gejem, i że od jakiegoś czasu spotyka się z miłym mężczyzną. Z pewnością w tej sytuacji nie popierał poczynań chłopaka, który zaczął bójkę. Bo było oczywiste, że zaczął przeciwnik Michaela.

Spojrzenia Louisa i jego syna spotkały się, gdy Harry powiedział wszystkim "dzień dobry" zwracając uwagę na ich dwójkę. W oczach Michaela widoczny był ból, zakłopotanie i przeprosiny, których jego rodzice nie chcieli. Wydawało się, że chciał wstać i przytulić się do nich, ale powstrzymał się. Zamiast tego Louis z zaszklonymi oczami podszedł do niego i ułożył dłonie na jego ramionach, chcąc dać mu odrobinę ciepła i wsparcia. Michael z powrotem spuścił głowę i pozwolił, żeby się działo.

- Państwa syn, jak z pewnością się domyślacie - zaczął dyrektor - wdał się w bójkę. Nie należała do najprzyjemniejszych. Świadkiem był pan Benson, widział wszystko..

- I chciałbym, - wtrącił się Frank Benson - żeby to Michael powiedział jak było. Jak to wyglądało i od czego się zaczęło. - Michael nie wydawał się palić do tego, ale chciał żeby wszyscy znali prawdę, więc wziął głęboki wdech i cichym, spokojnym oraz lekko przestraszonym głosem zaczął opowiadać patrząc na swoje kolana.

- Rozmawiałem z Sally o tym, że moi rodzice w sierpniu mają rocznice ślubu i chciałbym coś zorganizować, i wtedy podszedł do nas Rick i powiedział tak po prostu, że mój ojciec obciąga każdemu za funta. - Mikey poczuł jak dłonie Louisa zaciskają się na jego ramionach. Chciał tylko, żeby tata nie zrobił takiej afery jak ostatnim razem. Ludzie ze szkoły długi czas patrzyli na niego dziwnie. - Starałem się to zignorować, mimo że naprawdę chciałem go uderzyć. Ale potem on spytał czy jemu też obciągnie i czy ja się nie przyłączę. - Harry miał ochotę wyjść słysząc od syna takie rzeczy. Nikt nie powinien zachowywać się w ten sposób. Odruchowo położył dłoń na biodrze męża i przysunął go bliżej siebie. Obaj widzieli, że ich syn ma łzy w oczach i nic nie mogli z tym zrobić. - Puściły mi nerwy, tak? - kontynuował Michael podniesionym głosem, spojrzał na dyrektora, który unikał jego wzroku. Wstydził się takiego zachowania jednego z jego uczniów. - Nie wytrzymałem i uderzyłem go. Rick mi oddał i tak na zmianę. - westchnął i spuścił głowę. Na chwilę w gabinecie zapanowała cisza dopóki Michael nie odezwał się kpiącym głosem. - Przepraszam. Nie powinienem był bić. Nie powinienem był bronić moich rodziców.

- Michael, to jest - zaczął siwy mężczyzna, dyrektor szkoły, ale nagle przerwał mu Louis, którego Harry wcale nie powstrzymywał. To wszystko już zostało powiedziane, ale zasługiwało na powtórzenie.

- To, co się tu dzieje, jest nienormalne! Co to za szkoła, gdzie dzieci obrażają, wyzywają mojego syna w taki sposób! I to nie jest homofobia? Jak pan chce to nazwać? Zwykłym nieporozumieniem? Wszyscy dobrze wiemy, że to nie pierwszy raz, kiedy mój syn jest szykanowany, bo ma dwóch ojców. I co z tego? Najwyraźniej o wiele lepiej go wychowujemy, niż rodzice tego.. zwyrodnialca - otwartą dłonią wskazał Ricka, który siedział z rękami założonymi na piersi, jego twarz była czerwona, ale starał się nie okazywać żadnych emocji. - Jak można tak traktować ludzi.. Mikey niczego złego nie zrobił. Jest mężczyzną, to oczywiste, że na takie zaczepki będzie reagował bójką. Wiem, że to źle, ale co on ma zrobić w takiej sytuacji? Broni nas - głos Louisa uspokoił się, brzmiał już bardziej na załamanego, niż na zdenerwowanego. Westchnął głośno i podszedł do Harry'ego zanim znów zaczął, i chwycił go mocno za dłoń - Nie pozwolę na to, by moje dziecko było tak traktowane. Dlatego chcę stąd wypisać Michaela.

- Co? - zdziwił się chłopak. Nigdy nie pomyślał, że jego rodzice będą chcieli przenieść go do innej szkoły, a tego nie chciał. - Nie możesz tego zrobić.

- Mikey, muszę..

- Nie! Nie zgadzam się. - gwałtownie wstał i po prostu wyszedł z gabinetu. Harry od razu ruszył za nim. Zatrzymał go w połowie korytarza. Złapał syna za ramiona i posłał mu poważne spojrzenie. Michael za to spuścił wzrok. - Nie chcę się przenosić. Proszę..

- Ale to dla twojego dobra, dobrze wiesz.

- Właśnie, że nie - bąknął i odwrócił wzrok, za chwilę jednak westchnął ciężko w geście poddania. - Okej. Wiem, że może wam się to nie podoba, że zdarza mi się z kimś pobić, ale nic mi nie jest i nie będzie, tak? - Harry pokręcił przecząco głową, a Michael kontynuował - Poza tym, nic się nie dzieję. Jest w porządku - nie, Harry zbytnio mu nie wierzył i chwilę patrzył na niego, aż Michael westchnął i powiedział: - Tu jest Sally. Mam tylko ją i nie chcę się z nią rozstawać. Nie róbcie mi tego - spojrzał na ojca w taki sposób, że Harry był gotów na to przystać.

- Rozumiem, ale to, że pójdziesz do innej szkoły nie oznacza, że zerwiecie kontakt. Przecież się nie przeprowadzasz. Będziecie się spotykać, tylko nie w szkole.

Michael potrzebował chwili, aby przemyśleć słowa taty. Może faktycznie miał racje. Inna szkoła nie oznacza, że Sally o nim zapomni. A była dla niego bardzo ważna, prawie jak siostra, której w sumie by nie chciał, ale wciąż. Kochał ją i zawsze oboje się wspierali. Tak naprawdę miał tylko ją, więc nie było by ani trochę fajnie, gdyby ją stracił. Ale tak jak mówił tata, zmiana szkoły to nie koniec świata.

- Okej. Ale nie możemy poczekać do końca? Zostały tylko trzy miesiące.

- No nie wiem. Przemyśl to, dobra? Tacie bardzo zależy - Michael kiwnął głową. Musiał jeszcze porozmawiać z Sally.

Wrócili z Harry'm do gabinetu, Louis oznajmił, że będą już szli i na pewno on sam skontaktuje się z dyrektorem, bo wiedział, że mąż przekonał ich syna. To chyba jednak ta głupia więź biologiczna.
  
W samochodzie wszyscy siedzieli cicho. Harry nie włączył radia, wolał przemyśleć wszystko na spokojnie, bez zbędnego hałasu. Był lekko poddenerwowany, szczerze. Z jednej strony uważał, że to dobrze, iż Michael zachowuje się jak prawdziwy mężczyzna i potrafi się obronić, obronić też swoją rodzinę. Ale teraz, on po prostu daje się prowokować. Wszyscy pewnie wiedzą, jak zareaguje na takie zaczepki i w ten sposób bawią się z nim. A on się daje. Tak nie może być. Musi z nim porozmawiać. Przez takie zachowanie teraz na pewno będą musieli go przenieść. Louis się uparł i zdania nie zmieni. Za wszelką cenę chce bronić swojego syna i Harry go rozumie, ale ucieczka nie jest rozwiązaniem. Właśnie doszedł do takiego wniosku i będzie starał się przekonać męża, by nie przenosili Micheala, i przekonać jego samego, by w końcu się uspokoił i opanował, bo to nie jest zabawa. Nie jego oprawców, a jego samego mogą zamknąć w zakładzie poprawczym.

- Jak ci się to stało? - spytała Matylda swojego brata, kiedy weszli do domu. Liam odebrał ją ze szkoły i został szykując jej obiad. No dobra, zwykłe kanapki. Dziewięciolatka z zachwytem patrzyła na brata, który jednak na zadowolonego z siebie nie wyglądał. Nie chciał, żeby to znowu tak wyszło, i było mu naprawdę wstyd. Wiedział, że tata też nie był zadowolony i to na niego bał się spojrzeć. Usiadł i pozwolił, by siostra usiadła obok niego. Jej oczy wpatrywała się uporczywie w sinika pod jego okiem.

- Pobiłem się - odparł krótko. Louis przyniósł mu lód owinięty w ściereczkę i przyłożył na obolałe miejsce.

- O jaaa... I co? Wygrałeś? - zachwycała się Matylda. Jej brat zawsze był dla niej bohaterem mimo, że częściej go nie lubiła i denerwowała specjalnie. 

- Tak jakby - zaśmiał się czule i spojrzał na siostrę. Ona chyba jako jedyna była dumna z jego bójek. Nigdy tak naprawdę nie wiedziała o co jej brat się bił, ale ważne było, że wygrywał, i zawsze jej mówił, że to dla niej. Bo poniekąd tak było.

- Ealy, idź do siebie - mruknął Harry, córka westchnęła zmarnowana, ale ostatecznie zwlokła się z kanapy i poszła na górę, niezadowolona. - Michael, ty też - na te słowa chłopak lekko się zdziwił, bo myślał, że będą chcieli z nim porozmawiać, jednak nie. Nie protestował, szybko zamknął się w swoim pokoju i zadzwonił do Sally, bo o wszystkim jej powiedzieć i poruszyć kwestię przeniesienia do innej szkoły.

- Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł? - Harry spytał męża, podczas gdy szykował kolację dla rodziny: brązowa soczewica z pieczonym burakiem i kokosem.

- Najlepszy. Harry, naprawdę nie pozwolę, żeby Michael był tak traktowany - oburzył się szatyn. Przecież już o tym rozmawiali i Harry nie miał nic przeciwko.

- Ale on się im daje. Wiedzą jak zareaguje i zaczepiają go, a on od razu rzuca się z pięściami. Rozumiem, raz czy dwa, a nawet trzy. Ale reaguje przemocą odkąd pamiętam! Od czwartej klasy? Louis, otwórz oczy.

- Co ty pieprzysz?

- To Michael powinien się zmienić.

- Ale to dobry chłopak! Nie jest agresywny!

- Wiem, że nie jest. Przecież tak nie powiedziałam. Mam tylko na myśli, że musi się nauczyć reagować inaczej. Nie pięściami. Oni go prowokują, a on serio im się daje. Louis. Nie sądzę, że przeniesienie go to dobre wyjście.. - westchnął i posłał mężowi znaczące spojrzenie. Patrzyli na siebie dłuższą chwilę, rozmawiali bez słów, aż w końcu Louis pokiwał głową i usiadł przy stole. Harry kontynuował krojenie buraków.

- Masz rację, okej. Ale musisz z nim o tym porozmawiać. - Harry pokiwał głową. Cieszył się, że Louis przeszedł na jego stronę. - Nie zmienia to faktu, że chcę go przenieść. W nowej szkole będą inni ludzie. W prywatnej szkole, Harry. Tam się wszystkim zajmą. Powiemy im o co chodzi i jestem pewien, że nie dopuszczą do tego, do takich bójek.

- Lou..
- Harry.

- Coś się tak uparł na tę szkołę? - Harry porzucił robienie kolacji i usiadł obok męża.

- Bo wiem, że tak będzie lepiej. Przede wszystkim dla niego. Zobaczysz, że wszystko się zmieni. Harry, proszę. Mikie już się zgodził.

Harry, szczerze, nie był zbytnio do tego przekonany. Naprawdę nie powinni uciekać i Michael powinien zmierzyć się z tym wszystkim unikając przemocy. Musiał się nauczyć. Ale w sumie nowa szkoła faktycznie może zrobić dużo dobrego dla niego.

- W porządku - mruknął pokonany, ale uśmiechnął się widząc zadowoloną reakcję męża. Louis wstał od stołu i wślizgnął się na kolana Harry'ego.
Objął go za szyję, a dłonie Harry'ego powędrowały na jego uda. Już dawno nie byli blisko, ale to nic. Dzieci były najważniejsze.

- Grzeczny tatuś - westchnął wprost w wargi Harry'ego po czym ucałował go nie zważając na rumiane policzki.


Someone ElseOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz