Była nauczona nie odpowiadać niepytana, dlatego nawet jeśli priorytetem Marylin w szkole okazało się zdobywanie dobrych stopni, zazwyczaj nie wychylała się ze swoimi przemyśleniami przed tłum. Język angielski był wśród uczniów Eastville High traktowany jako udręka dla i tak zmęczonej własną egzystencją młodzieży, zwłaszcza zagadnienia dotyczące literatury. Nie chodziło jednak o sam fakt, że spora większość miała całkowicie gdzieś twórczość Szekspira, albo nie mogła już znieść monotonnego głosu nauczycielki, problemem okazała się męcząca, zaangażowana w lekcję bardziej niż sama anglistka, Bethany Lawrence.
W wielu produkcjach inteligentne dziewczyny są najpierw nieatrakcyjne, później ładnieją, a te które wynoszą wnioski, oddając swoje serce literaturze pięknej, to ciche, skromne, skulone w sobie, niemalże niewidzialne nastolatki, ukrywające się przed światem, jakby w obawie, że ich serca ze szkła jakiś popularny półmózg rzuci o ziemię. Bethany Lawrence może i była oczytana, miała niesamowitą wiedzę nie tyle z zakresu językowego, co historyczną oraz społeczną, ale jej istnienie jawiło się jako niezaprzeczalne potwierdzenie tezy, iż mądrość nie zawsze kroczy ramię w ramię z inteligencją.
Dziewczyna średniego wzrostu, średniej wagi, ale z potężnym biustem, ukrytym pod z reguły czarnymi, za dużymi ubraniami wzbudzała przerażenie. Jej koszulki miały nadruki, które krzyczały na odległość miliona kilometrów: „jestem inna niż wszystkie!", no i praktycznie rzecz ujmując uważała się za wojowniczkę o wolność, każdą taką walkę robiąc o sobie.
Jej wypowiedzi musiały zawierać w sobie jakieś niesztampowe zwroty, zaczytywała się w Goethem, którego także rzecz jasna krytykowała. Na dobrą sprawę... Bethany krytykowała wszystko, tylko po to, aby krytykować.
Dlatego każdy osobiście, w swojej ławce tylko modlił się, by Bethany nie przyszła na zajęcia angielskiego, w dniu gdy pani Michaels oznajmiła, że na tapet wrzuci się najpewniej obraz kobiety w dwudziestoleciu międzywojennym na podstawie Wielkiego Gatsby'ego. Choć realnie... Nikt nie wątpił, iż Bethany będzie gotowa przyjechać nawet na noszach, by wyrazić swoją cenną opinię.
Marylin czasem mimo wszystko była wdzięczna za możliwość poznania Bethany, bo nawet jeśli wiedziała, że jest uznana przez koleżankę, jako gorszy sort z tej plastikowej półki, myśląc nad jej bezsensownymi wypowiedziami, zmuszała się do szukania informacji, tak po prostu, żeby mieć stuprocentową pewność, iż głupoty Lawrence to rzeczywiście głupoty.
Po jej wystąpieniach na lekcjach Marylin doprawdy weryfikowała te informacje i sprawdzała jej „trudne słówka", myśląc czasem, że wyrzuci koleżance błąd logiczny. Jeszcze nie miała okazji, poza tym nie lubiła szarpać własnych nerwów bardziej, niż wymagała tego sytuacja. Nie zmienia to jednak faktu, że taka Bethany Lawrence przyczyniła się do zdobywania przez Harris wiedzy bardziej, aniżeli lata systemowej edukacji.
Bethany zdarzało się też mówić mądrze, co było jednak niesamowicie rzadkie. Gdyby tak przyciąć jej zdania wielokrotnie złożone, stawiając kropki w odpowiednich miejscach... Dałoby się tego słuchać, lecz po kolejnej nocy, z której przespała może dwie godziny, mając na sobie makijaż grubości tynku na ścianie szkoły, kiedy tak siedziała w sali od angielskiego w płaszczu, bo marzła od niewyspania, stukając paznokciami o okładkę Wielkiego Gatsby'ego i tylko usłyszała, jak krzesło Bethany się porusza, aż przeniosła zmęczony wzrok pełny tej nienawiści na Catherine siedzącą obok.
- Lepiej żeby pieprzyła te swoje głupoty, niż żeby Michaels miała spytać którąś z nas - szepnęła Cat na ucho Marylin, a ta wzruszyła ramionami w odpowiedzi.
Jej mózg powoli się przegrzewał skutkiem zmęczenia materiału. Właściwie zmusiła się, by pójść do szkoły tylko z powodu umowy swojej oraz Caluma Hooda, który oczywiście się nie zjawił. Jak na złość. Marylin przysypiała na ręce.
CZYTASZ
affection I: coffee and cigarettes
Hayran Kurgu"Papieros jest doskonałym przykładem doskonałej rozkoszy. Sprawia przyjemność, a nie zaspokaja." Oscar Wilde
