17:09
Selena
Okej. Teraz albo nigdy.
Biorę do ręki telefon.
Dzwonię.
-Halo?-dobywa się z drugiej strony słuchawki.
-Hej Jus.- mowię i czuję, że wraz z wypowiedzianymi słowami moje policzki rumienią się.
-Hej Skarbie. - justin chyba tez sie uśmiechnął.
-Mam pytanie, ale wiem, ze to o co che cie poprosic nie spodoba ci się.
-Pewnie chcesz poprosic, zebym znowu zrobił sobie grzywkę. Nie ma szans!- żartuje Justin.
-Hahaha, nie...Tym razem chodzi o cos innego. Ale nastepnym, kto wie???
-Hahaha, no dobra. O co chodzi?
-No więc...-Zrób to. Raz a dobrze.- Chcialam cie poprosic, zebys poszedl ze mną na imprezę do Taylor!- Powiedzialam szybko na jednym oddechu.
Ufff, wydusiłam to wreszcie z siebie.
-Sel, sam nie wiem. Taylor mnie nie akceptuje jako twojego chłopaka. Zresztą poprostu jako czlowieka też.
-Nie mów tak. Tay cię lubi. Poprostu ona nie chce zeby ktos mnie skrzywdzil. Wie jak przezylam rozstanie z Tobą. W zasadzie kilka rozstan z tobą. Troszczy sie o mnie. Ale zależy jej na moim szczesciu. Zrozumie.
-I co jej powiesz? Jak zapyta, jak z powrotem się zeszliśmy. Że pijany spalem u ciebie, a potem seks. I to ma ją przekonac, ze jestes szczęśliwa, a ja wart zaufania? Nie wiem Selly.
-Nie martw się. Cos wymyślę. Tylko proszę Cię, chodz ze mną. Nie chce isc tam sama i ukrywac zwiazku z tobą.
-Dobrze już. Pójdę. Ale w zamian za to liczę na jakąś nagrodę- usmiecha sie znacząco.
-Da się załatwić- mówię i znowu się rumienię.
O godzinie 18:00 Justin podjeżdża pod mój dom. Otwieram drzwi i wchodzę do auta.
-Hej-mówi.
-Hej.
-Pięknie wyglądasz.
-Dzięki- odpowiadam i daję mu buziaka.
Nie mialam ochoty szczegolnie się stroić. Postawiłam na delikatny makijaż. Nalozylam tylko podklad i delikatnym brązem podkreslilam oczy. Tusz do rzęs i błyszczyk to uzupelnienie.
Ubrałam czarną koszulkę z odkrytymi plecami i szare jeansy z wysokim stanem. Do tego czarne botki.
Wlosy spięłam w luźnego koka.
-A co jezeli kazą mi opowiedziec, jak doszlo do tego, ze znowu jestesmy razem?-pyta Jus.
-Nie wiem, powiem poprostu, że zmieniles sie i chcialam dac ci jeszcze szansę. Bo wiedzialam, ze oboje cos do siebie nadal czujemy.
-A czujemy?- pyta
Patrzę na niego. Ma obojętny wyraz twarzy. Skupia się na drodze.
-Jus, co to ma znaczyć? Ze co? Ze chciales sie tylko przespać?
Patrzy na mnie.
Wsciekla na niego świdruję go wzrokiem. Co za dupek.
Naraz Jus wybucha śmiechem.
-Ej, Kicia. Żartowałem.
Boże, dopomóż.
Usmiecham sie do niego i uderzam go lekko torebką.
-Aua!
-Nalezalo ci się.
Podjezdzamy pod dom Taylor.
-Gotowy?-pytam.
-Gotowy.- Justin całuje mnie mocno w usta i oboje wychodzimy z samochodu.
CZYTASZ
Sorry
Fanfiction-Justin...Justin dosyć! Musisz już iść...to jest chore! -Spokojnie..zaufaj mi #1 w #jelena
