7.

475 27 4
                                    

Bar w którym umówiłam się z Hailey wcale nie sprawiał dobrego ważenia i już od progu poczułam duszący zapach dymu papierosowego i taniego alkoholu. Jak to ona wczoraj ujęła "prześlę ci adres fajnej knajpki"? Serio? Nasza interpretacja tego określenia zdecydowanie się od siebie różniła. Fajna knajpka, to taka która jest przede wszystkim jasna, cicha i zadbana. A tutaj... Czy teraz palenie nie jest zabronione w tego typu pomieszczeniach? Co to miało w ogóle być? Nie chciałam być biernym palaczem i naprawdę miałam ochotę zawiadomić o tej spelunie sanepid, ale chyba  nie wyszłabym przez to na dobrą osobę, a przecież chciałam zdobyć choć delikatną sympatię blondynki. Naprawdę dziwiło mnie jednak, że chciała się spotkać w takim miejscu. Bardziej liczyłam na jakąś spokojną kawiarenkę, w której mogłabym napić się dobrej kawy, ale chyba nie miałam na co liczyć. Musiałam zadowolić się zadymionym, tragicznie urządzonym lokalem, w którym zdecydowanie niczego się nie napiję, ani nic nie zjem. Fuj.

Weszłam niepewnie do środka i rozejrzałam się po klienteli tego miejsca. Oczywiście idealnie oni pasowali do wystroju tego lokalu. Czułam się jakbym trafiła do jakiegoś baru dla motocyklistów. Większość z obecnych tu mężczyzn była w podeszłym wieku, a ich łyse w przeważającej ilości głowy, pokryte były chustkami w czarnych, albo czerwonych kolorach. Nie wiedziałam nigdzie Hailey, więc postanowiłam na nią zaczekać jak najdalej od całej tej zgrai i wybrałam stolik pod oknem, na samym końcu sali. Nieopodal był duży śmietnik, z którego wypadały papiery, więc zapewne dlatego nikt tu nie siedział. W co ja się właściwie wpakowałam? Mogłam najpierw sprawdzić w Internecie jak wygląda to miejsce, a dopiero później się zgodzić na spotkanie. 

- Oo, jesteś już. Wybacz, że się spóźniłam, ale nie zauważyłam jak podjechałaś. - Hailey nagle usiadła obok mnie na ławce obitej czerwoną skórą, aż podskoczyłam ze strachu. Takie miejsca jednak nie napawały mnie spokojem i zdecydowanie nie pozwalały mi się zrelaksować. Wręcz przeciwnie, tylko czekałam na jakiś cios z każdej strony. Byłam zdecydowanie zbyt spięta jak na zwykłe spotkanie z koleżanką z pracy.

- Byłaś gdzieś w okolicy? 

- Tak. Tutaj naprzeciwko jest klub nocny i dlatego wybrałam to miejsce, chociaż widzę, że ci się nie podoba. Zabrałabym cię tam, ale przy tak dudniącej muzyce ciężko się rozmawia.

- Jasne, rozumiem. A tu jest... Ładne. - powiedziałam bez wyraźnego przekonania.

- Pewnie. - zaśmiała się cicho i usiadła wygodniej na swoim miejscu, w ogóle nie przejmując się tym, że jeździ jasną sukienkę po obrzydliwie wyglądającym obiciu. - Chcesz się czegoś napić?

- Nie, dziękuję. - szczerze mówiąc to wolałam nie ryzykować zarażeniem się jakimś syfem. - Powiedz mi lepiej o czym chciałaś rozmawiać.  - bo jak najszybciej chcę stąd wyjść, dodałam już w myślach.

- W sumie to nawet nie wiem, co sobie myślałam. - nerwowo zaczęła się bawić solniczką, stojącą na stole. - Chodzi mi o sprawę, którą zajmuje się mój tata. 

- Ten gang? Co ja mam z tym wspólnego? Przecież już ci mówiłam, że nic na ten temat nie wiem, a nawet gdyby było inaczej to tata by mnie udusił, gdybym ci powiedziała.

- Wiesz... Naprawdę interesuje mnie ta sprawa, a oczywiście nie udało mi się dostać do grupy śledczej. Twój ojciec postawił na bardziej doświadczonych policjantów i w sumie mu się nie dziwię, bo sprawa jest widocznie bardzo poważna. 

 - Nadal nie rozumiem, co ja mam do tego. - wzruszyłam ramionami. 

- Pomyślałam, że... Może byś mi pomogła. Na pewno udałoby ci się wydobyć od taty jakieś szczegóły, a później powiedziałabyś o nich mi, żebym mogła zacząć rozpracowywać ten gang na swój sposób. No wiesz, czasem świeże spojrzenie jest bardzo korzystne dla sprawy. - musiała być naprawdę zdenerwowana naszą rozmową, bo zawzięcie gniotła w dłoniach biedną solniczkę. 

I love your lies, shawty.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz