1.

624 25 1
                                    

Jazda pod wpływem alkoholu, B-15, segregator zielony. Przemoc domowa, B-25, segregator czerwony. Kradzież z włamaniem, B-20. Który to był? Jęknęłam zirytowana, gdy segregator z odpowiednimi aktami spadł mi z biurka, a cała jego zawartość, którą układałam od rana, rozsypała się po szarej, ponurej podłodze, okrytej wygłuszającą hałasy wykładziną. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? Najpierw nie zadzwonił budzik, później mój pies Bajzel zapaskudził mi ulubione szpilki, a na domiar złego, zepsuło mi się auto i do miejsca mojej pracy musiałam przyjść pieszo, bo tata zdążył już dojechać na miejsce. Cudownie. Po prostu świetnie! Staż tutaj miał mi otworzyć wszystkie drzwi, a jak na razie to psuł mi tylko krew.

- Ari, przynieś nam do gabinetu dwie kawy. - przez donośny głos mojego ojca, który wyrwał mnie z rozmyślenia, uderzyłam głową w blat biurka. Był dwa pomieszczenia dalej, a ja miałam wrażenie, że siedzi zaraz za mną. Cholera jasna! Zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie pracę w policji. Wszystko miało wyglądać inaczej. Mieli mnie szanować i liczyć się choć w małym stopniu z moim zdaniem, a od dwóch miesięcy, jedyne co robiłam to układanie akt w archiwum i parzenie kawy tłustym, leniwym policjantom, którzy na każdym kroku rzucali mi tylko obleśne spojrzenia. Ze względu na tatę, żaden z nich nie odważyłby się na nic więcej, bo doskonale wiedzieli, że nie mogą mnie mieć. W tej komendzie rządził właśnie mój ojciec, a on był człowiekiem, który nie dał nikomu wejść sobie na głowa. Nawet mnie i mojej mamie. To zawsze on decydował jak ma wyglądać życie całej naszej trójki i bez żadnych sprzeciwów trzeba było się temu podporządkować. Pewnie właśnie dlatego był takim dobrym policjantem. 

- Ari? - głowa mojego ojca wyłoniła się zza drzwi, gdy nie dostał ode mnie żadnej odpowiedzi. - Co ty robisz na podłodze? 

- Ryby łowię. - mruknęłam pod nosem, tak, żeby nie usłyszał, bo inaczej dostałabym niezłą reprymendę. Co to za głupie pytanie? Co mogę robić na podłodze, w stosie rozrzuconych akt? Pewnie pakuję się na wczasy w Grecji. - Już robię kawy. - powiedziałam tylko grzecznie, odrzucając od siebie wszystkie negatywne emocje, które od rana mi towarzyszyły. 

- Powinnaś być bardziej zorganizowana, kochanie. 

- Wiem, tato. 

- Wymyśl jakiś system, który ułatwi ci pracę. Podziel akta na kategorie czy coś... Nigdy tego nie robiłem, ale to wydaje się być sensowne. - no tak, odkrył Amerykę.

- Dobrze. 

- Możesz też poprosić o pomoc panią Gomez. - o tak, już lecę do tej starej, wrednej wiedźmy. Prędzej bym zjadła kilka teczek, żeby mieć mniej pracy. 

- Postaram się. - znów ten grzeczny ton, za który praktycznie znienawidziłam samą siebie. Nawet rodzicom powinno się odpowiadać szczerze, zgodnie z sumieniem i swoją wolą. Czemu nie potrafiłam tego zrobić? Czemu zawsze musiałam spełniać oczekiwania i zachcianki innych? Czemu nie robiłam tego, o czym naprawdę marzyłam? Te pytania już od dłuższego czasu pozostawały w mojej głowie bez odpowiedzi. 

- No dobrze. - kiwnął głową i po raz kolejny przeniósł te swoje wielkie, piwne oczy na bałagan panujący w pomieszczeniu. Naprawdę go kochałam, ale z każdym dniem miałam coraz silniejsze wrażenie, że miał nierealne oczekiwania względem mnie. Chciałam być dobrą policjantką, ale byłam tylko człowiekiem i popełniałam błędy, na których się uczyłam życia. Starałam się jak tylko mogłam, żeby go nie zawieźć, ale taka papierkowa robota była zdecydowanie nie dla mnie. Ja potrzebowałam emocji, działania, akcji... Chciałam, żeby w moim życiu coś się działo, żeby wydarzyło się coś spektakularnego, a jak na razie całe dnie spędzałam na układaniu zakurzonych akt. - Jak już zrobisz kawy to skocz do cukierni za rogiem i kup pudełko pączków. Przyjeżdża dziś główny śledczy, a on jest okropnym łasuchem. 

I love your lies, shawty.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz