8.

396 25 2
                                    

- Szukasz kogoś, słońce? - doskonale widziałem, że przestraszona dziewczyna jak najszybciej chciała się ode mnie oddalić, więc błyskawicznie ułożyłem dłonie na murowanej kolumnie, po obydwóch stronach jej drobnego ciałka, aby nie mogła ode mnie uciec. Po raz kolejny przyłapałem ją na gorącym uczynku i bez problemu mogłem dostrzec rumieńce na jej policzkach, które przebiły się przez makijaż. Sam nie wiedziałem dlaczego ta młoda kobieta tak mnie kręciła, ale to, że obserwowała mnie z ukrycia, wydawało mi się cholernie urocze. Była zbyt nieśmiała, żeby podejść do mnie i dostać to, czego chciała, więc wolała "podziwiać mnie", jakkolwiek głupio to brzmi, z bezpiecznej odległości. Niestety nie była w tym zbyt dyskretna, bo nawet wstawiona Catherine, dziewczyna z naszego gangu, ją zauważyła i zaczęła wypytywać o nią. Ludzie z naszej małej organizacji rzadko widywali mnie z kobietami, więc w sumie nie dziwiła mnie jej ciekawość. Wcześniej uprzykrzała życie Annie, Liamowi i Lizzie, a teraz, gdy nie było ich pod ręką, musiałem jej wystarczyć ja. Szczerze mówiąc, ani trochę mi się to nie podobało. 

- Ja... Nie, nikogo nie szukam. Wybieram się na imprezę. - starała się nonszalancko wskazać ruchem głowy wejście do klubu, ale wyglądało to raczej jakby miała zespół Tourretta. 

- Nie sądziłem, że jesteś typem imprezowiczki. - uważnie obserwowałem jej delikatną, ale cholernie śliczną twarz. Przyglądała mi się spod wachlarza swoich długich, chyba jednak naturalnych rzęs, chociaż w tych czasach to różnie z tym było, jak już to wcześniej wspominałem. Tak jak zazwyczaj miała wysoką kitę, tylko tym razem w gumce związane były tylko górne włosy, a cała reszta spadała na jej szczupłe, opalone ramiona. Czarna koszulka na ramiączka i zsunięta z ramion dżinsowa kurtka dodawały jej delikatnego pazura i seksapilu. Musiałem się naprawdę pilnować, żeby patrzeć na jej twarz, a nie na kształtne cycki, które bluzka idealnie eksponowała. Myślałem, że są mniejsze, ale to w sumie miłe zaskoczenie. 

- Bo nie jestem, ale zaprosiła mnie koleżanka, więc nie chciałam jej zawieźć. 

- Koleżanka? - zmarszczyłem mimowolnie brwi. Do tego klubu przychodzili raczej sami gangsterzy, albo różni biznesmeni, którzy chcieli w jakiś nielegalny sposób rozwiązać sobie problemy, więc to, że Ariana miała tu znajomych naprawdę mnie zdziwiło. Czy należała do jakiegoś gangu? Szczerze w to wątpiłem, bo na pewno bym o niej coś usłyszał. Musiała zatem przyjaźnić się z którąś z członkiń okolicznych gangów. Tylko z którą? Najlepiej by było, gdyby z kimś z Bad Blood, bo tylko z nimi mieliśmy sojusz, a on ułatwiał zdecydowanie relacje. 

- Tak. Coś w tym dziwnego? 

- Nie, skąd. - zakręciłem sobie na palcu ciemny kosmyk jej długich włosów. - Ale czemu stoisz tutaj zamiast bawić się z przyjaciółką w środku?

- Znów masz zamiar się ze mnie naśmiewać? - odepchnęła moją rękę od siebie, jednak wcale mnie tym nie zniechęciła do działania. - Byłabym wdzięczna, gdybyś się jednak ode mnie odsunął. 

- Przecież to były tylko żarty, daj spokój. 

- Mamy widocznie inne poczucie humoru. 

- Ale i tak cię kręcę. - posłałem jej chytry uśmieszek, po czym lekko się odsunąłem, aby dać jej trochę przestrzeni. Nie chciałem jej spłoszyć, a na naśmiewanie się z niej też jakoś nie miałem ochoty.

- Chciałbyś. 

- Mógłbym ci to udowodnić nawet teraz, ale powiedzmy, że się powstrzymam. - zerknąłem na Cath, która stanęła u mojego boku, a później na Arianę, która popatrzyła na nią jak na jakieś bóstwo nie z tego świata. No tak. Moja znajoma należała zdecydowanie do tych kobiet, które odbierały facetom rozum, wszystkie pieniądze oraz często życie. 

I love your lies, shawty.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz