Stołówka zajmowała, całe trzecie piętro, musiała pomieścić prawie pół-tysięcy żołnierzy i tyle samo pracowników Kliniki. Ośmioosobowe stoliki, ustawiono w rzędach, wzdłuż ścian. Jedna z nich, była przyciemnianą szybą, przez, którą można było obserwować miasto.
Nie było wiele osób, jeszcze nie była pora obiadowa. Podszedłem do stołów z jedzeniem, wziąłem talerz i nabrałem na niego surówkę, ziemniaki i kotleta. Ustawiłem się za dwuosobową kolejką.
Przy ladzie stała Moly, była niską, szeroką kobietą w białym fartuchu. Włosy rude, krótkie do ramion, grzywka, prosta, zakrywająca oczy. Twarz miała pomarszczoną, jak pergamin, była najstarszą osobą, jaką tu widziałem. Często słyszałem, jak przezywali ją „słonicą", oprócz jej wagi, miała też wyśmienitą pamięć. Wiedziała wszystko o wszystkich, i pamiętała rzeczy, o których już nikt nie pamiętał. Jednak by się coś od niej dowiedzieć, trzeba było się postarać, nie była typem plotkary.
- Witaj przystojniaku. - uśmiechnęła się do mnie, promiennie.
- Dzień dobry. Jak mija dzień? - zapytałem, podając jej mój identyfikator. Przejechała nim po ekranie.
- Stoję już tu od rana, a mam jeszcze nockę i jutrzejszy dzień. Za niedługo dostanę zawału i wreszcie, będę mogła sobie odpocząć, na wieki. - oddała mi identyfikator i wzięła mój talerz, trzęsącymi dłońmi, kładąc go na wagę. Jako żołnierze, musieliśmy przestrzegać diety i ograniczyć się, do trzech posiłków dziennie.
- I kto będzie mi wtedy, przymilał chwilę, na tym zadupiu? Wyglądasz pięknie, jak zawsze. - puściłem do niej oko. Zarumieniła się.
- Gdybym, była o połowę lat młodsza ...
- Może lubię starsze.
- Uważaj kochanieńki, bo zapukam do Ciebie dziś w nocy. - wybuchła piszczącym śmiechem. - Igor, ale wiesz, że masz za dużo ziemniaków. - mruknęła.
- Znów mi wpadły na talerz. A o której, masz czas? - powiedziałem z niewinną miną. Obok miała przystawki, dorzuciła mi łyżkę ziemniaków.
- Zmykaj zanim się rozmyślę. Przyszłabym, ale na Twoim łożu ostatnio śpi zbyt wiele osób. - uśmiechnęła się przymilnie.
- Nic się przed Tobą, nie ukryję. - wziąłem od niej talerz, bojąc się, że mogłaby go upuścić. - Miłego dnia.
- Nawzajem.
Odszedłem z talerzem w ręce, rozglądając się wokół, dostrzegłem przy jednym ze stołów grupę lekarzy z Kliniki. Mieszkaliśmy w sąsiednich kwaterach, jedliśmy to samo jedzenie, mieliśmy ten sam cel, ale wielu z nas nie darzyło się sympatią. Oni mieli leczyć, my likwidować.
- Igor, tutaj! - odwróciłem się i udałem do stolika, gdzie siedział Adrian, Sam i trzeci, którego nie znałem. Położyłem talerz, na stole i przywitałem się z każdym, podając rękę. - To Fridric. - powiedział Adrian.
- Igor. - przedstawiłem się nowemu.
- Miło mi, przyjechałem ostatnim transportem. - Miał duży, czerwony nos, ciemne, krótkie włosy i jak mówił to seplenił. Co jakiś czas, przyjeżdżali nowi rekruci Tolerancyjnych.
- A jakie imię, matka Cię musiała nie lubić. - wybuchnął Adrian, był niskim, chudym mężczyzną z twarzą okrągłą jak koło. Robert się zaśmiał wymuszająco, a Fridric zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Nie zwróciłem na to uwagi i zacząłem jeść.
- Jak tam misja? - zapytał Sam, o mało się nie zakrztusiłem.
- Z skąd wiesz o misji? - zapytałem, od pewnego czasu, Dowództwo podejrzewało, że mamy szpiega w szeregach. Każdy rozkaz, mieliśmy dochować w tajemnicy.
- Co robiłeś do tej pory?
- Hmm, odpoczywałem.
- To nie wiesz, o pozostałych ..
- Były cztery misję. - wtrącił się Adrian, był człowiekiem, którego język swędzi, jak się nie odzywa. - No tak jakby. Ja też, byłem. - powiedział z dumą. - Musieliśmy z bombardować, wioskę na wschód od Gizy.
- A inni?
- Jedni musieli zaatakować, ścierwo przy ujściu rzeki. Podobno tam, byli ranni i zabici, tchórze zastawili wnyki, jak na zwierzęta i nasi wpadli w pułapkę. Zostali ostrzelani, słyszałem, że trzech nie żyję. Zaś drudzy, poszli na zachód, ale zastali opustoszały obóz. Wy mieliście gładziutko, wszystkich zlikwidowaliście, bez problemu?
- Tak. Mamy trzech więźniów. - odpowiedziałem.
- A jest tu więzienie? - zapytał Fridric.
- Zapytaj, czego tu nie ma chłopie. Na pewno burdelu. Przynajmniej, tak mi się zdaje, choć nie wiem, bo na, większość pięter mamy zakaz zapuszczania się. - powiedział z urazą Adrian.
Gdy mówił swój monolog, ja kończyłem obiad i zastanawiałem się jak Dowództwo zareagowało na to, że dwie misje musiały, zostać przez kogoś doniesione do Nietolerancyjnych.
- O pan Kapral. - odezwał się Sam. Odwróciłem się w stronę, gdzie spojrzeli moi towarzysze.
Do naszego stolika szedł Cris, on mnie tu ściągnął, byliśmy kumplami w sierocińcu, a później obaj poszliśmy do wojska. Później nasze drogi się rozeszły, ale widywaliśmy się, co jakiś czas. Ja studiowałem psychologię, a on trafił do Akademii Marynarki Wojennej i jest tutaj od dwóch lat. Awansował na Kaprala, co oznacza, że brakuje mu dwóch strzebli, żeby być tutaj jedną z siedmiu najważniejszych osób. Obok niego szedł Patryk, z którym rzadko się rozstaje.
Przywitali się z nami jak równi, z równymi i usiedli obok, kładąc talerze na stole.
- Igor i Adrian, żołnierze z nocnej misji mają wolne do jutra. - powiedział Cris. - Ale to nie znaczy, że macie się obijać.
- Tak jest, popracujemy nad rzeźbą. - zażartowałem. - Jak się czuję Ola? - Cris jako jeden z nielicznych, przywiózł ze sobą żonę.
- Ciągle narzeka, na brak rozrywki. Włóczy się po mieście, a ja nie mam czasu, by ją pilnować. - powiedział z goryczą. - O może wpadniesz do niej kiedyś, z przydałoby się jej towarzystwo, a Ciebie zna najdłużej. - Byłem świadkiem na ich ślubie.
- No pewnie. - wstałem i podniosłem talerz. - To idę poćwiczyć.
Pożegnałem się, odniosłem talerz do okienka i wyszedłem. Do stołówki wchodziło, coraz więcej osób.
Winda się otworzyła, w środku była Ana, niska, zgrabna, pani psycholog. Miała krótkie, blond włosy, mały nosek i ciemno-zielone oczy. Była ubrana w biały fartuch lekarzy, a w rękach trzymała plik dokumentów. Uśmiechnęła się na mój widok, a ja odwzajemniłem uśmiech. Wszedłem do windy, nacisnąłem pierwszy z brzegu przycisk i wolno ruszyliśmy w górę. Po chwili, przycisnąłem przycisk STOP, szarpnęło nami, a winda się zatrzymała.
__________________________________________________________
Nie mogę usunąć, obiecałem ...
CZYTASZ
Misja [zawieszone]
Science FictionOpowiadanie chwilowo zawieszone. "Świat się podzielił. Przybyło państw na mapach, nowe języki, nowa kultura i religie. Dochodziło do coraz częstszych konfliktów, zamieszek, ataków terrorystycznych i wojen. Każdy mógł zostać zaatakowany, powodem była...
![Misja [zawieszone]](https://img.wattpad.com/cover/28155062-64-k219080.jpg)