Dziękuję za tyle wyświetleń! :* Za każdy komentarz i gwiazdkę!
Wyskoczyłem z ciężarówki za innymi, byłem jednym z ostatnich. W oddali widziałem światła, oświetlające miasto. Giza była o wiele mniejsza od Kairu, ale za to bardziej unowocześniona technologicznie.
Wszystko miało pójść gładko, wpadamy, Likwidujemy i ogłaszamy, że Giza jest teraz Tolerancyjna.
Fridric wepchnął mi karabin, który założyłem na ramię.
- Każdy wie co ma robić? – zapytał Richard. Nikt nie zaprzeczył. – Więc zaczynamy zabawę. – powiedział z uśmiechem na twarzy.
Pobiegłem za setką innych, do miasta. Nie było bramy, tylko główna droga, którą podążaliśmy do celu. Po prawej stronie, stał mały, budynek Strażniczy, do którego weszło kilku żołnierzy.
Dwa strzały.
Wybiegli, nie było żadnego alarmu, żadnego ostrzeżenia, nic.
Z kamienistej drogi, wbiegliśmy na równy, czarny asfalt. Weszliśmy w labirynt, wysokich budynków, drogę oświetlały nam, małe latarnie i mocno świecący księżyc na niebie. W niektórych oknach, świeciło się światło. Nie wiedziałem czy to złudzenie, ale dostrzegłem cienie za szybami, ludzie się kryli, przed nami. Musieli wiedzieć, że przyjdziemy. Nikt nie zagrodził nam drogi. Zajmowaliśmy całą szerokość ulicy. Nasze kroki odbijały się w ciszy, na czele szedł Richard i Micheal. Nasi dowódcy.
Richard machnął ręką i skierował się w wąską uliczkę. Ja i czternastu innych udaliśmy się za nim. Kierowaliśmy się do Wieży Kontrolnej, mieliśmy wyłączyć zabezpieczenia, by ułatwić innym wejście do Ratusza.
Obok mnie truchtał Fridric.
- I dzie się wsyscy podzieli? Jakie Miasto Duchów? – wysapał.
W tedy je zauważyłem, na każdym z budynków, pikało czerwone światełko. Trzeba było spojrzeć, pod odpowiednim kątem, by je dostrzec.
Kamery. Musieli nas widzieć.
- Ej Cris! – ominąłem Fridrica i dobiegam do przyjaciela, który szedł tuż za Richardem. – Spójrz, tam. - Na jego twarzy pojawił się grymas.
- Nie zmieniamy planów! – Richard spojrzał na nas złowrogim wzrokiem, gdy próbowaliśmy go przekonać, że powinniśmy się wycofać. W ręce trzymał mały, przenośny ekran, na którym była mapa miasta. Cała grupa zatrzymała się, na ulicy.
- Przecież to pułapka! – krzyczałem ze złości. – Nie widzisz tego?
- Zamilcz! – odparował – Ja tu dowodzę. Skoro to pułapka, to nasi ludzie w nią właśnie wchodzą. Musimy trzymać się planu, inaczej się jeszcze, bardziej pogrążymy. Zapamiętaj to sobie chłoptasiu, Tolerancyjni się nie wycofują. Jesteśmy górą i nic nas nie powstrzyma. – na potwierdzenie swoich słów, przybliżył się do mnie, był wyższy o głowę, spojrzał na mnie z góry. – Jeszcze raz zakwestionujesz, moje rozkazy. Stwierdzę, że złamałeś Deklarację. – w tedy czeka mnie Egzekucja. Odwrócił się od de mnie. – Ruszać się, tu w prawo. Już niedaleko.
Gdy wbiegliśmy w następną ulicę, usłyszeliśmy huk. Później następny. Ściany budynków zaczęły drgać, pod nogami wyczułem wibracje. Jakby zaraz wszystko, miało się zawalić.
- Co to? – zapytał Fridric.
- Bomba, granat? Nasi zaczęli działać. A my jeszcze, nie dotarliśmy do Wieży. – odpowiedział Zhang, niski, chudy blondyn.
- Nie chodzi mi o huk. Tylko jak tu nadepnąłem. – wskazał palcem. – to się zrobiło zagłębienie.
- Ciężki jesteś. – prychnął blondyn
- Padnij! – krzyknął Cris.
Ufałem mu jak bratu, dla mnie nie musiał dwa razy powtarzać, padłem na ziemię. Usłyszałem serie wystrzałów, obok mnie padł Fridric. Przyłożyłem głowę do ziemi, po chwili poczułem coś mokrego przy policzku. Otarłem dłonią twarz. Czerwona, lepka maź.
- Fridric? – spojrzałem na niego, miał przestrzeloną głowę.
- Chyba to tyle. Amunicja im się skończyła.– usłyszałem głos naszego dowódcy.
CZYTASZ
Misja [zawieszone]
Science FictionOpowiadanie chwilowo zawieszone. "Świat się podzielił. Przybyło państw na mapach, nowe języki, nowa kultura i religie. Dochodziło do coraz częstszych konfliktów, zamieszek, ataków terrorystycznych i wojen. Każdy mógł zostać zaatakowany, powodem była...
![Misja [zawieszone]](https://img.wattpad.com/cover/28155062-64-k219080.jpg)