14

809 25 6
                                    

Ron swoim marudzeniem i pierdołowatością odnośnie nauki sprawił, że siedzieliśmy w bibliotece tak długo, aż przerażona naszą obecnością pani Pince pogoniła nas cały czas pilnując, abyśmy napewno wyszli. Ron odetchnął z ulgą, że na ten dzień już koniec i już miał uciec przede mną do dormitorium, kiedy złapałam go za rękę i pociągnęłam do kanapy.

- Jeśli skończysz to dziś, jutro będziesz miał cały dzień wolny - powiedziałam i podałam mu książki.

Wyglądał jakby chciał zabić mnie samym spojrzeniem, ale posłusznie zabrał się za kończenie lekcji, a ja usadowiłam się obok niego z książką.

Kiedy skończył dochodziła dwudziesta trzecia, byłam tak zmęczona, że ciągle ziewałam, ale mimo to dzielnie wspierałam swojego przyjaciela. Czyli pilnowałam, żeby nie uciekł i nadal waliłam go po głowie za każdym razem, kiedy mamrotał coś pod nosem narzekając na mnie, nauczycieli, szkołę, tylko oczywiście nie na siebie.

Przejrzałam pobieżnie teksty jego wypracowań i stwierdziłam, że może być. Ledwo skończyłam to mówić, a już był w połowie schodów prowadzących do dormitorium.

Sama pognałam do swojego pokoju, i po chwili wykąpana, w piżamie siedziałam na parapecie wpatrując się w bezchmurne nocne niebo. Na kolanach miałam mapę od Harry'ego, ale jeszcze jej nie „uruchomiłam".

Zastanawiało mnie, jak Harry mógł znieść patrzenie wieczorami jak jego ukochana spotyka się z innym. I dlaczego katował się tym wiele razy, jednocześnie udając, że między nimi wszystko w porządku.

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - wyszeptałam najciszej jak mogłam stukając różdżka w pergamin.

Moim oczom ukazały się rozrysowane korytarze i pomieszczenia, dormitoria były wypełnione kropkami z nazwiskami. Wszyscy potulnie leżeli w łóżkach. No, może prawie wszyscy...

Dwie kropki z nazwiskami Astorii i Susan poruszały się obok siebie wzdłuż korytarza, w którym mieściła się łazienka prefektów, by po chwili się w niej zamknąć. Natychmiast odwróciłam wzrok od nich i przeniosłam swoje obserwacje na inne piętro. Zaciekawiło mnie, czy Harry przy tych wieczorach, kiedy obserwował co robiła Ginny, widział również te dwie dziewczyny przebywające razem, blisko siebie w łazience czy gdziekolwiek. Co sobie pomyślał? Czy w ogóle zwrócił uwagę? To facet, możliwe, że nie.

Przeglądałam tak dalej i uśmiechnęłam się na widok profesor McGonagall siedzącej w swoim gabinecie. Była prawie północ, a ona wciąż pracowała. Filch przechadzał się korytarzami zmierzając w stronę dwóch uczniów próbujących mu umknąć.

Zanim się zorientowałam, doszłam do śledzenia sytuacji w lochach. Lecz w nich było bardzo spokojnie, wszyscy uczniowie stamtąd leżeli grzecznie w łóżkach.

Nott był dokładnie na tym łóżku, do którego poprowadził mnie po pijaku, po jednej stronie miał Malfoya, jego posłanie znajdowało się pod samą ścianą, a po drugiej...

Zaraz.

Draco Malfoy.

Obok łóżka Teodora Notta.

To samo, na którym znalazłam książkę ze zdjęciami.

Draco Malfoy.

Draco Malfoy trzyma moje zdjęcia.

*

Poniedziałkowy poranek był jak zwykle ciężki... ale nie dla mnie, choć wielu uczniów miało na co narzekać. To naprawdę nieludzkie, żeby kazać uczniom rozpoczynać tydzień z historią magii u profesora, który każdego potrafiłby zanudzić na smierć tym swoim monotonnym głosem.

Splątana [Dramione]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz