7: Minor Key

397 19 5
                                        

Mocniej przycisnęłam wyślizgujący się telefon do ucha lewym ramieniem, z jednej ręki do drugiej przekładając materiałową torbę po brzegi wypełnioną zakupami. Zaczęłam powoli wchodzić po schodach, rozwiązując pasek płaszcza i do tego starając się skupić na monologu Matthewa, który od dobrych kilku minut wybrzmiewał w słuchawce.

– Nie wiem. Po prostu nie wiem. Nie wiem, co mam mu dać. Płyta zbyt nijaka, a zresztą ma przecież wszystkie, które chce, książki odpadają, gitarę kupuje już Jamie, Nick organizuje całą domówkę, a inne pomysły będą zbyt banalne. Ten człowiek to dla mnie chodząca zagadka, a przecież znam go prawie całe życie. – w słuchawce dało się słyszeć jego zrezygnowane westchnięcie. – Masz już coś?

– Nie, nie mam. – burknęłam niechętnie. – Muszę mu coś kupować?

– Aida. – skarcił mnie. – Co roku tak mówisz, a potem kupujesz najlepsze prezenty. Wracając... Może by tak zegarek? Może wreszcie przestanie się spóźniać?

Ja również westchnęłam, głośno i przeciągle. Mimo, że moje nastawienie przypominało ignorancję, sama od kilku dni zaczęłam intensywnie zastanawiać się, co mogłabym podarować Alexowi na zbliżające się urodziny. Matthew miał w swoich słowach nieco racji. Zazwyczaj udawało mi się znaleźć coś, z czego Truner byłby względnie zadowolony. Bycie paradoksem od zawsze było moją specjalnością. Kiwnęłam głową w kierunku wyglądającego przez drzwi sąsiada, który starał się usunąć pianino ze swojego mieszkania.

– Nie ma już jednego?

– Trudno, będzie miał dwa.

– I na obydwóch inną godzinę.

Matthew odmruknął coś w stylu nie mam siły z wyraźną frustracją i umilkł na chwilę. Byłam o krok od wejścia na swoje piętro, kiedy zdałam sobie sprawę, jakiej sceny byłam właśnie świadkiem. Stanęłam jak wryta. Błyskawicznie zbiegłam na trzecie piętro, o mało nie zrzucając ze schodów telefonu, gdzie dwójka mężczyzn w podeszłym wieku starała się wypchnąć z mieszkania piękne, białe pianino. Moje oczy pewnie rozszerzyły się do rozmiaru spodków, a myśli przebiegły przez umysł tak szybko, że nawet nie zdążyłam zarejestrować, co tak właściwie robię. To mógł być idealny pomysł. Alex już dawno mówił, że chciałby wreszcie mieć prawdziwe pianino, a nie tylko keyboard.

– Matt, muszę kończyć.

– Aid...

– Oddzwonię. – błyskawicznie schowałam telefon do niewielkiej, skórzanej torebki, która zsuwała się z mojego ramienia i w kilku krokach zeskoczyłam ze schodów. Luźnym, sprężystym krokiem podeszłam do sąsiadów. Powitali mnie ponownie przyjaznymi uśmiechami. Odwzajemniłam gest nieco powściągliwie, zerkając na pianino.

– Dzień dobry, pani Malvoe. Mroźnie dzisiaj, prawda?

– Racja. – kiwnęłam głową na puszki z farbą stojące pod drzwiami. – Szykuje się remont?

– Tak, ale tylko powierzchowny, bo żona się upiera. – siwy mężczyzna ponownie uśmiechnął się do mnie, a następnie delikatnie uderzył w górę pianina dłonią, sugerując towarzyszowi przerwę. – Właśnie upieramy się z tym gratem, bo nikt na nim nie gra, a tylko zabiera miejsce.

– Grat? Przecież jest piękne.

– Ach, wiem. Syn dostał na komunię już ze dwadzieścia lat temu, a jednak dalej się trzyma.

– A co chce pan z nim zrobić? – zapytałam zaciekawiona, uważnie je oglądając. Wymagało ogólnego odrestaurowania i odklejenia od niego starych, połowicznie pozdzieranych naklejek z Hello Kitty i Hot Wheels, lecz naprawdę było piękne. Mężczyzna zaśmiał się, uważnie spoglądając prosto w moje oczy, czym odrobinę zbił mnie z tropu.

Electricity || Arctic MonkeysOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz